Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tłusta/mieszana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tłusta/mieszana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2014

Hada Labo Kiwamizu Lotion [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Glycerin, Diglycerin, Copper Gluconate, Magnesium Aspartate, Zinc Gluconate, Calcium Chloride, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Arginine, Betaine, Xanthan Gum, Polysorbate 20, Disodium Succinate, Succinic Acid, Methylparaben. 

Hada Labo Kiwamizu jest jednym z najnowszych produktów w ofercie firmy. Został wypuszczony na rynek w sierpniu 2014 i od razu wzbudził moje zainteresowanie - a jeszcze bardziej, gdy okazało się, że w składzie nie ma rzeczy powodującej u mnie wypryski, a która występuje w większości produktów HL. Zbiegło się to w czasie z momentem, gdy miałam wybrać produkty do przetestowania dzięki współpracy z Berdever - wybrałam więc tenże lotion jako jeden z kosmetyków, które powędrowały do paczki.

Opis Kiwamizu kusi, aby go wypróbować - zwłaszcza osoby z przetłuszczającą się i/lub wrażliwą cerą. Jest on lekkim lotionem, który dobrze nawilża, a jednocześnie nie pozostawia lepkiego, tłustego filmu. Ma on za zadanie balansować ilość składników mineralnych w skórze - stąd też w składzie 6 minerałów: miedź, magnez, cynk, wapń, potas, sód oraz 2 aminokwasy: arginina oraz betaina, które z kolei mają dogłębnie nawilżać. Produkt ma odczyn lekko kwasowy. Jest bezzapachowy (ja jednak czuję typową dla lotionów delikatną, przyjemną woń), bezbarwny (nihil novi) i nietłusty. Producent zaleca wklepywać go dłońmi po uprzednim umyciu twarzy ale w moim przypadku poskutkowało to ubywaniem produktu w zastraszającym tempie; przerzuciłam się więc na waciki, co było dużo wygodniejsze. Dopiero na końcu ewentualnie pomagam mu się lepiej wchłonąć, wklepując resztki dłońmi. 

Wersja, którą dostałam  - z uroczą Hello Kitty.
Lotion dostajemy w butelce z wytrzymałego plastiku o pojemności 180ml. Otwiera i zamyka się ją wygodnie na zatrzask, który nie psuje się podczas całego okresu używania kosmetyku. Zwracam na takie rzeczy uwagę, od kiedy zatrzask w opakowaniu Juju Moisture Lotion pękł po zaledwie 3 tygodniach -.- 
Jak widać, istnieją różne wersje butelki - jeszcze inną możecie zobaczyć u Pink Beauty Ninja (fajny blog, polecam! :D), która zresztą przestraszyła się, że dostała podróbę ;p Ale spokojnie, to po prostu różne wersje lotionu.

Standardowo otwór jest dosyć mały, więc nie ma obaw, że nam się przypadkowo naleje za dużo produktu. Mimo tego, zużyłam Kiwamizu w nieco ponad 2 miesiące, co jest moim osobistym rekordem :( Zazwyczaj lotiony starczają mi na 3~4 miesiące. 


Sam lotion jest w dotyku jak woda. Przy nakładaniu i rozsmarowywaniu cząsteczki rozpraszają się równomiernie po skórze, po czym produkt szybko i całkowicie się wchłania. Praktycznie nie zostawia żadnego filmu, żadnej warstwy. Nie ma po nim nawet śladu - oprócz uczucia natychmiastowego ukojenia i nawilżenia. Sami zobaczcie:
Kiwamizu dobrze spisuje się jako nocny oraz dzienny nawilżacz. Faktycznie jest bardzo lekkim, dobrym produktem dla tłustej cery. Przyniósł mi ukojenie, kiedy byłam chora i miałam podrażniony nos od częstego wycierania - nalałam trochę lotionu do buteleczki z atomizerem i psikałam na niego po każdym użyciu chusteczki. Dzięki temu skóra była cały czas nawilżona; uniknęłam też efektu renifera Rudolfa ;) Oprócz tego Kiwamizu jest delikatny, nie podrażnia, nie powoduje wyprysków.

A teraz o wadach. 
Nie wiem czemu ale ZAWSZE przy nakładaniu tego produktu musiałam raz porządnie kaszlnąć o_O Chyba alkohol zawarty w nim mi tak podrażniał płuca, że automatycznie musiałam zakaszleć, to było silniejsze ode mnie. Żaden inny lotion nie powodował u mnie czegoś takiego - a każdy, którego używałam, też miał alkohol wysoko w składzie. Dziwne.

Nałożony rano i pozostawiony sam sobie niestety nie zapobiega wydzielaniu sebum i świeceniu się cery. Co innego, jeśli nałożymy na niego np. matujący krem z filtrem lub cokolwiek odpowiedniego dla przetłuszczającej się skóry. 

Nawilżenie było wystarczające, dopóki nie przyszedł czas późnej jesieni, czyli suchego powietrza. Wtedy zauważyłam, że w ciągu dnia pojawia się trochę suchych skórek, którym Kiwamizu już nie daje rady. Wróciłam więc do gęstego, mocno nawilżającego Juju Moisture Lotion - którego używam tylko późną jesienią i zimą właśnie - od razu jest lepiej. Myślę więc, że produkt ten nie spełnia swojej roli podczas naszego sezonu grzewczego i trzeba go wtedy zastąpić czymś mocno nawilżającym.

Kolejna rzecz - od początku brakowało mi w tym produkcie kwasu hialuronowego. Mój lotion musi mieć kwas hialuronowy i basta. Tylko wtedy moja cera nabiera blasku, staje się super mięciutka (to się akurat Kiwamizu udało osiągnąć) i taka... "bouncy" (z ang. - sprężysta). Hada Labo dobrze nawilżał, dopóki nie nadszedł sezon suchego powietrza ale mimo tego nie dawał takiego efektu, jaki daje jakikolwiek inny lotion z hialuronem. Z tego też względu raczej go nie kupię ponownie; latem też mi się nie przyda bo używam wtedy kosmetyków, które o wiele lepiej hamują wydzielanie sebum. 
Podsumowując: produkt sam w sobie jest ok, spełnia obietnice ale ja mam inne wymagania. 

Produkt możecie kupić u Berdever TU ze zniżką 15% na kod "greentealovex".  
Dostępne jest także opakowanie uzupełniające o takiej samej pojemności.

piątek, 31 października 2014

Skinfood Good Afternoon Peach Green Tea BB SPF20/PA+ [recenzja+skład]

SKŁAD/ INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Cetyl PEG/ PPG-10/ 1 Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Boron Nitride, Ceresin, Cyclohexasiloxane, Sorbitan Isostearate, Sodium Chloride, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Prunus Persica (Peach) Fruit Extract, Sorbitan Olivate, Caprylyl Methicone, Camellia Sinensis (Green Tea) Extract, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Trimethylsiloxysilicate, Silica, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Triethoxycaprylylsilane, Talk, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Fragrance, Cl 77492(Yellow Iron Oxide), Cl 77491(Red Iron Oxide), Cl 77499(Black Iron Oxide).

No i stało się. Dopadł mnie jakiś paskudny wirus (nie, nie komputerowy...), więc tak sobie siedzę przymusowo w domu i mam wreszcie czas ogarnąć bloga. Już dawno skończyłam opakowanie kremu BB od Skinfood - to moja ostatnia recenzja produktu tej firmy ever, przysięgam! - przyszedł więc czas, aby podsumować, jak mi się go (z)używało. Jest to trzeci krem BB z tej serii (jest ich w sumie 5), który recenzuję. Na blogu pojawiły się już posty na temat Skinfood Apple Cinnamon oraz Skinfood Honey Black Tea.  


Peach Green Tea jest rzekomo przeznaczony do cery tłustej. 
Rzekomo - gdyż okazało się, że nadaje twarzy tłusty połyskwnie szybko, jak tamte. Mogli się nie wysilać z opisem :]
W składzie znajdziemy, mniej więcej pośrodku, ekstrakty z brzoskwini oraz zielonej herbaty. Tak, to jedyne ekstrakty w całym kremie. 
Oprócz tego zawiera filtry:
*Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu - fizyczny)
*Ethylhexyl Methoxycinnamate (metoksycynamonian etyloheksylu - chemiczny). Tyle ze składników wartych wzmianki. Wartość filtra to SPF20 praz PA+. 

Produkt przychodzi w kartoniku, na którym mamy opis tylko i wyłącznie po koreańsku, a w dodatku brak na nim składu. Trzeba go sobie wygrzebać na koreańskojęzycznej wersji strony. Zresztą pewnie nawet, gdyby był, to i tak osoba nie znająca koreańskiego alfabetu by się nie doczytała - według mnie to spory minus. Opakowanie kosmetyku jest z miękkiego tworzywa, szczelnie zamykane na plastikową zakrętkę. Otwór jest wręcz mikroskopijny - ale to akurat w tym przypadku zaleta. Posłużę się tu oficjalnym zdjęciem ze strony bo nie zdążyłam zrobić własnego.


Tak, jak reszta kremów BB z serii, również i Peach Green Tea jest dostępny w dwóch odcieniach: #1 i #2. Wyglądają one tak:

Po lewej odcień #1, po prawej #2. Światło dzienne.
Ja używałam odcienia nr 1, dopasowywał się prawie idealnieW żadnym z nich nie ma śladu różowych podtonów - są to ciepłe, neutralne beże.
Peach Green Tea ma bardzo ładny, brzoskwiniowy zapach, który przez jakiś czas po nałożeniu wciąż się utrzymuje. I to jest chyba najlepsza rzecz w tym kosmetyku. Pod względem konsystencji produkt jest dosyć gęsty, co jest irytujące przy rozprowadzaniu go po twarzy. Najlepiej chyba nakładać go pędzlem, a potem delikatnie wklepać. Kolejna rzecz, która działała mi na nerwy: przy wklepywaniu, zwłaszcza w okolicy oczu,  na skórze zostają ślady opuszków palców - jak w plastelinie. I można sobie tak przyklepywać w nieskończoność, próbując te ślady jakoś rozetrzeć. Na szczęście po jakimś czasie BB jakoś (bo nie do końca) wtapia się w cerę i można wyjść do ludzi.

BB na prawej połowie dłoni - istny kameleon ;)
Pod względem trwałości, Peach Green Tea spisuje się najlepiej z tej trójki, którą miałam nieprzyjemność używać ale i tak jest bublem. Fakt, trzyma mat na twarzy o całe 2 godziny dłużej od Honey Black Tea - czyli w sumie 5, w ekstremalnych porywach 6. Rzecz jasna, na matującym filtrze przeciwsłonecznym - inaczej zaczyna spływać znacznie wcześniej. 
Wzorem kolegów z serii Good Afternoon włazi w linie i zmarszczki, podkreśla je, a także warzy się i rozwarstwia na twarzy pod koniec dnia, robiąc z facjaty nieestetyczne ciasto.  Ten krem w ogóle nie potrafi się wtopić w cerę na tyle, żeby być niedostrzegalnym. Trwałością też nie powala, gdyż można go zetrzeć byle muśnięciem dłoni. 
Jest tani, ale jeśli macie ochotę go wypróbować bez kupowania od razu całego opakowania, to na allegro oraz ebay można znaleźć próbki.

Po przetestowaniu kilku kremów BB Skinfood - nie tylko z tej serii - jak i innych kosmetyków od nich stwierdziłam, że szkoda czasu i pieniędzy na takie paskudztwa. Firma oferuje jedne z najtańszych dostępnych na koreańskim rynku produktów i są one funta kłaków niewarte. To nie tak, że trzymam się z daleka z tanich kosmetyków - lubię szukać perełek, bo wiem, że takowe często wśród tanich kosmetyków są, mam kilka takich ulubieńców. Ale na tej firmie już postawiłam krzyżyk. Moim zdaniem nadaje się ona dla nastolatków - jest dla nich przystępna cenowo, a kosmetyki nie robią nic :P, czyli akurat nadają się do wczesnej prewencji przeciwstarzeniowej.
 

Pojemność/Cena: 30g (30ml) - 
19zł (Gmarket)
28zł (ebay)
 

sobota, 15 czerwca 2013

Innisfree Eco Safety No Sebum Sunblock SPF35/PA+++ [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Cyclopentasiloxane, Water, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Methyl Methacrylate Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Isodecyl Neopentanoate, Silica, Mica, Glycerin, Disteardimonium Hectorite, Dipropylene Glycol, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Saccharomyces Ferment Filtrate Lysate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract, Orchid Extract, Camellia Japonica (Camellia) Leaf Extract, Coccinellifera (Opuntia) Fruit Extract, Cyclomethicone, Magnesium Sulfate, Aluminum Hydroxide, Aluminum Stearate, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Polymethyl Methacrylate, Methicone, Glyceryl Caprylate, Stearoyl Inulin, Caprylyl Glycol, Sorbitan Sesquioleate, Microcrystalline Cellulose, Dimethicone / Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Polyglyceryl-6 Polyricinoleate, Triethoxycaprylylsilane, Dimethicone, Cellulose Gum, Fragrance, Phenoxyethanol, Cl 77492(Yellow Iron Oxide), Cl 77491(Red Iron Oxide), Cl 77499(Black Iron Oxide).

Przez to, że od czasu do czasu muszę dać moim oczom odpocząć i zamiast soczewek nosić okulary, fakt bycia posiadaczką tłustej cery daje się we znaki i na tym polu (osoby noszące okulary wiedzą, o co chodzi). Wydzielanie nadmiernej ilości sebum powoduje ześlizgiwanie się tychże z nosa, co jest dosyć uciążliwe, tak więc gdy przeczytałam czyjś pozytywny komentarz na temat kremu z filtrami Innisfree, dzięki któremu skóra pozostaje w stanie idealnie matowym przez cały dzień, postanowiłam zaopatrzyć się w próbkę.
Producent reklamuje go w miarę naturalnym składem i zdolnością do utrzymywania cery w stanie perfekcyjnego matu bez względu na temperaturę otoczenia.

Krem ma dosyć niestandardową konsystencję, jest taka... satynowo-kremowa. Dosyć gęsta ale łatwo się rozprowadza. Kolor - brudnoróżowy, co też od razu wzbudziło moje wątpliwości, jeśli chodzi o bielenie lub odznaczanie się na twarzy. Zapach niestety nie jest specjalnie przyjemny, przypomina raczej środki czystości typu cytrynowy proszek do szorowania powierzchni.  


Niemądrze zrobiłam, że wypróbowałam go po raz pierwszy rano, na krótko przed wyjściem do pracy... Po nałożeniu na twarz moim oczom ukazała się trupio-blado-różowa facjata, perfekcyjnie odznaczająca się od szyi ;) Ten produkt jest naprawdę dziwny, zostawia taką suchą powłokę. Co gorsza, nawet po kilkunastu minutach krem ani myślał się wtopić na tyle, żeby być niewidocznym. Oprócz tego zaczęłam czuć, jak skóra mi się okropnie ściąga i wysusza, jakbym miała na twarzy mocno ściągającą maskę! Wyglądała koszmarnie sucho, a do tego jakbym miała puder na twarzy. Tego mi było za wiele i szybko zmyłam krem olejem, nałożyłam ponownie ale tylko w miejscu, gdzie okulary dotykają nosa - resztę twarzy potraktowałam tym, co zwykle i wyszłam.

Było dosyć ciepło w ciągu dnia, a mimo tego przez jego większość skóra w tym miejscu pozostawała idealnie matowa, ani kropli sebum; okulary trzymały się perfekcyjnie. Powtórzyłam więc próbę następnego dnia (ale już tylko na nosie) i następnego, aż nagle wyskoczyło mi kilka dużych, bolesnych i czerwonych gul w miejscu, gdzie przez ostatnie dni siedział Innisfree. Przerwałam stosowanie i ponowiłam próbę za kilka dni ale niestety wynik był taki sam, co mnie skutecznie zniechęciło do dalszego używania.

Na zdjęciu powyżej i poniżej widać (mam nadzieję), jak trupio-blado-różowo wygląda skóra w miejscu, gdzie nałożyłam Innisfree No Sebum, w kontraście do naturalnego jej odcienia. Produkt daje efekt płaskiego matu i lekko przypudrowanej twarzy, przynajmniej w moim przypadku.
  
Nie testowałam, jak trzymają się na nim kremy BB bo uczucie ściągnięcia było nie do zniesienia. Zdecydowanie najgorszy kosmetyk, jaki przyszło mi testować :|

Konsystencja: satynowo-kremowa
Zapach: cytrynowego proszku do szorowania ;]
Efekt: płaski mat, uczucie ściągnięcia i suchości
Cena: 36zł (gmarket)
Pojemność: 50ml
Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...