Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielona herbata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielona herbata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2015

Sulwhasoo Essential Rejuvenating Eye Cream [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Ophiopogon Japonicus (Mondo Grass) Root Extract, Glycyrrhiza Uralensis (Chinese Licorice) Root Extract, Butylene Glycol, Water, Betaine, Jojoba Esters, PEG-75, Glycerin, Biosaccharide Gum-1, Hydrogenated Poly(C6-14 Olefin), Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Dimethicone, Hydrogenated Olive Oil Lauryl Esters, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf (Green Tea) Extract, Paeonia Albiflora (White Peony) Root Extract, Nelumbo Nucifera (Lotus) Seed Extract, Polygonatum Officinale Rhizome/Root Extract, Lilium Tigrinum (Tiger Lily) Flower/Leaf/Stem Extract, Rehmannia Glutinosa Root Extract, Chrysanthemum Morifolium (Florist's Daisy) Flower Extract, Paeonia Suffruticosa (Tree Peony) Root Extract, Citrus Unshiu (Japanese Mandarin) Peel Extract, Adenophora Stricta Root Extract, Lycium Chinense (Goji Berry) Root Extract, Coix Lacryma-Jobi Ma-Yuen (Job's Tears) Seed Extract, Angelica Tenuissima Root Extract, Honey, Hydrolyzed Red Ginseng Saponins, Portulaca Oleracea (Common Purslane) Extract, Angelica Acutiloba Root Extract, Panax Ginseng (Ginseng) Root Extract, Beta-Glucan, Cnidium Officinale Root Extract, Paeonia Lactiflora (Chinese Peony) Root Extract, Borago Officinalis (Starflower) Seed Oil, Cyclopentasiloxane, Polyglyceryl-10 Stearate, Cetearyl Alcohol, PEG-40 Stearate, Cyclohexasiloxane, Methoxy PEG-114/Polyepsilon Caprolactone, Hydrogenated Lecithin, Arachidyl Alcohol, C12-16 Alcohols, Propanediol, Behenyl Alcohol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Arachidyl Glucoside, Palmitic Acid, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Fragrance.

Część z Was pewnie pamięta ten niezbyt przyjemny moment, kiedy po raz pierwszy zauważyła, że pod oczami namnożyło się trochę za dużo drobnych linii, lub wręcz zmarszczek. Kiedy ja zaczęłam zauważać pierwsze drobne linie pod oczami - co mnie wkurzyło - uznałam, że czas zaatakować czymś porządniejszym, niż tylko krem nawilżający. Przez to właśnie zaczęłam grzebać nieco głębiej w odmętach internetu, aż dotarłam do kremu pod oczy Sulwhasoo (a raczej jego próbek). To była chyba moja pierwsza styczność z wysokopółkowymi koreańskimi kosmetykami. Teraz z perspektywy czasu wiem, że powinnam była zacząć używać kosmetyków typu anti-aging dużo wcześniej; tak samo z filtrami. Niestety, kilka lat wstecz jeszcze nie miałam pojęcia o czymś takim, jak azjatycka pielęgnacja i nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo istotna jest ochrona przeciwsłoneczna. No ale trudno się mówi, czasu się nie cofnie. Można tylko starać się pielęgnować w chwili obecnej swoją skórę najlepiej, jak potrafimy. 
Tyle tytułem wstępu o tym, co skłoniło mnie do rozszerzenia pola kosmetycznych poszukiwań w kierunku koreańskich kosmetyków, które kosztują majątek (ale na szczęście można ich używać za dużo mniej). 

Sulwhasoo to koreańska marka specjalizująca się w ekskluzywnych ziołowych kosmetykach wytwarzanych z użyciem ekstraktów z całego mnóstwa ziół i roślin, uwzględniająca w większości swoich receptur  żeńszeń. Korzeń ten był pierwszym składnikiem kosmetyków w czasach początków firmy i to na jego dobroczynnych właściwościach opierało się działanie ówcześnie produkowanego pierwszego kremu w historii marki. 
Nie inaczej jest z Essential Rejuvenating Eye Cream. Jest to krem pod oczy z podstawowej linii nawilżającej, zawierający zioła lecznicze. 
Według producenta kosmetyk ten redukuje zmarszczki i drobne linie wokół oczu. Według mnie nie. Uważam, że nadaje się bardziej do użytku jako produkt zapobiegający pierwszym objawom starzenia, aniżeli je naprawiający. Dlatego też w moim przypadku się nie sprawdził. 
Idąc dalej za opisem - krem ma rewitalizować skórę, redukować bruzdy oraz minimalizować cienie i obrzęki.  Głównymi składnikami kosmetyku są:
* 6-letnie saponiny czerwonego żeńszenia, ekstrakt z chryzantemy, miód (wspomagają cyrkulację krwi w skórze);
* ekstrakty: z zielonej herbaty, adlay oraz jagód goji (przeciwutleniacze; zwalczają wolne rodniki oraz zapobiegają starzeniu się skóry)
* ekstrakt z korzenia chińskiej lukrecji (mają właściwości rozjaśniające oraz zapobiegają przebarwieniom). 
Oprócz tego (jak widać) krem zawiera jeszcze wiele ekstraktów ale błagam, nie każcie mi ich wszystkich wypisywać :P

Z drogimi koreańskimi kosmetykami jest taka fajna sprawa, że wszystkie można kupować w próbeczkach ;D Dzięki temu zwykły śmiertelnik może używać ekskluzywnych kosmetyków, nie idąc za każdym razem z torbami. Próbki można kupić zarówno u sprzedawców na Ebay'u, jak i w niektórych sklepach internetowych (Gmarket, RoseRoseShop, Tester Korea, itp.). Przykładowo, zamiast przepłacać niemalże 300zł za 100ml luksusowego opakowania esencji sum:37 Secret Programming, możemy dostać 10ml w 10 saszetkach za....32zł. Oczywiście trzeba wtedy uzupełniać zapasy dosyć często - ale o wiele więcej ludzi stać na jednorazowy wydatek 32zł, niż 300, dzięki czemu mogą oni używać takich kosmetyków. Odpowiednik tych 100ml w saszetkach będzie nas kosztował ok. 140zł - czyli wychodzi na to, że 160zł tak naprawdę płaci się za ekskluzywnie wyglądającą butelkę. Kolejny przykład: 40ml buteleczki esencji White Plus Renew Laneige nie znajdziecie nigdzie poniżej 140zł. Natomiast kupując 4 próbki w małych, 10ml plastikowych opakowaniach z wygodnym dozownikiem wydamy tylko ok.36zł. Taka sama ilość produktu o 104zł taniej - to robi różnicę!! Moim zdaniem takie próbki z dozownikami są nawet lepsze i bardziej przydatne, niż duże, ciężkie opakowania, których raczej nie wzięlibyśmy ze sobą w podróż. 
Takie próbki kremu Essential Rejuvenating z dozownikiem (nie lubię saszetek) upatrzyłam sobie właśnie na Ebay, po czym kupiłam 3 sztuki.

Po 3.5ml każda.


Dozownik.

Po wyciśnięciu odrobiny kremu trochę pożałowałam zakupu, ze względu na intensywny ziołowo-żeńszeniowy zapach. Uch. No ale jakoś się przełamałam - w końcu efekty ważniejsze!
Krem ma lekką, średnio gęstą konsystencję; daje się go bezproblemowo i gładko rozprowadzić palcami.




A oto schemat wyjaśniający, jak najlepiej wklepywać kosmetyk (ze strony producenta):


Żródło: http://www.sulwhasoo.com.sg/en/product/Essential_Rejuvenating_Eye_Cream
Krok 1) Zamknij oczy, a następnie używając środkowego oraz serdecznego palca masuj skronie ruchami w górę i dół, aby ulżyć oczom. 
Krok 2) Uciskaj kciukiem oraz palcem wskazującym wzdłuż linii brwi, aby rozluźnić mięśnie się tam znajdujące.
Krok 3) Używając palców wskazujących, delikatnie uciskaj nimi punkty wzdłuż linii brwi, w zewnętrznych oraz wewnętrznych kącikach oczu, a następnie pod oczami. Powtórz 2-3 razy.
Pamiętajcie, te ćwiczenia należy wykonywać PO nałożeniu kremu! Dzięki temu tarcie zostaje zminimalizowane i nie naciągamy delikatnej skóry pod oczami. Staram się wykonywać takie ćwiczenia przed snem, kiedy mam czas i uwierzcie mi, one naprawdę relaksują :)!

Wracając do kremu. Dosyć szybko wchłania się przy wklepywaniu, pozostawiając delikatną, nawilżającą warstewkę ochronną. 


Niestety, pod koniec dnia nie było po nim śladu, a skóra znów była sucha. Te 3 próbki starczyły mi na ok. 4 miesiące regularnego używania. W tym czasie nie zauważyłam żadnej poprawy, jeśli chodzi o drobne linie pod oczami, a wręcz pogorszenie sytuacji z uwagi na ekspresywną mimikę twarzy, którą musiałam stosować w tamtym czasie. Kolejna obietnica: krem ma rozjaśniać cienie pod oczami. Tutaj akurat nie mogę niczego jednoznacznie stwierdzić bo generalnie mam to szczęście, że nawet przy braku odpowiedniej ilości snu wyglądam świeżo ^^ Jednak w czasie stosowania kremu miałam bardzo stresującą pracę i spałam po 4-5 godzin dziennie, co niestety zaczęło delikatnie odbijać się na skórze pod oczami i zauważyłam delikatne zasinienie w kącikach. Na ile jednak krem je redukował (i czy w ogóle), tego nie jestem w stanie ocenić bo musiałabym wtedy przerwać jego używanie i zobaczyć, co się stanie. A tego, rzecz jasna, nie zrobiłam. 

Po jego zużyciu bardzo się cieszyłam, że to były tylko próbki - bo jak miałabym zbierać na pełnowymiarowe opakowanie, po czym okazałoby się, że mi nie pasuje to bym się chyba popłakała ;p

Cena/ Pojemność:  
25ml - 324zł (Amazon), 332zł (RoseRoseShop), 347zł (KoreaDepart), 381zł (ebay); 
saszetki 1ml: 10 sztuk - 16zł (RoseRoseShop), 20 sztuk - 36zł (ebay),  30 sztuk - 44zł (ebay), 40 sztuk - 54zł (ebay);
pojemniczki z dozownikiem 3.5ml: 2 sztuki - 42zł (ebay), 5 sztuk - 91zł (ebay).

piątek, 31 października 2014

Skinfood Good Afternoon Peach Green Tea BB SPF20/PA+ [recenzja+skład]

SKŁAD/ INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Cetyl PEG/ PPG-10/ 1 Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Boron Nitride, Ceresin, Cyclohexasiloxane, Sorbitan Isostearate, Sodium Chloride, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Sorbitan Olivate, Caprylyl Methicone, Camellia Sinensis (Green Tea) Extract, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Trimethylsiloxysilicate, Silica, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Triethoxycaprylylsilane, Talk, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Fragrance, Cl 77492(Yellow Iron Oxide), Cl 77491(Red Iron Oxide), Cl 77499(Black Iron Oxide).

No i stało się. Dopadł mnie jakiś paskudny wirus (nie, nie komputerowy...), więc tak sobie siedzę przymusowo w domu i mam wreszcie czas ogarnąć bloga. Już dawno skończyłam opakowanie kremu BB od Skinfood - to moja ostatnia recenzja produktu tej firmy ever, przysięgam! - przyszedł więc czas, aby podsumować, jak mi się go (z)używało. Jest to trzeci krem BB z tej serii (jest ich w sumie 5), który recenzuję. Na blogu pojawiły się już posty na temat Skinfood Apple Cinnamon oraz Skinfood Honey Black Tea.  


Peach Green Tea jest rzekomo przeznaczony do cery tłustej. 
Rzekomo - gdyż okazało się, że nadaje twarzy tłusty połyskwnie szybko, jak tamte. Mogli się nie wysilać z opisem :]
W składzie znajdziemy, mniej więcej pośrodku, ekstrakty z brzoskwini oraz zielonej herbaty. Tak, to jedyne ekstrakty w całym kremie. 
Oprócz tego zawiera filtry:
*Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu - fizyczny)
*Ethylhexyl Methoxycinnamate (metoksycynamonian etyloheksylu - chemiczny). Tyle ze składników wartych wzmianki. Wartość filtra to SPF20 praz PA+. 

Produkt przychodzi w kartoniku, na którym mamy opis tylko i wyłącznie po koreańsku, a w dodatku brak na nim składu. Trzeba go sobie wygrzebać na koreańskojęzycznej wersji strony. Zresztą pewnie nawet, gdyby był, to i tak osoba nie znająca koreańskiego alfabetu by się nie doczytała - według mnie to spory minus. Opakowanie kosmetyku jest z miękkiego tworzywa, szczelnie zamykane na plastikową zakrętkę. Otwór jest wręcz mikroskopijny - ale to akurat w tym przypadku zaleta. Posłużę się tu oficjalnym zdjęciem ze strony bo nie zdążyłam zrobić własnego.


Tak, jak reszta kremów BB z serii, również i Peach Green Tea jest dostępny w dwóch odcieniach: #1 i #2. Wyglądają one tak:

Po lewej odcień #1, po prawej #2. Światło dzienne.
Ja używałam odcienia nr 1, dopasowywał się prawie idealnieW żadnym z nich nie ma śladu różowych podtonów - są to ciepłe, neutralne beże.
Peach Green Tea ma bardzo ładny, brzoskwiniowy zapach, który przez jakiś czas po nałożeniu wciąż się utrzymuje. I to jest chyba najlepsza rzecz w tym kosmetyku. Pod względem konsystencji produkt jest dosyć gęsty, co jest irytujące przy rozprowadzaniu go po twarzy. Najlepiej chyba nakładać go pędzlem, a potem delikatnie wklepać. Kolejna rzecz, która działała mi na nerwy: przy wklepywaniu, zwłaszcza w okolicy oczu,  na skórze zostają ślady opuszków palców - jak w plastelinie. I można sobie tak przyklepywać w nieskończoność, próbując te ślady jakoś rozetrzeć. Na szczęście po jakimś czasie BB jakoś (bo nie do końca) wtapia się w cerę i można wyjść do ludzi.

BB na prawej połowie dłoni - istny kameleon ;)
Pod względem trwałości, Peach Green Tea spisuje się najlepiej z tej trójki, którą miałam nieprzyjemność używać ale i tak jest bublem. Fakt, trzyma mat na twarzy o całe 2 godziny dłużej od Honey Black Tea - czyli w sumie 5, w ekstremalnych porywach 6. Rzecz jasna, na matującym filtrze przeciwsłonecznym - inaczej zaczyna spływać znacznie wcześniej. 
Wzorem kolegów z serii Good Afternoon włazi w linie i zmarszczki, podkreśla je, a także warzy się i rozwarstwia na twarzy pod koniec dnia, robiąc z facjaty nieestetyczne ciasto.  Ten krem w ogóle nie potrafi się wtopić w cerę na tyle, żeby być niedostrzegalnym. Trwałością też nie powala, gdyż można go zetrzeć byle muśnięciem dłoni. 
Jest tani, ale jeśli macie ochotę go wypróbować bez kupowania od razu całego opakowania, to na allegro oraz ebay można znaleźć próbki.

Po przetestowaniu kilku kremów BB Skinfood - nie tylko z tej serii - jak i innych kosmetyków od nich stwierdziłam, że szkoda czasu i pieniędzy na takie paskudztwa. Firma oferuje jedne z najtańszych dostępnych na koreańskim rynku produktów i są one funta kłaków niewarte. To nie tak, że trzymam się z daleka z tanich kosmetyków - lubię szukać perełek, bo wiem, że takowe często wśród tanich kosmetyków są, mam kilka takich ulubieńców. Ale na tej firmie już postawiłam krzyżyk. Moim zdaniem nadaje się ona dla nastolatków - jest dla nich przystępna cenowo, a kosmetyki nie robią nic :P, czyli akurat nadają się do wczesnej prewencji przeciwstarzeniowej.
 

Pojemność/Cena: 30g (30ml) - 
19zł (Gmarket)
28zł (ebay)
 

niedziela, 27 lipca 2014

Skin 79 Super Plus Triple Functions Vital Orange BB Cream SPF50/PA+++ [recenzja+skład]

 
SKŁAD/INCI: Water, Titanium Dioxide, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Cyclohexasiloxane, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide, Dicaprylyl Carbonate, Cetyl PEG/ PPG-10/ 1 Dimethicone, Arbutin, Sodium Chloride, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin, Glycine Soja (Soybean) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Bertholletia Excelsa (Brazil Nut) Seed Oil, Hedera Helix (Ivy) Extract, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Lycium Chinense (Goji Berry) Fruit Extract, Centella Asiatica Extract, Saussurea Involucrata Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolysed Collagen, Caviar Extract, Vitex Agnus Castus (Chaste Tree) Extract, Rosa Canina (Wild Rose) Fruit Extract, Hordeum Vulgare (Barley) Extract, Morus Alba (White Mulberry) Bark Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Camellia Sinesis (Green Tea) Leaf Extract, Cornus Officinalis (Japanese Cornel) Fruit Extract, Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Pinus Sylvestris (Scots Pine) Cone Extract, Pinus Sylvestris (Scots Pine) Bud Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Equisetum Arvense (Common Horsetail) Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Thermus Thermophillus Ferment, Humulus Lopulus (Hops) Extract, Pearl Powder, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Sorbitan Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone, Cetyl Dimethicone, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Trihydroxystearin, Triethoxycaprylylsilane, Isopropyl Myristate, Dimethicone/ Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Butylene Glycol, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Ethylhexyl Palmitate, Tribehenin, Palmitoyl Oligopeptide, Ceramide 3, Tocopherol, Retinol, Linoleic Acid, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Squalane, Ascorbic Acid Polypeptide, Ubiquinone, Trehalose, Hydrogenated Lecithin, Phytosphingosine, Lecithin, Cyclodextrin, Alcohol, Adenosine, Disodium EDTA, Methylparaben, Chlorphenesin, Propylparaben, Dehydroacetic Acid, Fragrance, Iron Oxides (CI77492), Iron Oxides (77491), Iron Oxides (77499). 

Już od dawna na blogu nie pojawiła się recenzja żadnego kremu BB, chciałabym więc dziś to nadrobić :) Zaczęłam używać tego pomarańczka bardzo dawno, bo 1.5 roku temu, a że poszedł wreszcie do kosza (ostatnie pół roku już tylko leżał w szufladzie) - zabrałam się za pisanie. 
Gdy krem mnie zainteresował, najpierw nabyłam próbki - byłam zachwycona, ponieważ wydawało mi się, że wreszcie znalazłam swój ideał kolorystyczny, którego po nałożeniu nie da się odróżnić na tle skóry. Co prawda na forach i blogach dużo dziewczyn pisało, że podkreśla suche skórki ale pomyślałam, że mam tłustą cerę, więc nie powinno być problemu a poza tym, pewnie wystarczy krem nawilżający pod spód i częsty peeling. Yhy.....
Tak więc kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, które prezentowało się tak (kartonik niestety wyrzuciłam dawno temu, więc zdjęcia nie będzie) :


Litery tworzące napisy "BB" oraz "Skin79" dosyć szybko zaczęły się ścierać - miała na to zapewne duży wpływ częsta wędrówka kosmetyku między szufladą, a torebką - aż starły się całkowicie. Nie jest to jednak oznaka, że produkt jest podróbką, jak niektórzy myślą. 
Zawartość wydobywa się z tego nieco ciężkawego, plastikowego opakowania za pomocą pompki, która jest złotego koloru i można się w niej przejrzeć, jak w lustrze. Jest to bardzo higieniczne rozwiązanie, natomiast wadą produktu jest niemożność sprawdzenia, ile go jeszcze w środku zostało. Zresztą na końcu i tak czeka nas mała niespodzianka, ale o tym później ;) Opakowanie jest zbyt nieporęczne, żeby go gdzieś ze sobą zabierać ale można kupić też wersję o połowę cieńszą (i dłuższą), a także małą tubkę - w sam raz na podróż czy do torebki. 

Producent obiecuje wyrównanie kolorytu cery - stąd arbutyna i najbardziej stabilna forma witaminy C w składzie; do tego filtry fizyczne oraz chemiczne o wysokich faktorach SPF i PA. Oprócz tego kosmetyk ma mieć działanie przeciwstarzeniowe dzięki zawartym w nim adenozynie, koenzymowi Q10, witaminie E, F, retinolowi (witaminie A) oraz ekstraktowi z zielonej herbaty (i wielu, wielu innych, jak widać ;p). 
Krem BB Skin79 Orange jest zdecydowanie jasnym, chłodnym beżem o delikatnie żółtym podtonie. Pachnie świeżo, delikatnie. Jest nieco gęstej konsystencji, nie leje się przez palce, dzięki czemu wygodnie się go nakłada.

W świetle dziennym.

Bezpośrednio w słońcu.
A teraz o moich wrażeniach z używania bebika. 
Krem jest nieco oleisty, nie jest lekki ale też specjalnie nie czuć go na twarzy. Mimo wszystko, nie zdecydowałabym się na noszenie go na twarzy latem. Po nałożeniu fajnie wtapia się w cerę, jednak po kilku godzinach zaczyna się rozwarstwiać tam, gdzie pojawiają się linie mimiczne, tzn. wokół ust, oczu i wzdłuż linii biegnących od nosa do ust, od mówienia i uśmiechania się w ciągu dnia. Nie ściera się beznadziejnie łatwo ale długodystansowym mistrzem w tej dziedzinie też nie jest. Jego wykończenie jest lekko matowe.

Kosmetyk na prawej połowie dłoni; światło dzienne.


Bezpośrednio w słońcu.
Jak się okazało, grzmiące o wybitnym talencie pomarańczka do podkreślania skórek blogerki i użytkowniczki miały rację ;) Że tak się wyrażę, cholernie podkreśla suche skórki, a nawet je wynajduje znikąd! Nieważne, że cera jest tłusta; nieważne, ile ton kremu nawilżającego nałoży się pod spodem; nieważne, czy codziennie będzie się złuszczać twarz i używać specjalnych szczoteczek do twarzy - skubany zawsze coś wynajdzie i wyeksponuje na samym środku nosa (gdzie indziej też) nawet, gdy niczego nie widać gołym okiem :| Bardzo frustrujące.
A. I okazało się, że odcień (mimo idealnego dopasowania, jak widać, na dłoni - a nałożony na twarz od szyi też mi się nie odcinał!) chyba nie do końca mi "leży", gdyż za każdym razem, kiedy miałam go na sobie, nawet zimą, słyszałam: "A co pani taka blada, chora pani jest?", "coś ty taka blada, dobrze się czujesz?", "wyglądasz jak trup", itp, itd.

Na plus mogę zaliczyć wysoki filtr - zawsze to dodatkowa ochrona wespół z filtrem pod spodem. No i dobrze pielęgnuje cerę - co wieczór po jego zmyciu widziałam poprawę jej stanu, była bardziej uspokojona i ujednolicona. Lepszy efekt był jedynie po Bio Essence Platinum. Nie zapycha porów.

A teraz obiecana niespodzianka na koniec :D
Użytkowniczki pełnowymiarowych kremów BB od Skin79 - gdy z pompki przestanie pewnego pięknego dnia lecieć Wasz kosmetyk, nie wyrzucajcie go. Bo jak go rozbierzecie na czynniki pierwsze, to Waszym oczom ukarze się taki osobliwy widok:

Może nie widać tego dobrze na zdjęciu ale co najmniej 1/4, jak nie więcej, zawartości wciąż jest w środku. Którą można spokojnie zużyć. 

Konsystencja: gęsta
Kolor: jasny, chłodny beż o żółtym podtonie
Zapach: świeży, delikatny
Krycie: pomiędzy średnim a mocnym
Efekt: lekko matowy
Cena/Pojemność: 56zł/40ml(korea depart), 68zł/40ml(ebay), 37zł/15ml(ebay), 25zł/3 x 5ml (ebay)

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...