Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lioele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lioele. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 października 2013

Moja pielęgnacja skóry na dzień + cotygodniowe rytuały

Jakiś czas temu ktoś prosił mnie o napisanie posta na temat mojej codziennej pielęgnacji - niniejszym przychylam się do prośby ;p Przez to, że informacji jest dość sporo, podzielę moje wypociny na 2 posty - jeden o pielęgnacji na dzień, a drugi - na noc.


Skupię się najpierw na porannej pielęgnacji.
1) Rano zazwyczaj nie myję twarzy pianką, ochlapuję tylko kilka(naście) razy zimną wodą, żeby zlikwidować poranną, lekką opuchliznę. Zazwyczaj nie mam z tym problemu, ale jak za mało śpię, to z moimi powiekami jest kiepsko.

2) Następnie nakładam krem pod oczy It's Skin Collagen Eye Cream - dorwałam go w łapki po wakacjach i dzięki niemu oraz emulsji OHUI (nakładanej na noc) delikatne linie pod oczami się już prawie rozprasowały, a skóra ładnie nawilżyła. Tandem ten naprawił szkody wyrządzone przez długotrwały stres i brak kosmetyków przez 2 miesiące. Moi wybawcy :D 
Nakładam go nie tylko pod same oczy ale też i wokół - wszędzie tam, gdzie mogą sięgać przyszłe zmarszczki mimiczne.

3) Potem przychodzi czas na krem przeciwsłoneczny - aktualnie jest to Sofina Perfect UV White Protect, która genialnie matuje moją tłustą skórę na cały dzień - niestety, coś za coś. Muszę ją za to porządnie nawilżać na noc. Staram się go szybko zużyć bo jesień oznacza nadejście suchego powietrza, a więc będę wkrótce potrzebowała bardziej treściwego zamiennika.
I to by było na tyle, czasem dorzucam lekki makijaż ale jedyną azjatycką rzeczą, którą mam w kolorówce jest wodoodporna kredka do oczu Clio Gelpresso w odcieniu 12/Gold Shine. Póki co, nie użyłam jeszcze ani razu, więc bez komentarza.

W dni, kiedy nie wychodzę z domu, nie nakładam nic albo ewentualnie coś nawilżającego czy też lekko złuszczającego/rozjaśniającego. Ale akurat tych rzeczy używam też na noc, więc o tym następnym razem.

W ciągu tygodnia stosuję, w razie potrzeby, Ginvera Nutri White Marvel Gel 

albo, w celu mocniejszego 'ścierania', Cure Natural Aqua Gel

Mam też swój cotygodniowy rytuał:
1) Po usunięciu ewentualnych niedoskonałości, stosuję glinkę Lioele Pore Clean & Tightening Pack 
 
2) Następnie maseczkę wybielającą/rozjaśniającą, aktualnie Tony Moly Tomatox

3) Potem przychodzi czas na płatki pod oczy, w tym momencie są to Muji, z którymi można samodzielnie kombinować.

4) No i na przyjemny koniec - maseczka My Beauty Diary - mam kilka rodzajów, więc wybieram taką, której akurat potrzebuje moja skóra (chociaż prawie wszystkie działają tak samo). 


sobota, 11 maja 2013

Lioele Pink Pop Moisture Cream [recenzja+skład] [wycofano w 2014]

SKŁAD/ INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Cyclopentasiloxane, PEG/ PPG-17/6 Copolymer, Niacinamide, Betaine, Hydrogenated Vegetable Oil, Cetyl Ethylhexanoate, Stearic Acid, Dimethicone/ Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Vegetable Oil, Sodium Hyaluronate, Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Arginine, Allantoin,  Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Adenosine, Bifida Ferment Lysate, Copper Tripeptide-1, Carbomer, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, CI 14700, Fragrance.

 

Kosmetyk, o którym dzisiaj napiszę, jest jednym z tych, których pewnie nigdy bym nie wypróbowała, gdyby nie idea rozbiórek. Szkoda by mi było kupować pełnowymiarowe opakowanie czegoś, czego nie podejrzewam o jakiekolwiek działanie. Na rynku azjatyckim jest całkiem sporo byle jakich produktów, które dużo obiecują, a nic nie robią i zazwyczaj są to produkty tańszych, popularnych marek typu Skinfood, Holika Holika, Etude House, itp - przynajmniej taką mam o nich opinię, gdyż na kilku kosmetykach tych firm, które miałam, się już "nacięłam". Tak więc do tej pory nie byłam zainteresowana ich ofertą - chyba, że przeczytałam pochlebną recenzję lub ktoś mi coś polecił. Natomiast dzięki rozbiórkom mam szansę wypróbować coś za przysłowiowe "parę groszy" i mam spokój sumienia, że nie wywalam pieniędzy w błoto - w końcu to tylko próbka ;)

 

Krem nawilżający Lioele Pink Pop to właśnie jeden z tych produktów, który spowodowałby u mnie finansowego kaca, gdybym kupiła w ciemno pełne opakowanie :p Ale do rzeczy. 

Pink Pop to krem-żel do twarzy o działaniu nawilżającym, rozjaśniającym oraz przeciwstarzeniowym. Widok adenozyny, kwasu hialuronowego oraz peptydów na liście składników może sprawić, że będziemy mieć duże oczekiwania co do efektów stosowania. Według producenta, rzekome kapsułki pielęgnacyjne (które okazują się być zwykłymi kuleczkami oleju roślinnego) pękają przy kontakcie ze skórą, uwalniając "ekstrakty odżywcze i nawilżające", mające nadać naszej cerze optymalny poziom nawilżenia oraz promienny, zdrowy wygląd. Kosmetyk ma również zapobiegać zmarszczkom i rozjaśniać cerę. Hm, spójrzmy bliżej.

 

Żel jest koloru jasnoróżowego z białymi kuleczkami. To nic innego, jak kuleczki oleju roślinnego, łatwo rozprowadzające się z resztą produktu. Jak już o nim piszę, to muszę dodać, że stał się on u mnie przyczyną okropnie zapchanych porów :| Produkt pachnie świeżo ale jednocześnie czuć dosyć wyraźną nutę alkoholu. 


Żel rozprowadza się łatwo i szybko; praktycznie nie ma po nim śladu na skórze, tzn. żadnego efektu wilgotnej cery czy błyszczenia na twarzy. Zostawia natomiast lekki film wyczuwalny przy dotyku, charakterystyczny dla produktów z silikonami.

Po nałożeniu skóra sprawia wrażenie nawilżonej ale to tylko pozory. Stosując go przez jakiś czas, nie zauważyłam polepszenia stanu cery, jej nawilżenia ani rozjaśnienia. Jedyna zaleta jego stosowania to nieosadzanie się makijażu w liniach przez cały dzień. 

Jednym słowem, dobrze zrobiłam, kupując jedynie próbkę ;) Cieszy mnie, że mnóstwo kosmetyków azjatyckich można wypróbować bez ruiny dla portfela, oszczędza to frustracji w przypadku nietrafienia z danym kosmetykiem w potrzeby naszej cery.

Konsystencja: żelowa 

Zapach: świeży, czuć alkohol

Kolor: jasnoróżowy z białymi kuleczkami

Cena:   47~130zł

Pojemność: 50ml

Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe [mała uwaga: przeglądając strony w celu sprawdzenia cen, rzuciło mi się w oczy, jak mało sprzedawców oferuje produkt, gdzieniegdzie jest on wyprzedany - czyżby był wycofywany?]



niedziela, 28 kwietnia 2013

Info: zmiany w koreańskich oraz japońskich kosmetykach w 2013

Jedne z najpopularniejszych koreańskich firm produkujących kosmetyki, m.in. Skin79 czy Lioele, wydały oświadczenia, iż począwszy od 2013 wprowadzają małe zmiany, jeśli chodzi o opakowania ich produktów.

Według oficjalnej notki (w oryginale tutaj pod numerem 24), Skin79 już nie będzie umieszczał naklejek weryfikacyjnych na opakowaniach w celu potwierdzenia autentyczności produktów. Tak więc wszystkie kosmetyki Skin79 wyprodukowane w tym roku będą już bez naklejki z tyłu opakowania. Pamiętajcie jednak, że sprzedawcy i sklepy internetowe wciąż posiadają na stanie rzeczy z 2012, tak więc jeszcze przez jakiś czas będą sprzedawane produkty z nalepkami.

Oprócz tego Skin79, Lioele oraz kilka innych koreańskich marek oznajmiło, że od tego roku data wybita na opakowaniach ich kosmetyków będzie datą ważności, nie produkcji! 
Zmiany mają na celu ułatwienie rozróżnienie pomiędzy oryginałem, a podróbką; jest to również ułatwienie dla użytkowniczek, które nie będą musiały się już zastanawiać, kiedy wyrzucić dany produkt bo stosowna data będzie wybita na opakowaniu.

Natomiast w Japonii zweryfikowano dotychczasowe oznaczenia systemu ochrony przeciwsłonecznej - nowa skala weszła do użytku od stycznia 2013. Skalę ochrony przed promieniami UVA z trzypoziomowej rozszerzono do czteropoziomowej, dodając oznaczenie PA++++. Skala ta bazuje na metodzie PPD, która określa, ile razy zmniejszyła się dawka promieniowania UVA absorbowana przez skórę, np. PPD = 7 oznacza, że do skóry wnika 7 razy mniej energii promieniowania UVA. Faktor PPD jest obecnie najbardziej wiarygodnym współczynnikiem określającym stopień ochrony przed UVAOkreślenie PA++++ oznacza, że do skóry wnika do 16 razy mniej promieniowania UVA. Kosmetyki przeciwsłoneczne, które już spełniały ten warunek przez wprowadzeniem dodatkowego oznaczenia, zostały odpowiednio przepakowane. Część japońskich producentów zmieniło nieco składy niektórych produktów, aby mogły zostać oznaczone PA++++; sporo kremów przeciwsłonecznych nie doczeka się jednak żadnych zmian.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Lioele Dollish Veil Vita BB SPF25/PA++ #2 Natural Green [recenzja + skład]



SKŁAD/ INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Glycerin, Dipropylene Glycol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, PEG-10 Dimethicone, Zinc Oxide, Hexyldecyl Myristoyl Methylaminopropionate, Talc, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Ethylhexyl Salicylate, Disteardimonium Hectorite, Betaine, Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Tocopheryl Acetate, Tocopheryl Lioleate, Hydrogenated Lecithin, Squalane, Hydrogenated Vegetable Oil, Cyclomethicone, Magnesium Sulfate, Dipentaerythrityl Hexahydroxystearate / Hexastearate / Hexarosinate, Calcium Aluminum Borosilicate, Jojoba Esters, Mica, C12-14 Pareth-3, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Silica, Glycosyl Trehalose, Polyester-1, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Methicone, Palmitic Acid, Silica Dimethyl Silylate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Aluminum Hydroxide, Aluminum Stearate, PEG-200, Retinol, Biotin, Ascorbyl Glucoside, Pearl Powder, Panthenol, Aluminum Silicate, Ceramide 3, Cholesterol, BHT, Fragrance, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Iron Oxides (CI 77491), Iron Oxides (CI 77491), Iron Oxides (CI 77499), Chromium Oxide Greens, Ultramarines.


Już od jakiegoś czasu miałam zamiar położyć ręce na powyższym kremie BB, czytając peany na jego cześć tu i ówdzie w sieci, jak to rzekomo robi na twarzy efekt photoshopa i takie tam ;) Krem ten ma 2 wersje, zieloną (neutralizującą zaczerwienienia) i fioletową (neutralizującą niezdrowy żółty odcień oraz ożywiający zmęczoną cerę). Wersja, którą dziś recenzuję, jest zielona.

Produkt zawiera witaminy: A, B5, C, E, F oraz H, a także retinol. 
Jest to zielona maź z beżowymi drobinkami BB, które mieszają się z zielonym odcieniem podczas rozprowadzania.




 A tak to wygląda podczas rozsmarowywania:

Produkt ma lekko słodkawo-pudrowy zapach, jak to kremy BB Lioele. Pod względem odcienia Dollish jest jednym z tych ciemniejszych - potrafi się ładnie dopasować ale i tak był dla mnie troszkę za ciemny.  A jak się ma sprawa z kryciem i obiecanym efektem idealnej buzi? Ano, efekt nieskazitelnej cery jest całkiem, całkiem - ale widziałam lepsze (np. wersja fioletowa lub Gowoonsesang).  
Dollish jest dosyć kremowy i łatwo się go rozprowadza, daje efekt lekkiego połysku/nawilżonej cery. Wygląda na twarzy całkiem naturalnie, ładnie wtapia się w cerę. W miarę dobrze się trzyma, nie jest tak łatwo go zetrzeć. Standardowo w moim przypadku, po kilku godzinach wymaga użycia bibułki matującej. Ładnie kryje wszelkiego rodzaju zaczerwienienia.




Co jednak mnie bardzo zniechęciło, to fakt, iż za każdym razem kiedy nakładałam krem, okropnie zapychał moją twarz, tak więc po kilku użyciach dałam sobie z nim spokój. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiś krem BB tak mnie zapchał. Myślę, że winowajcą jest olej roślinny (hydrogenated vegetable oil), który dał ten sam efekt podczas testowania Lioele Pink Pop :]

Konsystencja: kremowa  
Kolor: ciemny beżowy  
Zapach: słodkawo-pudrowy  
Krycie: całkiem mocne ale bez efektu maski 
Efekt: lekki połysk/"dewy glow"  
Cena: 43zł (ebay)
Pojemność: 30ml
Dostępność: polskie i zagraniczne sklepy internetowe, ebay.com
 

czwartek, 28 marca 2013

Swatche BB [Lioele, Skinfood, Sana Pore, Skin79]


Dzisiaj krótki wpis przeznaczony dla osób, które chciałyby porównać odcienie różnych kremów BB - zamieszczam swatche kilku z nich. A mianowicie:

Skin79 The Oriental Gold, Skin79 Triple Functions Orange, Skin79 Triple Functions Hot Pink

Te same, co powyżej ale w pełnym słońcu

Lioele Beyond The Solution, Sana Pore Putty, Lioele Dollish Veil Vita Green (starałam się dobrze rozetrzeć, żeby było widać odcień...)

Skinfood GA Honey&Black Tea # 1, Skinfood GA Honey&Black Tea # 2, Skinfood GA Apple&Cinnamon # 2



niedziela, 24 marca 2013

Lioele Essential Aloe Mask Sheet [recenzja + skład]


SKŁAD/ INCI: Water, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice (5%), Butylene Glycol, Xanthan Gum, Hydroxyethylcellulose, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Caprylyl Glycol, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Natto Gum, Chlorphenesin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Disodium EDTA, Triethanolamine, Fragrance. 

 

Dzisiaj recenzja jednej z sheet masks, których miałam przyjemność używać. Sheet mask to taka "płachta" na twarz z otworami na oczy i usta, nasączona esencją z odpowiednimi ekstraktami. Jednocześnie porównam maseczkę Lioele, z którą miałam styczność po raz pierwszy z tymi od My Beauty Diary, których zazwyczaj używam. 


Pierwszą rzeczą, którą te dwie maski się różnią, to liczba ekstraktów w składzie. Niestety, maseczka Lioele wypada bardzo słabo pod tym względem - kilka składników vs. kilkadziesiąt w maskach MBD mówi samo za siebie.
Druga sprawa to wygląd samych maseczek. Rzeczą brakującą w produktach Lioele jest folia ochronna na stronie, którą przykładamy do skóry - co jest higienicznym rozwiązaniem w maseczkach MBD. Ponadto Lioele ma o wiele mniej esencji w opakowaniu, tak więc możemy zapomnieć o wklepaniu jej w skórę szyi. W dodatku już przy rozwijaniu maski Lioele pojawiły się problemy - zajęło mi to dobrą minutę, gdyż obawiałam się jej przedarcia, jest dosyć skomplikowanie złożona. W przypadku maski MBD rozwinięcie następuje raz-dwa, żadnych problemów - tak więc Lioele zaliczył kolejny minus.


Następna różnica to materiał, z którego zrobiono "płachtę". W przypadku Lioele jest to dosyć gruba bawełna, która jednak nie trzyma się dobrze skóry; MBD z kolei używa cienkiej, a jednocześnie wytrzymałej bawełny (ponoć sprowadzanej z Japonii), która jednak lepiej przylega do skóry i nie wysycha tak szybko, jak Lioele.


Jeśli chodzi o wymiar, to maska Lioele przylega lepiej do nosa i pod nim, poza tym wymiarowo jest identyczna z MBD. Obydwie maski mają za małe otwory na moje oczy - jednak w przypadku MBD mogę sobie tę cienką bawełnę w kąciku otworu na oko lekko przedrzeć, żeby go powiększyć, natomiast ta sztuczka z Lioele nie przejdzie. 
Po zdjęciu maski MBD zostaje nam dużo esencji do wklepania na twarzy, o czym możemy zapomnieć, używając Lioele Mask Sheet.

Jedynym plusem jest efekt - uspokojona, nawilżona cera, lekko zmniejszone pory. Ale nawet pod względem efektów maski MBD robią na mnie większe wrażenie :P
Podsumowując: fajnie było spróbować, ale zostaję przy moich faworytach :))

Materiał: gruba bawełna
Zapach: delikatny
Cena: ok. 7zł
Ilość w opakowaniu: 1
Dostępność: polskie i zagraniczne sklepy internetowe

niedziela, 24 lutego 2013

Lioele Perfect Jumbo Concealer [recenzja + skład]



SKŁAD/ INCI: Phenyl Trimethicone, Titanium Dioxide, Polyethylene, Caprylic/ Capric/ Myristic/ Stearic Triglyceride, Bismuth Oxychloride, Ceresin, Triethylhexanoin, CI 77492 (Yellow Oxide Of Iron), Boron Nitride, Squalane, Butylene Glycol Dicaprylate/ Dicaprate, Silica, Nylon –12, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Hydrogenated Rapeseed Oil, Hydrogenated Jojoba Oil, Sorbitan Sesquioleate, CI 77491 (Red Oxide Of Iron), CI 77499 (Black Oxide Of Iron), Butylparaben, BHT, Pearl Powder, Coral Powder, Lemon Peel Oil, Allantoin, Fragrance. 

Jako, że moja cera należy do typu tłustego i niestety wiąże się to z "niespodziankami" na twarzy od czasu do czasu, zdecydowałam, że korektor będzie dobrą inwestycją. Kremy BB, których używam zazwyczaj ładnie kryją ale gdy zdarzy się gorszy dzień, to tylko założyć karton na głowę..... albo dodatkowo użyć korektora! 
Tak więc po wytypowaniu kilku azjatyckich produktów oraz przeczytaniu recenzji na ich temat mój wybór padł na Lioele. Próbując testery korektorów europejskich firm w drogeriach czułam wyłącznie frustrację, gdyż odcienie były albo zdecydowanie za jasne, albo za ciemne. Jeśli chodzi o korektor Lioele, użytkowniczki zachwalały jego neutralny odcień, który świetnie wtapia się w skórę i jest praktycznie niewidoczny dzięki odbijającemu światło proszkowi z pereł.
Muszę przyznać, że faktycznie tak jest, nawet jeśli nałożymy więcej niż jedną warstwę, trzeba go tylko dobrze rozetrzeć. Jak się go nałoży pod krem BB, to genialnie zakrywa nawet największe zaczerwienienia. Świetne efekty daje również użyty solo.
Jego przeznaczeniem jest punktowe nakładanie na wypryski, tak więc nie nadaje się pod oczy z uwagi na lekko wysuszające właściwości. Trzyma się bardzo dobrze przez cały dzień, a także nie "gryzie" się z kremami BB o różnych odcieniach.


Korektor można wysuwać, jest go dużo, więc starcza na długo.



Po roztarciu.


Kolor: neutralny, dopasowujący się do odcienia cery
Zapach: brak
Krycie: bardzo dobre
Cena: 30 zł (ebay)
Ilość: prawie trzycentymetrowy wkład
Dostępność: polskie sklepy internetowe, ebay.com, zagraniczne sklepy internetowe
 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Lioele Water Drop BB Cream SPF 27/PA++ [recenzja + skład]

SKŁAD/ INCI: Water, Phenyl Trimethicone, Titanium Dioxide, Cyclopentasiloxane, Alcohol Denat., Ethylhexyl Methoxycinnamate, 4-Methylbenzylidene Camphor, Talc, PEG-10 Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Bark/Leaf/Twig Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Cetyl PEG/ PPG-10/ 1 Dimethicone, CI 77492, Sodium Citrate, Methylparaben, Chlorphenesin, Butylparaben, CI 77491, CI 44799, Fragrance, Cyclohexasiloxane, Triethoxycaprylylsilane, Disodium EDTA, Ethyl Menthane Carboxamide, Butylene Glycol, Glycerin, Butylene Glycol Dicaprylate/ Dicaprate, Hexyl Laurate, Sodium Hyaluronate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Citric Acid. 

Krem BB Lioele Water Drop jest reklamowany jako posiadający szczególne właściwości nawilżające. Podobnie, jak ze sleeping pack'iem z tej samej serii, przy jego rozprowadzaniu wytrącają się kropelki wody, które są absorbowane przez skórę i mają za zadanie utrzymywać nawilżenie naszej cery. Ponadto, krem zawiera ekstrakt z korzenia, liścia oraz gałązki brzozy, który reguluje poziom wydzielania sebum. 

Tak się składa, że ten produkt był moim drugim kremem BB i zaczęłam go stosować akurat w czasie upałów. Muszę przyznać, iż jest to ideał na lato - lekki, nie "czuć" go na twarzy (czego nie można powiedzieć np. o Bio Essence Platinum nałożonym w czasie wysokich temperatur), delikatnie wyrównuje koloryt, daje uczucie lekkiego nawilżenia i ma przyjemny, świeży, delikatny zapach. Daje się również zauważyć jego działanie w zakresie regulacji przetłuszczania się cery - moja twarz wymagała użycia bibułki matującej po ok. 3~4 godzinach; szału nie ma, ale zawsze to lepsze, niż świecenie się jak latarnia po zaledwie godzinie ;) 

Uwaga! Nie nadaje się on dla osób, które szukają mocnego, lub nawet średniego krycia - ten krem BB zaledwie delikatnie wyrównuje koloryt cery, tak więc w razie potrzeby należy dodatkowo użyć korektora.

Moje opakowanie różni się od pokazanego wyżej, gdyż jest to stary projekt - "przepakowany", nowy Water Drop wygląda tak, jak na zdjęciu tytułowym. 



Krem może wydawać się ciemny ale tak naprawdę po rozprowadzeniu okazuje się być jasnym beżem z lekko żółtym podtonem, bezproblemowo dopasowuje się do odcienia cery i jest praktycznie niewidoczny.



Konsystencja: lekka, produkt łatwo się rozprowadza
Kolor: jasny beż z delikatnym żółtym podtonem 
Zapach: świeży, delikatny
Krycie: lekkie, wyrównujące koloryt cery
Efekt: delikatny "dewy glow"
Cena: 41zł (ebay)
Pojemność: 50ml
Dostępność: polskie sklepy internetowe, ebay.com, zagraniczne sklepy internetowe



Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...