Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foam/pianka do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foam/pianka do twarzy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

Shiseido Aqualabel Wash EX [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Glycerin, Stearic Acid, Myristic Acid, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, PEG-8, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Glyceryl Stearate SE, PEG/PPG-14/7 Dimethyl Ether, Polyquaternium-39, Rosa Canina Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Hydroxyproline, Soluble Collagen, Panax Ginseng (Ginseng) Root Extract, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Fragrance, Iron Oxides.   

Minęły już ponad 2 miesiące, odkąd dostałam paczkę od Berdever dzięki nawiązanej z nią współpracy. Znalazła się w niej m.in. pianka do mycia twarzy Shiseido Aqualabel Wash EX z linii przeciwstarzeniowej. Jako, że produkt jest już na wykończeniu, to zabrałam się za pisanie recenzji. 
Przyznam się, że jestem lekko zdziwiona, że skończyła się tak szybko. Kiedyś miałam piankę Shiseido Perfect Whip o pojemności 120g, która starczyła mi na chyba nawet 7 miesięcy - Aqualabel ma 110g i kończy mi się po 2 miesiącach o_O Nie, nie zjadłam jej, za każdym razem stosowałam przepisowy 1cm paseczek produktu (no dobra, może trochę więcej ^^'). Tak się składa, że również i tonik Hada Labo dobija denka. Ale fakt, HL Kiwamizu używałam w niektóre dni częściej, niż 2 razy dziennie.

Dlaczego wybrałam Aqualabel? Jakiś czas temu czytałam recenzję m.in. pianki (wersji nawilżającej) u Black Cat, która była bardzo pozytywna, co zachęciło mnie do spróbowania produktów z tej linii. Zdecydowałam się jednak na wersję anti-aging. 
Ciekawostka: podczas szukania informacji na jej temat natrafiłam na komentarz jakiejś Azjatki, która napisała, że ona do takich tanich kosmetyków nawet z kijem by nie podeszła :P Chociaż wiem, że dziewczyny/panie ze Wschodu preferują drogie i porządne produkty (w sumie jest to logiczne) to mimo wszystko uśmiechnęłam się, widząc ten komentarz. A to dlatego, że jest to obecnie najlepsza pianka, jakiej używałam - choć używałam już droższych, choćby Elixir Superieur, która - mimo, że droższa - ma gorszy i bardziej ubogi w ekstrakty skład. Kolejny raz przekonuję się, że o kosmetyku nie świadczy jego cena, a skład.
Z drugiej strony czytałam gdzieś, że linia przeciwstarzeniowa Aqualabel zbiera wyśmienite recenzje wśród tajwańskich oraz japońskich celebrytów - i komu tu wierzyć :D? Ja ufam swojej skórze, która bardzo tę piankę polubiła ;)

Aqualabel Wash EX zawiera glicerynę, ekstrakt z dzikiej róży, nawilżający kwas hialuronowy, hydroksyprolinę (jeden z aminokwasów, główny składnik białka kolagenu - odgrywa znaczącą rolę w stabilności kolagenu; jego poziom obniża się wraz z wiekiem), kolagen i ekstrakt z korzenia żeńszenia. Według opisu ma oczyszczać i usuwać martwe komórki naskórka, pozostawiając skórę gładką i nawilżoną, zapobiegać jej przedwczesnemu starzeniu, a także wzmacniać jej elastyczność. 
Kosmetyk dostajemy w standardowej tubce z miękkiego plastiku,  która mieni się na złoto i jest zamykana na zatrzask.

Mam nadzieję, że zdjęcia są dobrej jakości? Robiłam je smartfonem bo przyszedł moment, w którym mój telefon robi lepsze zdjęcia, niż mój aparat (R.I.P Canon Ixus 80 IS).... A póki co, widoków na nowy, lepszy nie mam bo muszę oszczędzać na inne, nie cierpiące zwłoki sprawy :(
Producent deklaruje, że zapach jest jaśminowo-różany ale dla mnie pianka delikatnie pachnie woskiem pszczelim - co mi się bardzo podoba bo jak dotąd żadna, której używałam, nie pachniała. Produkt jest konsystencji kremowej, bardzo dobrze się pieni. 

 
 
Tutaj chciałabym wspomnieć o tym, jak myję twarz. Na stronie Aqualabel jest fajny obrazek wskazujący, na które jej partie w szczególności zwrócić uwagę podczas czyszczenia. Moim zdaniem jest to istotne, zwłaszcza w przypadku cer tłustych i/lub ze skłonnością do wyprysków/zaskórników. Po tym, jak zaczęłam trzymać się tego schematu, zauważyłam o wiele mniej podskórnych grudek i zaskórników w tychże miejscach:

http://www.shiseido.co.jp/sw/products/SWFG070410.seam?online_shohin_ctlg_kbn=2&shohin_pl_c_cd=019101
Żeby włosy nie wchodziły mi w paradę, kupiłam sobie ze 2 lata temu miękką opaskę Innisfree (ale można taką kupić wszędzie, choćby w Rossmannie), która trzyma kosmyki w miejscu, dzięki czemu można się bez przeszkód maziać do woli w najodleglejszych kątach facjaty. Na czole i policzkach zaleca się stosować okrężne ruchy w kierunku zewnętrznym - przy policzkach należy jednak uważać ze względu na delikatną skórę wokół oczu. Przy oczach używam palców serdecznych, stosując delikatny ruch wymiatający, również w kierunku zewnętrznym. Następnie podkładam złączone dłonie pod strumień lekko chłodnej wody i ochlapuję twarz, jednocześnie rozdzielając dłonie w kierunku na zewnątrz twarzy (często można zaobserwować ten sposób w koreańskich dramach :p),  starając się jej nie dotykać. Resztki pianki bardzo łatwo i szybko schodzą, dzięki czemu czynność ta nie wymaga tarcia czy naciągania skóry. To jest ogromna zaleta pianek - z żelami do twarzy takie coś nie przejdzie. Na końcu osuszam cerę, delikatnie przykładając (nie pocierając!!) mały ręczniczek, czasem ręcznik papierowy. Et voilà.

Okazało się również, że pianka ta (pewnie każda inna azjatycka też) daje sobie radę z usuwaniem filmu po olejach do demakijażu. Tego roku po raz pierwszy przyszło mi używać olejów, które zostawiają film nawet po ich spłukaniu (Cow Mutenka i Shu Uemura Porefinist). Żel do mycia twarzy Tołpa nie dawał sobie z nim rady, wskutek czego zaczęło mi przybywać zaskórników. Po użyciu Aqualabel okazało się, że zmywa resztki filmu po olejach bez śladu, co mnie bardzo ucieszyło bo oznaczało to, że nie muszę się ich pozbywać. Pianka zostawia skórę czystą i miękką, nie ma na niej oznak wysuszenia. Używam jej zarówno rano, jak i wieczorem. 
To bodajże jedyny kosmetyk z paczki, w którym nie mam się do czego przyczepić. Jest moim aktualnym numerem 1, do którego będę chętnie wracała - ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała kolejnej rzeczy ;) Dlatego też w moich ostatnich zakupach kosmetycznych znalazła się wersja nawilżająca (czerwona) i to jej będę teraz używać. Jestem ciekawa, która z nich okaże się lepsza.

Piankę możecie oczywiście nabyć w sklepie Berdever TU, ze zniżką 15% na kod "Greentealovex".

wtorek, 16 września 2014

Shiseido Elixir Superieur Cleansing Foam II [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Stearic Acid, PEG-8, Myristic Acid, Potassium Hydroxide, Glycerin, Lauric Acid, Alcohol Denat., Butylene Glycol, Glyceryl Stearate (SE), Polyquaternium-7, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Disodium EDTA, Dipropylene Glycol, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Fragrance.

Nie dalej, jak w marcu "upolowałam" na serwisie aukcyjnym Ebay miniaturkę pianki z górnej półki, Shiseido Elixir Superieur za jedyne 9zł! Miniaturka miała 35g i starczyła mi na całe 2.5 miesiąca. To, co bardzo lubię w japońskich piankach, to fakt, że pełnowymiarowy produkt zużywa się dobre kilka miesięcy, są niesamowicie wydajne. Przydała mi się także w podróży, zajmując minimum miejsca w walizce - m.in. dlatego lubię kupować, oprócz normalnych, wersje "travel size", żeby zawsze były pod ręką, jak trzeba gdzieś jechać.

Pianka jest dostępna w dwóch rodzajach: "light" (oznaczona rzymską jedynką) - odświeżająca, do cery tłustej i mieszanej oraz "moist" (oznaczona rzymską dwójką) - nawilżająca, do cery suchej - właśnie ten ostatni będzie bohaterem poniższej recenzji. Nie kierowałam się opisem przy wyborze bo mimo tego, że moja cera się przetłuszcza, wybrałam typ drugi. Ktokolwiek używał choć raz pianek do twarzy, wie, jak wysuszające mogą być - dlatego spośród dwóch dostępnych rodzajów (jeśli takowe są) zawsze wybieram "moist" (ach, ten inglisz w nieszczęsnej japońskiej wersji ;p!). Jedynymi rzeczami wartymi uwagi w składzie są kolagen i elastyna. Wysoko w składzie znajduje się również nawilżająca gliceryna.


Opakowanie pianki jest plastikową, zakręcaną tubką - pełnowymiarowe opakowanie natomiast zamyka się na zatrzask, co jest o wiele wygodniejsze. Łatwo wydobyć z niego produkt, zresztą niewielka ilość wystarczy do wytworzenia piany potrzebnej do umycia całej twarzy.


Jak to z piankami bywa, jest ona gęstej konsystencji - ja zawsze zwilżam dłonie, odwracam jedną z nich spodem do góry, nakładam porcyjkę na środek, nalewam trochę wody z kranu i pocieram je energicznie o siebie, żeby wytworzyć porządną pianę. Tutaj akurat mi nie wyszło ;)


Gdzieś na stronie Shiseido widziałam kiedyś pokazowy filmik, jak sobie taką piankową chmurkę prawidłowo stworzyć i byłam pod ogromnym wrażeniem, co można zrobić bez pomocy siatki!! Gościu z filmiku jest mistrzem :D Niestety, nie umiem go znaleźć, więc pokazu nie będzie ;)
Ogólnie rzecz biorąc, pianka jest bardzo przyjemna w użyciu. Ma delikatny, kwiatowy zapach, świetnie oczyszcza skórę, a co najważniejsze - nie wysusza aż tak bardzo, jak tańsze pianki, których miałam okazję używać. Przyznam szczerze, że w porównaniu z choćby taką Perfect Whip nie widzę kolosalnej różnicy (w końcu to tylko pianka)  ale to Elixir Superieur wychodzi w tym porównaniu zdecydowanie na plus. Będę z przyjemnością do niej wracała, jak tylko będę miała okazję!

Cena/Pojemność:   
35g (35ml) - 21zł (rakuten), 45zł (ebay);  
145g (145ml) -72zł (cena sugerowana przez producenta; rakuten), 100~115zł (ebay1; ebay2)

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...