Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filtry fizyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filtry fizyczne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Japońskie i koreańskie kosmetyki - wybrane nowości wiosna 2015, cz. 1

Ostatnio bardzo często widuję tu i ówdzie zapowiedzi nowych kosmetyków, zmian w tych już istniejących oraz odświeżenie wizerunku całych serii. Uznałam więc, że czas na małe podsumowanie, co nowego w trawie piszczy. Oczywiście wszystkiego jest zdecydowanie zbyt dużo, żebym była w stanie to opisać - wybrałam więc najciekawsze, moim zdaniem, nowości.

1. Shiseido Tsubaki - tutaj producenci postanowili odświeżyć serię, zmieniając wygląd opakowań, likwidując praktycznie całą serię Head Spa (nieeeeeeeeeeee!!!!! jak mogliście mi to zrobić :'( ), zamiast niej wprowadzając fioletową linię Volume Touch i zmieniając nazwę serii Shining na Extra Moist. [Wie ktoś, dlaczego na rynku japońskim nie ma szamponów do włosów farbowanych? Czy tylko ja źle szukam?]

Nowa seria Volume Touch jest chyba adresowana do kobiet w kwiecie wieku o przerzedzających się włosach - ale z tego, co widzę szampon nie zawiera silikonów, więc bardzo chętnie go wypróbuję, jako że silikony w szamponach przyspieszają przetłuszczanie moich włosów; objętości też moim włosom brak.
Każda seria będzie się składać z szamponu, odżywki oraz treatment (a gdzie maski, ja się pytam?!?!?). 
Pozostawią kilka dodatkowych produktów, który dotychczas były w ofercie, jak serum bez spłukiwania Damage Care, wzmacniający spray z linii Shining oraz Damage Care (pełnowymiarowe opakowanie i wersja "do torebki"), czysty olejek z kamelii, a także serum nabłyszczające Head Spa.



2. Laneige - w sieci aż buzuje od informacji o nowych, dwutonowych pomadkach, nowej wersji niezmiernie popularnego sleeping packu oraz nowych ampułkach z linii White Plus Renew.
Jeśli chodzi o pomadki, które nazywają się Two Tone Lip Bar,
to większość z nich tworzy ciekawy, gradientowy efekt. Niektóre wyglądają beznadziejnie (efekt przygryzionych, tudzież wampirzych ust), niektóre ślicznie. Szczególnie podobają mi się nr. 3, 4, 6 i 7.

Wersja ze strony malezyjskiej

Wersja ze strony koreańskiej, cz. 1
Wersja ze strony koreańskiej, cz.2
A które Wam się podobają?

Kolejną nowością jest ulepszona wersja sleeping packa, zwana teraz Water Sleeping Mask,  

który rzekomo został dopasowany do naszego naturalnego rytmu dobowego, tzn. ma działać jeszcze lepiej, gdy my sobie śpimy z nim na paszczy. Promowanymi w tym produkcie składnikami są Sleep-Tox (oczyszcza cerę), Moisture Wrap (zapobiega utracie nawilżenia), oraz Sleepscent (pomaga się zrelaksować i zasnąć). Oczekujący na patent Sleepscent powstał dzięki olejkom esencjonalnym z ylang ylang, róży, kwiatu pomarańczy, drzewa sandałowego i innych.
Ostatnio przy okazji zamawiania rzeczy na Yesstyle zamówiłam wreszcie próbkę tegoż sleeping packu i.....srodze się zawiodłam. Internety pieją, blogerki och-ują i ach-ują, a tu takie coś....? I gdzie ten zapach Sleepscent, który ma pomagać zasnąć, bo ja nic nie czuję (a węch to ja mam dobry)? Nie mówiąc o tym, że marnie nawilża. Coś mi się wydaje, że ta próbka musiała być przeterminowana bo niemożliwe, żeby to był taki bubel :P Zamówię ją jeszcze raz, tym razem z bardziej sprawdzonego źródła.

Przedźmy zatem do kolejnej nowości, a mianowicie White Plus Renew Spot Ampoule.

Ampułka jest w sumie taką skoncentrowaną wersją essence z tej samej linii (z której ja jestem BARDZO zadowolona). Producent podaje, że zawiera 2 razy więcej składnika Mela-Crusher /rozbijającego nadmiar melaniny w skórze/, 2 razy więcej ekstraktu z polisacharydów zielonej herbaty, 2 razy mocniej rozjaśnia/nawilża; zawiera także witaminę B5, a 11% składu to stabilna pochodna witaminy C. Faktycznie jest stabilna, sprawdziłam już skład.
Jedna ampułka ma starczyć na tydzień (wyliczyli, że w jednej mieści się 28 porcji), a ampułek w całym opakowaniu jest 4. Czyli mamy zapas na miesiąc.  
Two Tone Lip Bar 
Water Sleeping Mask
White Plus Renew Spot Ampoule

3. NOV - firma odświeżyła nieco swoją serię kremów z filtrami, zmieniła składy tu i tam oraz wprowadziła nowy produkt, NOV UV Milk EX SPF32/PA+++, którego wg producenta można zmyć wodą, jest lekki, nie czuć go na skórze i nadaje się dla całej rodziny. 




Filtry tej firmy polecane są dla skóry wrażliwej. Jeśli szukasz dobrego filtra wyłącznie mineralnego/fizycznego, to właśnie coś dla Ciebie. Wszystkie filtry NOV, oprócz nowego, są uootaafuruufu, czyli wodoodporne ("waterproof" w katakanie - ten japoński jest czasami uroczy! ;p). 

http://www.nov.jp/shop/lp/novuvex_1503cp.aspx 

4. Shiseido Anessa - tego roku Shiseido wprowadza nowy produkt (edycja limitowana) do linii kremów z filtrem Anessa. Jest to spray z filtrem do ciała i włosów (tak, tak!) Anessa Perfect Essence UV Spray SPF50/PA++++

 
Zostawia na skórze satynową warstwę, która się nie lepi i nie bieli. Jest wodoodporny.

http://www.shiseido.co.jp/anessa/about.html?rt_bn=fb20150320#feat-2

5. Kanebo Allie - Allie również wprowadziło na rynek nową, ulepszoną wersję filtra Allie Extra UV Gel (Mineral Moist) N /w rankingu japońskiego portalu Cosme zdobył tytuł najlepszego kremu z filtrem 2014/, który zwie się teraz Allie UV Mineral Moist NEO SPF50/PA++++, a którego reklamuje znana aktorka Keiko Kitagawa.  Króciutki filmik reklamowy można obejrzeć tu:  https://www.youtube.com/watch?v=waOr1tgxjqY.


Kosmetyk jest wodo-, poto- i sebumodporny; może być stosowany podczas wypoczynku w górach, nad morzem, uprawiania sportów na zewnątrz, jak i po prostu w mieście. Można go aktualnie nabyć w niezwykle, jak na japoński rynek, pojemnym opakowaniu 90g oraz standardowym 40g. Jest bezzapachowy i zawiera m.in. kwas hialuronowy, kolagen oraz ekstrakt z prosa jerozolimskiego. 
http://www.kanebo-cosmetics.jp/allie/products/ 

Część druga już w tym tygodniu!

sobota, 15 czerwca 2013

Innisfree Eco Safety No Sebum Sunblock SPF35/PA+++ [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Cyclopentasiloxane, Water, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Methyl Methacrylate Crosspolymer, PEG-10 Dimethicone, Isodecyl Neopentanoate, Silica, Mica, Glycerin, Disteardimonium Hectorite, Dipropylene Glycol, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Saccharomyces Ferment Filtrate Lysate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Extract, Orchid Extract, Camellia Japonica (Camellia) Leaf Extract, Coccinellifera (Opuntia) Fruit Extract, Cyclomethicone, Magnesium Sulfate, Aluminum Hydroxide, Aluminum Stearate, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Polymethyl Methacrylate, Methicone, Glyceryl Caprylate, Stearoyl Inulin, Caprylyl Glycol, Sorbitan Sesquioleate, Microcrystalline Cellulose, Dimethicone / Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Polyglyceryl-6 Polyricinoleate, Triethoxycaprylylsilane, Dimethicone, Cellulose Gum, Fragrance, Phenoxyethanol, Cl 77492(Yellow Iron Oxide), Cl 77491(Red Iron Oxide), Cl 77499(Black Iron Oxide).

Przez to, że od czasu do czasu muszę dać moim oczom odpocząć i zamiast soczewek nosić okulary, fakt bycia posiadaczką tłustej cery daje się we znaki i na tym polu (osoby noszące okulary wiedzą, o co chodzi). Wydzielanie nadmiernej ilości sebum powoduje ześlizgiwanie się tychże z nosa, co jest dosyć uciążliwe, tak więc gdy przeczytałam czyjś pozytywny komentarz na temat kremu z filtrami Innisfree, dzięki któremu skóra pozostaje w stanie idealnie matowym przez cały dzień, postanowiłam zaopatrzyć się w próbkę.
Producent reklamuje go w miarę naturalnym składem i zdolnością do utrzymywania cery w stanie perfekcyjnego matu bez względu na temperaturę otoczenia.

Krem ma dosyć niestandardową konsystencję, jest taka... satynowo-kremowa. Dosyć gęsta ale łatwo się rozprowadza. Kolor - brudnoróżowy, co też od razu wzbudziło moje wątpliwości, jeśli chodzi o bielenie lub odznaczanie się na twarzy. Zapach niestety nie jest specjalnie przyjemny, przypomina raczej środki czystości typu cytrynowy proszek do szorowania powierzchni.  


Niemądrze zrobiłam, że wypróbowałam go po raz pierwszy rano, na krótko przed wyjściem do pracy... Po nałożeniu na twarz moim oczom ukazała się trupio-blado-różowa facjata, perfekcyjnie odznaczająca się od szyi ;) Ten produkt jest naprawdę dziwny, zostawia taką suchą powłokę. Co gorsza, nawet po kilkunastu minutach krem ani myślał się wtopić na tyle, żeby być niewidocznym. Oprócz tego zaczęłam czuć, jak skóra mi się okropnie ściąga i wysusza, jakbym miała na twarzy mocno ściągającą maskę! Wyglądała koszmarnie sucho, a do tego jakbym miała puder na twarzy. Tego mi było za wiele i szybko zmyłam krem olejem, nałożyłam ponownie ale tylko w miejscu, gdzie okulary dotykają nosa - resztę twarzy potraktowałam tym, co zwykle i wyszłam.

Było dosyć ciepło w ciągu dnia, a mimo tego przez jego większość skóra w tym miejscu pozostawała idealnie matowa, ani kropli sebum; okulary trzymały się perfekcyjnie. Powtórzyłam więc próbę następnego dnia (ale już tylko na nosie) i następnego, aż nagle wyskoczyło mi kilka dużych, bolesnych i czerwonych gul w miejscu, gdzie przez ostatnie dni siedział Innisfree. Przerwałam stosowanie i ponowiłam próbę za kilka dni ale niestety wynik był taki sam, co mnie skutecznie zniechęciło do dalszego używania.

Na zdjęciu powyżej i poniżej widać (mam nadzieję), jak trupio-blado-różowo wygląda skóra w miejscu, gdzie nałożyłam Innisfree No Sebum, w kontraście do naturalnego jej odcienia. Produkt daje efekt płaskiego matu i lekko przypudrowanej twarzy, przynajmniej w moim przypadku.
  
Nie testowałam, jak trzymają się na nim kremy BB bo uczucie ściągnięcia było nie do zniesienia. Zdecydowanie najgorszy kosmetyk, jaki przyszło mi testować :|

Konsystencja: satynowo-kremowa
Zapach: cytrynowego proszku do szorowania ;]
Efekt: płaski mat, uczucie ściągnięcia i suchości
Cena: 36zł (gmarket)
Pojemność: 50ml
Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...