Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie skóry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawilżanie skóry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

Juju Aquamoist Jyunmitsu Moisturizing Lotion (Moist type) [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Water, Glycerin, Dipropylene Glycol, Alcohol Denat., Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, PEG-20 Sorbitan Isostearate, Sodium Citrate, Carbomer, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Citric Acid, Phenoxyethanol, Methyparaben.

Nie bijcie kijami :p - wiem, dłuższą chwilę mnie nie było ale jak zwykle winny temu natłok obowiązków - praca niestety ważniejsza, więc musiałam na moment przystopować - ale już jestem z powrotem. Tęskniłam za pisaniem! Oby udało mi się zachować jako-taką regularność w zamieszczaniu postów.
A tymczasem bohaterem dzisiejszego dnia jest tonik z kwasem hialuronowym, którego używałam przez 2 ostatnie połówki zim. 
Połówki, ponieważ kupiłam go w lutym 2014, a zanim zdążyłam go zużyć, nadeszła wiosna i stał się dla mnie zbyt treściwy/ gęsty w użyciu - więc poszedł do szuflady, gdzie przeleżał kilka miesięcy do listopada. Wtedy to sobie o nim przypomniałam i zużyłam już do końca.  

Główną cechą produktu jest to, że zawiera aż 3 typy kwasu hialuronowego. Po tym, jak producenci ulepszyli jego skład właśnie w ten sposób w 2013r., lotion uplasował się na 1. miejscu prestiżowego, co-półrocznego rankingu bardzo wpływowego japońskiego portalu o kosmetykach, cosme. Mając bardzo pozytywne doświadczenia z innym lotionem Juju z serii wybielającej (to zresztą jeden z moich faworytów), kliknęłam na Moisture Lotion w nadziei, że pomoże dogłębnie nawilżyć moją cerę w ekstremalnie suchym sezonie zimowym.
Taka mała dygresja i lekkie odbiegnięcie od tematu [jak komuś się nie chce, to nie musi czytać ;p] :
Jak bardzo ekstremalnie sucha potrafi być w Polsce zima, przekonałam się, gdy wreszcie 2 miesiące temu kupiłam higrometr. Od mniej więcej listopada zaczęłam mieć problemy z głosem, z okropnie suchym gardłem powodującym u mnie napady kaszlu, o wysuszonej skórze i włosach nie wspominając. Typowy, coroczny, 5-miesięczny scenariusz. Tym razem jednak stwierdziłam, że mam tego dość i w ogóle dlaczego się tak męczę, zamiast kupić nawilżacz powietrza. Zaczęłam czytać o różnych typach nawilżaczy, a w międzyczasie kupiłam ten higrometr. I co się okazało? Komfortowy przedział wilgotności dla człowieka to, wg. różnych źródeł, od 40% lub 45% do 60%. W samolotach jest ok. 30%. A u mnie w domu w najgorszym okresie było......23%. Na 20% kończy się skala w urządzeniu -_- Ale im więcej zaczęłam czytać o nawilżaczach, tym bardziej głowa mnie bolała - trzeba wybrać typ; oprócz tego najlepiej często go odkamieniać bo rzekomo kamień osiada na wszystkim w pokoju razem z parą; może także powodować grzyb w domu, jeśli się przesadzi. Akurat tak się w tym czasie złożyło, że robiłam zakupy na stronie Yesstyle, gdzie przy okazji natrafiłam na taki oto uroczy mini-nawilżacz.


To nie jest nawilżacz "z prawdziwego zdarzenia", a raczej urządzenie o wymiarach 7.3cm x 10cm, mające przynieść doraźną ulgę, którego można sobie postawić na biurku w domu czy w pracy. Nie wpłynął on ani trochę na zwiększenie poziomu wilgotności w całym pokoju - bo jest na to za mały - ale trzymanie go na biurku tuż przy twarzy przez większość dnia dało pozytywne efekty. Problemy z głosem i gardłem zniknęły, a moja skóra ma się lepiej. Teraz mamy wreszcie marzec, więc poziom wilgotności w powietrzu będzie stale rósł - aktualnie w moim pokoju jest 34% - ale piszę o tym bo może się takie urządzonko komuś przydać ;) Ja na pewno sprawię sobie pełnowymiarowy nawilżacz na przyszłą jesień, teraz mam kilka miesięcy na zebranie wystarczającej ilości informacji na ten temat, hehe.

No ale, wracając do samego kosmetyku ;D Wspomniałam o poziomie wilgotności w otoczeniu, gdyż ma ono ogromne znaczenie podczas stosowania kosmetyków, w których główną rolę odgrywa kwas hialuronowy. Kwas ten jest substancją higroskopijną, czyli przyciąga i gromadzi w skórze wilgoć z otoczenia. A co się dzieje, gdy powietrze nie jest wilgotne i kwas nie ma skąd przyciągać wody...? No cóż, gdy w tak suchym środowisku nałożymy na skórę lotion z tym składnikiem i zapomnimy o zastosowaniu jakiegokolwiek kosmetyku z emolientami zaraz po tej czynności, cały kwas hialuronowy zostanie "wyciągnięty" z naszej cery. W ten to sposób skóra staje się jeszcze gorzej sucha, niż była przedtem. Emolienty to składniki, które powlekają powierzchnię skóry warstwą ochronną i zatrzymują wilgoć w skórze; są nimi m.in. oleje, woski i masła roślinne, silikony, estry, itp. Dlatego po każdym zastosowaniu takiego lotionu pamiętajcie o użyciu kosmetyku typu emulsja czy krem! No i jak zapewne już wiecie, dodatkowe źródło nawilżania powietrza zdecydowanie pomaga utrzymać cerę w dobrym stanie jesienią i zimą. 

A oto Moisturizing Lotion.

To opakowanie niestety jest już nieaktualne, gdyż w 2015r. zmienili całkowicie szatę graficzną - aktualne jest na zdjęciu tytułowym.
"Oczywiście" musieli zmienić szatę graficzną opakowania, żeby moje zdjęcia były już nieco przeterminowane! Skład natomiast pozostał ten sam, tak więc moja recenzja ma wciąż rację bytu :-)
Lotion zamknięty jest w twardej, plastikowej butelce na zatrzask. Niestety, jakość zatrzasku pozostawia wiele do życzenia, gdyż w niecały miesiąc po zakupie ułamały się dwa z trzech fragmentów ją przytrzymujących, o:

Wciąż jednak żywię nadzieję, że reszta produktów Juju Aquamoist po zmianie opakowań nie charakteryzuje się równie słabą wytrzymałością... Niebieską część można też w całości odkręcić. 


W butelce znajduje się 200ml kosmetyku. Jest to dosyć gęsty (jak na produkt typu lotion) płyn - najbardziej gęsty lotion, z jakim się spotkałam. Pod kątem konsystencji określiłabym go także jako "śliska woda". Jest on przezroczysty i ma zapach typowy dla kosmetyków, w których jedynym znaczącym składnikiem jest kwas hialuronowy.


Moisturizing Lotion wchłania się wolniej, niż inne znane mi produkty tego typu - ale też jest zdecydowanie najmocniej nawilżający (przynajmniej z tych, których ja próbowałam). Jest tak bardzo nawilżający, że dla osób z tłustą cerą, nawet zimą, do używania w ciągu dnia się nie nadaje. Ja stosowałam go tylko na noc. Wchłania się praktycznie do całkowitego matu ale zostawia wyraźnie wyczuwalny pod palcami, nieco lepki film na skórze.


A teraz o działaniu.
Jak już wspomniałam, lotion bardzo dobrze nawilża skórę. Gdy wstawałam rano, cera była porządnie nawilżona, sprężysta, emanowała blaskiem i w ogóle wszystko cacy. Aż nagle miesiąc później wstaję sobie o poranku, patrzę w lustro, a tu cała twarz w zaskórnikach D: ! Chyba dosłownie nie było pora na mojej facjacie, który nie byłby zapchany do granic możliwości, bleeee. Zdziwiłam się bo niczego nowego od czasu lotionu do swojej pielęgnacji w tamtym momencie nie wprowadziłam. Następnego dnia rano - powtórka z rozrywki. Odstawiłam na próbę lotion i problem zniknął. Wróciłam do niego po kilku dniach - a wraz z nim wróciły zaskórniki. W tym momencie się już poddałam i wylądował w szufladzie. 
Byłam ciężko zdziwiona bo w końcu przez cały pierwszy miesiąc nie miałam z nim żadnych problemów. Jednak bez względu na zaskórniki Moisturizing Lotion i tak by wylądował w tamtym momencie w szafce, gdyż nastał wtedy koniec marca i powietrze zrobiło się na tyle wilgotne, że już nie potrzebowałam aż tak nawilżającego kosmetyku. Na tej podstawie stwierdzam, że lotion ten przyda się osobom z tłustą cerą jedynie późną jesienią i zimą, natomiast tym o cerze suchej przysłuży się prawdopodobnie bez względu na porę roku. 
Przypomniałam sobie o nim w listopadzie i wrócił do moich łask ;) Tym razem zużyłam niecałe pół butelki już do końca i żadnego kuku mi nie zrobił. Mimo tego raczej na pewno już do tego kosmetyku nie wrócę. Polecam natomiast do wypróbowania osobom o bardzo suchej cerze. 

Cena / Pojemność: 200ml/ 37zł;  
50ml /13zł (cena sugerowana przez producenta)

wtorek, 9 grudnia 2014

Hada Labo Kiwamizu Lotion [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Glycerin, Diglycerin, Copper Gluconate, Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Calcium Chloride, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Arginine, Betaine, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Disodium Succinate, Succinic Acid, Methylparaben. 

Hada Labo Kiwamizu jest jednym z najnowszych produktów w ofercie firmy. Został wypuszczony na rynek w sierpniu 2014 i od razu wzbudził moje zainteresowanie - a jeszcze bardziej, gdy okazało się, że w składzie nie ma rzeczy powodującej u mnie wypryski, a która występuje w większości produktów HL. Zbiegło się to w czasie z momentem, gdy miałam wybrać produkty do przetestowania dzięki współpracy z Berdever - wybrałam więc tenże lotion jako jeden z kosmetyków, które powędrowały do paczki.

Opis Kiwamizu kusi, aby go wypróbować - zwłaszcza osoby z przetłuszczającą się i/lub wrażliwą cerą. Jest on lekkim lotionem, który dobrze nawilża, a jednocześnie nie pozostawia lepkiego, tłustego filmu. Ma on za zadanie balansować ilość składników mineralnych w skórze - stąd też w składzie 6 minerałów: miedź, magnez, cynk, wapń, potas, sód oraz 2 aminokwasy: arginina oraz betaina, które z kolei mają dogłębnie nawilżać. Produkt ma odczyn lekko kwasowy. Jest bezzapachowy (ja jednak czuję typową dla lotionów delikatną, przyjemną woń), bezbarwny (nihil novi) i nietłusty. Producent zaleca wklepywać go dłońmi po uprzednim umyciu twarzy ale w moim przypadku poskutkowało to ubywaniem produktu w zastraszającym tempie; przerzuciłam się więc na waciki, co było dużo wygodniejsze. Dopiero na końcu ewentualnie pomagam mu się lepiej wchłonąć, wklepując resztki dłońmi. 

Wersja, którą dostałam  - z uroczą Hello Kitty.
Lotion dostajemy w butelce z wytrzymałego plastiku o pojemności 180ml. Otwiera i zamyka się ją wygodnie na zatrzask, który nie psuje się podczas całego okresu używania kosmetyku. Zwracam na takie rzeczy uwagę, od kiedy zatrzask w opakowaniu Juju Moisture Lotion pękł po zaledwie 3 tygodniach -.- 
Jak widać, istnieją różne wersje butelki - jeszcze inną możecie zobaczyć u Pink Beauty Ninja (fajny blog, polecam! :D), która zresztą przestraszyła się, że dostała podróbę ;p Ale spokojnie, to po prostu różne wersje lotionu.

Standardowo otwór jest dosyć mały, więc nie ma obaw, że nam się przypadkowo naleje za dużo produktu. Mimo tego, zużyłam Kiwamizu w nieco ponad 2 miesiące, co jest moim osobistym rekordem :( Zazwyczaj lotiony starczają mi na 3~4 miesiące. 


Sam lotion jest w dotyku jak woda. Przy nakładaniu i rozsmarowywaniu cząsteczki rozpraszają się równomiernie po skórze, po czym produkt szybko i całkowicie się wchłania. Praktycznie nie zostawia żadnego filmu, żadnej warstwy. Nie ma po nim nawet śladu - oprócz uczucia natychmiastowego ukojenia i nawilżenia. Sami zobaczcie:
Kiwamizu dobrze spisuje się jako nocny oraz dzienny nawilżacz. Faktycznie jest bardzo lekkim, dobrym produktem dla tłustej cery. Przyniósł mi ukojenie, kiedy byłam chora i miałam podrażniony nos od częstego wycierania - nalałam trochę lotionu do buteleczki z atomizerem i psikałam na niego po każdym użyciu chusteczki. Dzięki temu skóra była cały czas nawilżona; uniknęłam też efektu renifera Rudolfa ;) Oprócz tego Kiwamizu jest delikatny, nie podrażnia, nie powoduje wyprysków.

A teraz o wadach. 
Nie wiem czemu ale ZAWSZE przy nakładaniu tego produktu musiałam raz porządnie kaszlnąć o_O Chyba alkohol zawarty w nim mi tak podrażniał płuca, że automatycznie musiałam zakaszleć, to było silniejsze ode mnie. Żaden inny lotion nie powodował u mnie czegoś takiego - a każdy, którego używałam, też miał alkohol wysoko w składzie. Dziwne.

Nałożony rano i pozostawiony sam sobie niestety nie zapobiega wydzielaniu sebum i świeceniu się cery. Co innego, jeśli nałożymy na niego np. matujący krem z filtrem lub cokolwiek odpowiedniego dla przetłuszczającej się skóry. 

Nawilżenie było wystarczające, dopóki nie przyszedł czas późnej jesieni, czyli suchego powietrza. Wtedy zauważyłam, że w ciągu dnia pojawia się trochę suchych skórek, którym Kiwamizu już nie daje rady. Wróciłam więc do gęstego, mocno nawilżającego Juju Moisture Lotion - którego używam tylko późną jesienią i zimą właśnie - od razu jest lepiej. Myślę więc, że produkt ten nie spełnia swojej roli podczas naszego sezonu grzewczego i trzeba go wtedy zastąpić czymś mocno nawilżającym.

Kolejna rzecz - od początku brakowało mi w tym produkcie kwasu hialuronowego. Mój lotion musi mieć kwas hialuronowy i basta. Tylko wtedy moja cera nabiera blasku, staje się super mięciutka (to się akurat Kiwamizu udało osiągnąć) i taka... "bouncy" (z ang. - sprężysta). Hada Labo dobrze nawilżał, dopóki nie nadszedł sezon suchego powietrza ale mimo tego nie dawał takiego efektu, jaki daje jakikolwiek inny lotion z hialuronem. Z tego też względu raczej go nie kupię ponownie; latem też mi się nie przyda bo używam wtedy kosmetyków, które o wiele lepiej hamują wydzielanie sebum. 
Podsumowując: produkt sam w sobie jest ok, spełnia obietnice ale ja mam inne wymagania. 

Produkt możecie kupić u Berdever TU ze zniżką 15% na kod "greentealovex".  
Dostępne jest także opakowanie uzupełniające o takiej samej pojemności.

wtorek, 11 listopada 2014

Etude House Collagen Moistfull Skin Care Kit [mini-recenzja+składy]

SKŁAD/INCI:
Facial Freshener:  Water, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract, Natto Gum, Alcohol, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Betaine, Butylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Hydrogenated Lecithin, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Polymethacrylate, Behenyl Alcohol, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Cellulose Gum, Sodium Stearoyl Lactylate, Ethylhexylglycerin, Potassium Hydroxide, Carbomer, Caprylic/Capric Triglyceride, Caprylyl Glycol, Polyglyceryl-10 Pentastearate, Propylene Glycol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Fragrance.
Essence: Hydrolyzed Collagen, Alcohol, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract, Hydroxyethylcellulose, Butylene Glycol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Benzophenone-5, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, CI 19140, CI 17200, Fragrance. 
Emulsion: Water, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract, Propanediol, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Hydrogenated Poly(C6-14 Olefin), Dimethicone, Polysorbate 60, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrolyzed Collagen, Glyceryl Stearate, Glyceryl Caprylate, Behenyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Sodium Stearoyl Lactylate, Sorbitan Stearate, Ethylhexylglycerin, Carbomer, Caprylyl Glycol, Polyglyceryl-10 Pentastearate, PEG-100 Stearate, Hydrogenated Lecithin, Triethanolamine, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance. 
Cream: Hydrolyzed Collagen, Water, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract, Glycerin, Cyclohexasiloxane, Glyceryl Polymethacrylate, Hydrogenated Lecithin, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, Betaine, Kaolin, Cetyl Ethylhexanoate, PCA Dimethicone, Dimethiconol, Cyclomethicone, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Hydrogenated Polyisobutene, Silica, Stearic Acid, Dimethicone, Polyethylene, Sodium Polyacrylate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Hydrogenated Polydecene, PEG/PPG-20/15 Dimethicone, Phenyl Methicone, Ethylhexylglycerin, PPG-5-Laureth-5, Carbomer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance.


W tym roku moim głównym kosmetycznym celem było znalezienie czegoś na dzień pod filtr, który znacznie ograniczałby wydzielanie się sebum na twarzy i trzymałby pół-mat (bo płaskiego matu nie lubię, wolę delikatny efekt nawilżonej cery) przez cały dzień. Jednym z produktów, które obrałam sobie za cel do przetestowania była emulsja z popularnej serii Collagen Moistfull firmy Etude House. Co prawda w końcu udało mi się ten produkt-święty Graal znaleźć, lecz żaden z kosmetyków z tej serii EH się nim nie okazał. 

Szukałam na ebayu próbek emulsji, jednak ich nie znalazłam - zamiast tego były zestawy w różnych kombinacjach produktów z serii. Porównałam wszystkie, kalkulując, w którym jest najwięcej mililitrów emulsji i za który zapłacę najmniej :p Wybrałam ten zawierający 4 podstawowe produkty Collagen Moistfull, w tym: 15ml emulsji, 15 ml freshenera (lotionu), 5ml essence i 5ml kremu. Uznałam, że 15ml wystarczy, aby się przekonać, czy produkt mi pasuje - i miałam rację ;) Nie pasował - nie tylko on, ale i reszta - stąd też tylko mini-recenzja bo jakbym używała tego trochę dłużej to miałabym pory, jak kratery na księżycu. 

Seria Collagen Moistfull jest jedną ze sztandarowych firmy Etude House - jednak w marcu 2014 wprowadzono nową, ulepszoną jej wersję Super Collagen Moistfull. Kosmetyki z pierwotnej serii, którą dziś recenzuję będą w związku z tym powoli stawały się niedostępne - można jeszcze kupić resztki na ebay. Jak wiadomo, w Korei bardzo pożądany jest efekt wilgotnej cery, co bardzo często widać w koreańskich dramach - nie raz bohaterki mają tyle kosmetyków z "dewy" wykończeniem na facjacie, iż wygląda to trochę, jakby ociekały tłuszczem/potem. Taki właśnie wymóg spełnia zestaw Collagen Moistfull. Jego zadaniem jest głębokie nawilżanie, poprawa wyglądu i zdrowia cery, a także dostarczanie kolagenu podtrzymującego skórę, w celu poprawy jej elastyczności. Głównymi składnikami całej serii są kolagen oraz ekstrakt z baobabu. W freshenerze/ lotionie znajdziemy również natto gum (produkt fermentacji białek soi - antyoksydant oraz źródło kolagenu) i kwas hialuronowy.

Próbki dostajemy w plastikowej podstawce zapakowanej w uroczy kartonik. Na opakowaniu mamy wystarczającą ilość informacji w języku angielskim (nawet składy!!). Mogę się jedynie przyczepić, że schemat kolejności stosowania kosmetyków jest po koreańsku - ale nawet, jak ktoś go nie zna, to wystarczy sobie porównać z "krzaczkami", które znajdują się obok angielskiej wersji nazw produktów ;)
Według EH schemat wygląda tak: Freshener -> Essence -> Emulsion -> Cream.

Zużycie większości z nich (oprócz emulsji) zajęło mi z 2~3 tygodnie. Kosmetyki te mają fajny, świeży i delikatny zapach.

Zacznijmy więc od freshenera, który jest po prostu lotionem. Koreańczycy zawsze sieją chaos, wymyślając milion nazw na "lotion/ toner", jakby się nie mogli zdecydować na jedną...

Konsystencja freshenera jest gęsto-wodnista, delikatnie w kierunku żelowej, ale mimo
wszystko jednak wciąż bardziej wodnista, i taka "śliska". Po nałożeniu na twarz trochę się lepi, jak wszystkie kosmetyki z tej serii. Cera po nim zaczynała mi się szybko świecić. Jego działanie nawilżające, będąc nałożonym solo na twarz, jest raczej słabe, rzekłabym. Zużyłam praktycznie całą próbkę. Zapychał pory, aż miło. Ble.
A na skórze wygląda tak:

Konsystencja.

Po roztarciu i wklepaniu (prawa połowa dłoni).

Przejdźmy zatem do essence.

Najdziwniejszy produkt z całej serii. Akurat jego zapach jest prawie niewyczuwalny. Dzięki niemu przekonałam się, że przy mojej tłustej cerze powinnam szukać kosmetyku typu "essence" właśnie, aniżeli emulsji. Ten typ jest nieco bardziej gęsty od lotionu, będąc jednocześnie lżejszej i rzadszej konsystencji, niż emulsja. Jako jedyny z całej drużyny (hehe, zrymowało mi się ;p) sprawiał, że cera nie świeciła się już w godzinę po nałożeniu - wytrzymywał całkiem długo bo nawet 7~8 godzin. Niestety, zapychał. Nakładanie go i noszenie jest nieprzyjemne - czułam się, jakbym rozprowadzała rozwodniony klej; a potem,  jakby coś oblepiało mi twarz. Obrzydlistwo. Nie robił w sumie nic - ani nie nawilżał, ani nie przedłużał trwałości makijażu. Kompletnie bezcelowy produkt moim zdaniem. Szczerze polecam trzymać się od tego czegoś z daleka.


Mikrogranulki, które znikają podczas nakładania kosmetyku.


Essence na prawej połowie dłoni.

Teraz czas zaprezentować kolejną "gwiazdę" zestawu - emulsję.


Główny cel mojego zakupu także okazał się niewypałem. Od razu mówię, że osoby z tłustą cerą zastanawiające się nad kupieniem choćby próbek (pełnowymiarowy produkt to już byłoby szaleństwo w tym przypadku) jakiegokolwiek kosmetyku z tej serii powinny o tym zapomnieć. Serio, szkoda kasy. Produkty Collagen Moistfull są tak treściwe, że nadadzą się tylko dla osób z cerą suchą, ewentualnie normalną. 
Ale wracając do emulsji. Konsystencję ma żelowo-wodnistą, "śliską", łatwo się ją nakłada. Jest koloru mlecznego i pozostawia nieco lepki film. Czuć w niej trochę silikon, który zresztą jest całkiem wysoko w składzie. Fajnie "zapieczętowuje" wilgoć w skórze. Cera po niej staje się mięciutka i miła w dotyku. No ale co z tego, jak okropnie zapycha i nałożona nawet pod matujący filtr (!) szybko powoduje świecenie się. Nie zużyłam ostatniej 1/3 kosmetyku bo szkoda mi było cery.



Emulsja na prawej połowie dłoni.

No i czas na prezentację ostatniego kosmetyku w zestawie, jakim jest krem.


Oprócz tego, że on też mnie zapychał, to w sumie jest ok - oprócz wysokiej zawartości silikonu w składzie. Rzecz jasna, na dzień to on się dla mnie nie nadawałby, więc stosowałam go na noc, jako ostatni krok w pielęgnacji. I w tym przypadku spełniał swoją funkcję należycie - a nawet więcej! Zauważyłam, że delikatnie zmniejsza lekkie wypryski i hamuje ich rozwój, choć producent nie wspomina o takim działaniu. Ma dosyć gęstą, żelową konsystencję. Zostawia wyraźny, silikonowy film na twarzy. Zużyłam go do końca ale nie kupiłabym ponownie.


Krem na prawej połowie dłoni.
Podsumowując: jeśli ktoś ma suchą, tudzież normalną cerę i brak skłonności do zapchanych porów - można zaryzykować. Reszcie zdecydowanie odradzam. Mnie żaden z tych kosmetyków nie porwał, a essence uważam za jakieś kompletne nieporozumienie.

Cena/ Pojemność: Pełnowymiarowe produkty:

Freshener - 180ml, ok. 38zł (cena sugerowana przez producenta);
Essence - na oficjalnej stronie EH już nie figuruje, została zastąpiona przez Super Collagen Ampoule Essence. Seria Super Collagen Moistfull będzie powoli wypierać pierwotną serię CM;
Emulsion - 180ml, ok. 38zł (cena sugerowana przez producenta);
Cream - 60ml, ok. 47zł (cena sugerowana przez producenta).

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...