piątek, 5 września 2014

Kao Essential Damage Care Rich Intensive Repair Hair Mask [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Stearyl Alcohol, Dimethicone, Stearoxy Propyl Dimethylamine, Dipropylene Glycol, Lactic Acid, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, C10-40 Isoalkyl Acid, Malic Acid, Honey, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Polyglyceryl-3, PEG-45M, Ceteareth-7, Ceteareth-25, PPG-34 Steareth-3, Hydrogenated Castor Oil Hydroxystearate, Glyceryl Stearate, Dipentaerythrityl Tri-Polyhydroxystearate, Bis-methoxypropylamido Isodocosane, Bis-Isobutyl PEG-15/Amodimethicone Copolymer, Amodimethicone, Caramel, Alcohol Denat., Iron Oxide, Benzyl Alcohol, Fragrance. 

Jeśli ktoś się zastanawia, czy omyłkowo nie dałam złego zdjęcia na tytułowe, zapewniam, że nie. Oto nowa wersja szalenie popularnej maski do włosów Kao Essential. Całkiem niedawno, bo w sierpniu 2014, firma odświeżyła większość serii Essential, zmieniając zarówno wygląd opakowań, jak i dłubiąc nieco w składach. Tak więc skład rozpisany powyżej jest tym najnowszym - w sumie nic nowego nie dodali, pomieszali trochę w kolejności i to wszystko. Wiem, bo mam porównanie ze starym na opakowaniu po zużytej masce, które wciąż trzymam ;)  Z tego względu recenzja może nie będzie akuratna w 100% ale myślę, że skoro nic nowego nie dodali, to nawet gdybym teraz kupiła nową wersję, rezultat byłby ten sam.

Maski używałam blisko rok, dosyć nieregularnie. Bardziej można to określić jako zmuszanie się do zużycia - już po pierwszym razie wiedziałam, że się nie polubimy :p Generalnie nie darzę sympatią masła shea w kosmetykach, a już szczególnie w tych do włosów. Moje kosmyki są po nim "tępe" w dotyku, matowe, obciążone, sztywne, więc omijam go szerokim łukiem. Ale dopóki produkt do mnie nie dotarł, nie znałam składu (leń, mogłam sprawdzić na stronie -.-) - a tu taka niespodzianka! Trzeba było jednak zużyć, dlatego tak opornie mi to szło. Więcej tego nie zrobię!

Essential Damage Care Rich Intensive Repair Hair Mask zawiera kwas mlekowy, olej z pestek słonecznika, kwas jabłkowy, miód oraz to nieszczęsne masło shea właśnie. W opisie czytamy, że ma robić to, co maska do włosów zazwyczaj powinna, czyli wygładzać kosmyki, naprawiać wszelkie uszkodzenia, nabłyszczać, odżywiać - a to wszystko bez obciążania. Należy stosować po umyciu włosów i uprzednim odciśnięciu ich w ręczniku - nałożyć maskę na 5 min, po czym spłukać. Zaleca się używać jej 2-3 razy w tygodniu. 

I tu zahaczyliśmy o rzecz, która mnie lekko konfunduje... Niby jest to maska (konsystencja nie pozostawia wątpliwości), ale na opakowaniu napisane jest 'treatment' - w japońskim przemyśle kosmetycznym jest to taka dziwna hybryda odżywki oraz maski, którą jednak stosuje się po umyciu głowy i nałożeniu/spłukaniu zwykłej odżywki. Jednak instrukcja zaleca trzymanie jej na głowie zbyt krótko, jak na maskę. Ja i tak się do tego nie stosuję bo maska na moich włosach zawsze sobie "siedzi" i działa przez ok. 2~3 godziny. Podobnie rzecz ma się z produktem Tsubaki Damage Care, którego niedawno kupiłam - na opakowaniu 'hair mask', a na stronie 'treatment', chociaż to maska jest. Oprócz tego i tak mają 'treatment' (i odżywkę!) w serii, więc jak to, 2 różne 'treatment'? Ale zwał jak zwał, jest to w każdym razie maska ;)

Wracając do Kao - produkt dostajemy w 200g przezroczystym, plastikowym słoiczku z zakrętką.  

Nieaktualne już opakowanie.
Co do konsystencji, to jest ona bardzo gęsta i... bardzo silikonowa. Spotkałam się na jakimś blogu z określeniem "bomba silikonowa" - faktycznie tak jest. Czuć to zarówno na palcach, jak i na włosach po użyciu...



Pachnie za to obłędnie. Miodowo - owocowo.


Tak, jak już wspomniałam - moje włosy po użyciu owszem, były przygładzone - ale na tym kończyła się lista zalet maski. Były zbyt obciążone, matowe, płaskie, a na drugi dzień końcówki były na powrót suche; powyżej z kolei wyglądały jak tłuste strąki. Nie pomagała mi w żaden sposób rozczesać grzywy po myciu. Moje kosmyki w dotyku były jakby powleczone silikonową pastą - zero nawilżenia. Nie szkodziła - ale też nie pomagała. Myślę, że ta maska jest zbyt ciężka na europejskie włosy. Teraz stosuję Tsubaki Damage Care, która niewiarygodnie zmiękcza, nabłyszcza, nie obciąża i w ogóle cud, miód i orzeszki ;), natomiast produkt Kao jest w mojej ocenie totalnym bublem.

Cena/Pojemność: 200g - ok. 22zł  (rakuten); 50~58zł (ebay1ebay2)

6 komentarzy:

  1. o patrz, ja mam jeszcze stara wersje, bo nowej w sklepqch jeszcze nie ma. uzylam dwa razy i podoba mi sie. Jestem pewna ze to rowniez klimat. latem bez silikonow ani rusz. na drugi dzien wlosy pachna wciaz! zapach obledny! zupelnie nie obciaza, ale nie nakladam od czubka glowy. Wydaje mi sie ze do rozjasnianych suchych wlosow powinna sie nadac. a Shiseido biala tez bardzo lubie! juz zaraz do Ciebie pisze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę, że w takim wilgotnym klimacie to na pewno bez silikonów ani rusz :)
      Ja jednak nie raz używałam masek do włosów (np L'oreal Professionel) z masłem shea i wszystkie okazały się niewypałem. Dlatego do tej na pewno nie wrócę, natomiast Tsubaki jest cudowna ;D Ja też nigdy nie nakładam od czubka głowy bo moje włosy od razu po wysuszeniu wyglądałyby na tłuste i oklapnięte :p

      Usuń
  2. Podziwiam za możliwość używania masek - u mnie nie przejdą ;-) Nie mniej jednak dobre ostrzeżenie. Mnie również pasuje Shiseido Tsubaki, ale ja używam serii Head Spa, jak wiesz i nie mam maski, tylko odżywkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wg mnie oba treatmenty to buble. Ale jak sie wlosy przyzwyczai do Avedy, to potem niestety trudno jest sie przestawic na drogerie. Nad czym teraz bardzo ubolewam...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...