Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sunscreen/krem z filtrem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sunscreen/krem z filtrem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2015

Japońskie i koreańskie kosmetyki - wybrane nowości wiosna 2015, cz. 2

Zanim przejdę do rzeczy, chciałabym przeprosić za błędy, jakie wkradły się do pierwszej części o nowościach. Chodzi konkretnie o informacje na temat sleeping pack'u Laneige - przez długi czas koreańska strona internetowa marki nie chciała mi się ładować i w związku z tym informacje o produkcie oraz jego zdjęcie musiałam zaczerpnąć ze strony malezyjskiej. Okazało się niestety, że Malezja ciągle sprzedaje starą wersję. Na szczęście wspomnianą stronę udało mi się niedługo po opublikowaniu postu w końcu załadować i zastąpić nieaktualne info oraz zdjęcie nowymi. Część pierwszą można przejrzeć TUTAJ. 
Przejdźmy zatem do kolejnych nowinek.

6. Innisfree - koreańska firma wprowadziła nową serię, Jeju Sparkling Mineral, w której znajdziemy: krem, skin (czyli lotion), essence, lotion (czyli emulsję), mgiełkę oraz piankę i proszek mineralny do mycia twarzy.
Na tym zdjęciu promocyjnym brakuje pianki.
Stosujemy je w kolejności: pianka -->  proszek --> skin --> essence --> lotion --> krem --> mgiełka. 
Pianka pierwsza z lewej -  brakuje za to mgiełki :p
Składnikiem "przewodnim" serii, obecnym w każdym produkcie, jest bogata w minerały, gazowana woda termalna z wyspy Jeju, która ma dogłębnie nawilżać oraz oczyszczać. Seria jest "6-free" - czyli wolna od parabenów, składników odzwierzęcych, oleju mineralnego, barwników, sztucznych zapachów oraz toksycznego imidazolidinyl urea.
Szczególnie ciekawym produktem w tej serii jest proszek do mycia twarzy. Zawiera on m.in. sodę oczyszczoną, a także ekstrakty ze skórki pomarańczowej i zielonej herbaty. Produkt składa się z dwóch saszetek. Nalewamy do miski 1.5-2l ciepłej wody, wsypujemy zawartość saszetki nr 1, po czym czekamy, aż się całkowicie rozpuści. Następnie wsypujemy to, co znajduje się w saszetce nr 2 i mieszamy do wytworzenia się bąbelków. Zamykamy oczy i mamy dwie opcje:
1) zanurzamy twarz w wodzie na 2-3 minuty (oczywiście z przerwami na oddech ;D) i pozwalamy bąbelkom masować i oczyszczać naszą cerę, lub
2) pomagając sobie rękami, opłukujemy twarz energicznymi chluśnięciami, również przez 2-3 minuty.
Według mnie seria przedstawia się interesująco. I tak, mam ochotę spróbować produktu lub dwóch. 

Przy okazji - ostatnio daje się zaobserwować wśród koreańskich kosmetyków nowy trend anty-pyłowy - kilka firm wprowadziło do swoich ofert produkty mające oczyszczać cerę z, tudzież chronić przed "złym" pyłem i zanieczyszczaniami nawiewanymi, a jakże, z Chin! Nie ma to jak wymyślić ciekawy powód do wciśnięcia ludziom kolejnych ton kosmetyków, czyż nie? Trzeba przyznać, że marketingowcy są bardzo kreatywni w kreowaniu kolejnych wydumanych nisz rynkowych.
Zostawiając jednak sarkastyczny ton w tyle, przejdźmy do prezentacji jednego z produktów, które taką "ochronę" oferują - Innisfree Smart Foundation SPF35/ PA++ Dust Block.
 
Jest to podkład, który ma chronić skórę przed "szkodliwym wpływem środowiska" poprzez "powleczenie jej ochronnym filmem". Można go mieszać z bazami do podkładów lub innymi podkładami Innisfree, w zależności od typu i potrzeb cery. Do wyboru są 3 odcienie oznaczone numerami: 13, 21 oraz 23. 


Nowością jest także seria Whitening Pore, w której z kolei znajdują się: pianka, skin (lotion), serum, krem do oczu, krem oraz sheet mask (maseczka płachtowa).
Jak łatwo się domyśleć, jej zadaniem jest rozjaśnianie, wyrównywanie kolorytu, likwidacja przebarwień, ale także oczyszczenie cery, zmniejszenie widoczności porów i produkcji sebum. Seria ta przeznaczona jest do cery zarówno z przebarwieniami, pozbawionej blasku, jak i tłustej. Głównym składnikiem linii jest ekstrakt z mandarynki (bez pestycydów) z - zgadnijcie, skąd? - oczywiście, z czystej i nieskazitelnej wyspy Jeju (jeśli kiedyś będę w Korei to na pewno się tam wybiorę). Seria ta również jest "6-free".

http://www.innisfree.co.kr/ShopNewPrdList.do 

7. Etude House - tutaj mamy 3 nowe kosmetyki z linii Zero Sebum. Sporo osób pyta o kosmetyki do cery przetłuszczającej się, dlatego piszę o tej serii. Jest ona podobna do linii No Sebum od Innisfree. Nowymi produktami są: żel matujący, puder matujący oraz kosmetyk do masażu twarzy, rozpuszczający nadmiar sebum zalegającego w porach.

Żel nie zawiera silikonu i ma sporo ekstraktów roślinnych w składzie ale niestety ma pudrowe wykończenie - czego ja osobiście nie znoszę.
Przy okazji: EH również ma swoją anty-pyłową serię o nazwie Dust Cut ;)

http://www.etude.co.kr/event.do?method=view_new&bbsCd=ET&OnGoing=Y&bltnCntSeq=1057


8. Hada Labo - znana japońska marka wprowadziła ostatnio na rynek 2 nowe produkty. Jednym z nich jest żel z dwoma typami kwasu hialuronowego, witaminą C (niestabilną jej formą) oraz ekstraktem z liści oczaru wirginijskiego - Shirojyun Cooling Hyaluron Jelly

Żel ma właściwości nie tylko nawilżające, ale i lekko chłodzące - jest to produkt idealny na upalne, wiosenne oraz letnie dni (na noc też). Kosmetyk ma także lekko napinać skórę. Produkt reklamowany jest jako lotion/ serum/ krem nawilżający/ produkt wygładzający oraz maseczka w jednym. Według producenta wchłania się całkowicie i nie pozostawia lepkiego filmu. Krótki filmik reklamowy z udziałem Maedy Atsuko z mega-popularnej grupy AKB48 można zobaczyć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=03htr4tVtRc
Ja na pewno będę trzymać się od niego z daleka bo 99% kosmetyków o konsystencji żelu mnie okrutnie zapycha. 

Drugi nowy produkt w ofercie to Hada Labo Medicated Gokujyun Skin Conditioner

Jest to produkt do cery problematycznej. Jego głównymi składnikami są kwas ε-aminokapronowy (aminokwas o działaniu przeciwzapalnym), ekstrakt z korzenia lukrecji (działanie rozjaśniające, przeciwzapalne) - aby zlikwidować zaczerwienienia i podrażnienia - a także kwas hialuronowy (niestety, dopiero tuż za połową składu), nawilżający skwalan, ekstrakt z prosa jerozolimskiego/adlay (działanie przeciwutleniające, przeciwstarzeniowe), pstrolistki sercowatej (działanie przeciwtrądzikowe) i rumianku. Nawilża, odżywia, rozjaśnia i zmiękcza cerę podatną na trądzik i problemy skórne. Jego formuła jest łagodna, o zbalansowanym pH. 
Reklama: https://www.youtube.com/watch?v=-abUTDiDhvg

http://www.hadalabo.jp/shirojyun_jelly/
http://www.hadalabo.jp/yakuyou_gokujyun/

9. Juju Cosmetics - tutaj mamy spore zmiany w sztandarowej serii nawilżającej z trzema rodzajami kwasu hialuronowego, znanej wcześniej jako Aquamoist. Linia nosi teraz nazwę Jyunmitsu Moisturizing - szaty graficzne zostały całkowicie zmienione, a składy nieco odświeżone. 
W linii znajdują się: lotion (2 rodzaje: moist /niebieski/ - bardziej gęsty i nawilżający oraz refreshing /zielony/- lekki, odświeżający), esencja, krem oraz krem do demakijażu.  W skład lotionów wchodzi prawnie zastrzeżony przez firmę sfermentowany kwas hialuronowy, który ponoć lepiej wnika w skórę, gdyż ma wielkość zaledwie 1 nm. 

http://www.juju.co.jp/catalog/aquamoist/

10. Bioré UV - w przypadku filtrów japońskiej firmy szata graficzna wszystkich produktów została nieco zmieniona (głównie czcionka); wygląd opakowań trochę bardziej drastycznie. Szkoda, że je zmienili, uwielbiałam poprzednie opakowanie białego filtra Bioré T_T Emanowało takim spokojem... :D No dobra, dosyć filozofowania na temat opakowań, przejdźmy do konkretów. Zmieniono też troszkę składy i tam, gdzie były tylko 3 plusiki w skali PA, dodano czwarty (oprócz tego są 2 filtry z PA++). Oprócz samych filtrów w linii UV Perfect znajdziemy też spray UV Perfect Spray SPF 50/ PA++++ do ciała i włosów, a w linii Aqua Rich - krem BB UV Aqua Rich BB Essence SPF 50/ PA++++.


A tu jest taki fajny przewodnik, których produktów Bioré używać w różnych sytuacjach:
http://www.kao.co.jp/biore/sarasarauv/timing/index.html
Z japońskimi filtrami sprawa ma się tak, że nie można wziąć pierwszego lepszego kremu z filtrem, chlapnąć na twarz i ciało, po czym wyjść sobie w góry i na plażę, bo możemy się na takiej decyzji - dosłownie - sparzyć. Japońskie filtry dzielą się głównie na takie do stosowania "na mieście" (przy czym chodzi tu o przemykanie z domu do pracy/szkoły i z powrotem, a nie całodzienne zwiedzanie w pełnym słońcu!!), inne z kolei są przeznaczone do długotrwałej aktywności fizycznej na świeżym powietrzu (góry, plaża, sport, itp. - te zazwyczaj są wodo-, poto- oraz sebumodporne), a jeszcze inne dublują jako baza pod makijaż. Jeśli zatem chcecie dobrać sobie krem z filtrem, zawsze sprawdzajcie, do jakiego użytku jest przeznaczony. A co do przewodnika Bioré - nawet nie znając ani słowa po japońsku z łatwością można go zrozumieć (ewentualnie pomóc sobie Google Tłumaczem ;p).

http://www.kao.co.jp/biore/sarasarauv/

Za kilka dni część trzecia - i ostatnia!

niedziela, 22 marca 2015

Japońskie i koreańskie kosmetyki - wybrane nowości wiosna 2015, cz. 1

Ostatnio bardzo często widuję tu i ówdzie zapowiedzi nowych kosmetyków, zmian w tych już istniejących oraz odświeżenie wizerunku całych serii. Uznałam więc, że czas na małe podsumowanie, co nowego w trawie piszczy. Oczywiście wszystkiego jest zdecydowanie zbyt dużo, żebym była w stanie to opisać - wybrałam więc najciekawsze, moim zdaniem, nowości.

1. Shiseido Tsubaki - tutaj producenci postanowili odświeżyć serię, zmieniając wygląd opakowań, likwidując praktycznie całą serię Head Spa (nieeeeeeeeeeee!!!!! jak mogliście mi to zrobić :'( ), zamiast niej wprowadzając fioletową linię Volume Touch i zmieniając nazwę serii Shining na Extra Moist. [Wie ktoś, dlaczego na rynku japońskim nie ma szamponów do włosów farbowanych? Czy tylko ja źle szukam?]

Nowa seria Volume Touch jest chyba adresowana do kobiet w kwiecie wieku o przerzedzających się włosach - ale z tego, co widzę szampon nie zawiera silikonów, więc bardzo chętnie go wypróbuję, jako że silikony w szamponach przyspieszają przetłuszczanie moich włosów; objętości też moim włosom brak.
Każda seria będzie się składać z szamponu, odżywki oraz treatment (a gdzie maski, ja się pytam?!?!?). 
Pozostawią kilka dodatkowych produktów, który dotychczas były w ofercie, jak serum bez spłukiwania Damage Care, wzmacniający spray z linii Shining oraz Damage Care (pełnowymiarowe opakowanie i wersja "do torebki"), czysty olejek z kamelii, a także serum nabłyszczające Head Spa.



2. Laneige - w sieci aż buzuje od informacji o nowych, dwutonowych pomadkach, nowej wersji niezmiernie popularnego sleeping packu oraz nowych ampułkach z linii White Plus Renew.
Jeśli chodzi o pomadki, które nazywają się Two Tone Lip Bar,
to większość z nich tworzy ciekawy, gradientowy efekt. Niektóre wyglądają beznadziejnie (efekt przygryzionych, tudzież wampirzych ust), niektóre ślicznie. Szczególnie podobają mi się nr. 3, 4, 6 i 7.

Wersja ze strony malezyjskiej

Wersja ze strony koreańskiej, cz. 1
Wersja ze strony koreańskiej, cz.2
A które Wam się podobają?

Kolejną nowością jest ulepszona wersja sleeping packa, zwana teraz Water Sleeping Mask,  

który rzekomo został dopasowany do naszego naturalnego rytmu dobowego, tzn. ma działać jeszcze lepiej, gdy my sobie śpimy z nim na paszczy. Promowanymi w tym produkcie składnikami są Sleep-Tox (oczyszcza cerę), Moisture Wrap (zapobiega utracie nawilżenia), oraz Sleepscent (pomaga się zrelaksować i zasnąć). Oczekujący na patent Sleepscent powstał dzięki olejkom esencjonalnym z ylang ylang, róży, kwiatu pomarańczy, drzewa sandałowego i innych.
Ostatnio przy okazji zamawiania rzeczy na Yesstyle zamówiłam wreszcie próbkę tegoż sleeping packu i.....srodze się zawiodłam. Internety pieją, blogerki och-ują i ach-ują, a tu takie coś....? I gdzie ten zapach Sleepscent, który ma pomagać zasnąć, bo ja nic nie czuję (a węch to ja mam dobry)? Nie mówiąc o tym, że marnie nawilża. Coś mi się wydaje, że ta próbka musiała być przeterminowana bo niemożliwe, żeby to był taki bubel :P Zamówię ją jeszcze raz, tym razem z bardziej sprawdzonego źródła.

Przedźmy zatem do kolejnej nowości, a mianowicie White Plus Renew Spot Ampoule.

Ampułka jest w sumie taką skoncentrowaną wersją essence z tej samej linii (z której ja jestem BARDZO zadowolona). Producent podaje, że zawiera 2 razy więcej składnika Mela-Crusher /rozbijającego nadmiar melaniny w skórze/, 2 razy więcej ekstraktu z polisacharydów zielonej herbaty, 2 razy mocniej rozjaśnia/nawilża; zawiera także witaminę B5, a 11% składu to stabilna pochodna witaminy C. Faktycznie jest stabilna, sprawdziłam już skład.
Jedna ampułka ma starczyć na tydzień (wyliczyli, że w jednej mieści się 28 porcji), a ampułek w całym opakowaniu jest 4. Czyli mamy zapas na miesiąc.  
Two Tone Lip Bar 
Water Sleeping Mask
White Plus Renew Spot Ampoule

3. NOV - firma odświeżyła nieco swoją serię kremów z filtrami, zmieniła składy tu i tam oraz wprowadziła nowy produkt, NOV UV Milk EX SPF32/PA+++, którego wg producenta można zmyć wodą, jest lekki, nie czuć go na skórze i nadaje się dla całej rodziny. 




Filtry tej firmy polecane są dla skóry wrażliwej. Jeśli szukasz dobrego filtra wyłącznie mineralnego/fizycznego, to właśnie coś dla Ciebie. Wszystkie filtry NOV, oprócz nowego, są uootaafuruufu, czyli wodoodporne ("waterproof" w katakanie - ten japoński jest czasami uroczy! ;p). 

http://www.nov.jp/shop/lp/novuvex_1503cp.aspx 

4. Shiseido Anessa - tego roku Shiseido wprowadza nowy produkt (edycja limitowana) do linii kremów z filtrem Anessa. Jest to spray z filtrem do ciała i włosów (tak, tak!) Anessa Perfect Essence UV Spray SPF50/PA++++

 
Zostawia na skórze satynową warstwę, która się nie lepi i nie bieli. Jest wodoodporny.

http://www.shiseido.co.jp/anessa/about.html?rt_bn=fb20150320#feat-2

5. Kanebo Allie - Allie również wprowadziło na rynek nową, ulepszoną wersję filtra Allie Extra UV Gel (Mineral Moist) N /w rankingu japońskiego portalu Cosme zdobył tytuł najlepszego kremu z filtrem 2014/, który zwie się teraz Allie UV Mineral Moist NEO SPF50/PA++++, a którego reklamuje znana aktorka Keiko Kitagawa.  Króciutki filmik reklamowy można obejrzeć tu:  https://www.youtube.com/watch?v=waOr1tgxjqY.


Kosmetyk jest wodo-, poto- i sebumodporny; może być stosowany podczas wypoczynku w górach, nad morzem, uprawiania sportów na zewnątrz, jak i po prostu w mieście. Można go aktualnie nabyć w niezwykle, jak na japoński rynek, pojemnym opakowaniu 90g oraz standardowym 40g. Jest bezzapachowy i zawiera m.in. kwas hialuronowy, kolagen oraz ekstrakt z prosa jerozolimskiego. 
http://www.kanebo-cosmetics.jp/allie/products/ 

Część druga już w tym tygodniu!

sobota, 3 stycznia 2015

Kose Sekkisui Perfect UV Milk SPF50/PA++++ [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Cyclomethicone, Water, Alcohol Denat., Zinc Oxide, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dimethicone, Isododecane, Polymethylsilsesquioxane, Cetyl Ethylhexanoate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Polysilicone-15, Tocopherol, Coix Lacryma-Jobi Ma-Yuen (Job's Tears) Seed Extract, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, BHT, Disodium EDTA, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Sorbitan Sesquiisostearate, Cetyl Dimethicone, Triethoxycaprylylsilane, Fragrance.


Kose Sekkisui Perfect UV Milk to filtr, który wpadł mi po raz pierwszy w oko podczas przeglądania aukcji na Ebay'u. Do kupna zachęcała informacja o wysokim faktorze PA- aż cztery plusy - oraz zawartym w nim ekstrakcie z adlay. Nie byłam jednak na niego do końca zdecydowana, gdyż obawiałam się zapchania i/lub wysypu, więc zakup nie doszedł do skutku.
Jakiś czas potem wybierałam kosmetyki, które miałam dostać od Berdever  i przypomniałam sobie o tym filtrze.  Mając możliwość przetestowania tego produktu za darmo, postanowiłam dać mu szansę. Wkrótce kosmetyk stał już u mnie na półce.

W Japonii linia tychże kosmetyków została wprowadzona na rynek w 2014r. i jest dostępna jedynie w sieciach 7/11. Uwaga - nie mylcie Sekkisui z Sekkisei! Linia Sekkisui jest tańszym, drogeryjnym odpowiednikiem Sekkisei - marki średniopółkowej od Kose, która zbiera pozytywne recenzje. Sekkisui - niekoniecznie.  
Kosmetyk zawiera 2 rodzaje filtrów: fizyczny (tlenek cynku) oraz chemiczne: metoksycynamonian etyloheksylu i, nieco niżej w składzie, Uvinul A Plus. Oprócz tego znajdują się w nim: ekstrakt z ziaren chińskiego jęczmienia perłowego /znanego również jako wspomniany już adlay/, a także olej jojoba. Adlay jest popularnym w Azji składnikiem nie tylko kosmetyków, lecz także potraw. Jest on silnym przeciwutleniaczem (zwalcza wolne rodniki); ponadto wygładza, rozjaśnia skórę i zapobiega jej starzeniu. Olej jojoba z kolei jest popularnym w kosmetyce składnikiem o właściwościach nawilżających, kojących i przeciwzapalnych; hamuje też wydzielanie sebum.
Filtr UV Perfect Milk jest produktem wodo-, sebum- oraz potoodpornym. Według producenta można go spokojnie używać nie tylko w mieście, ale również podczas odpoczynku czy uprawiania sportu na zewnątrz, nad morzem, w górach i gdzie bądź ;)

Produkt kwalifikuje się także jako baza pod makijaż, przedłużając jego trwałość.

Kosmetyk dostajemy w 30ml plastikowym opakowaniu na zakrętkę, którą wystarczy obrócić 2 razy, żeby się zatrzasnęła. Końcówka zwęża się w dziubek z niewielkim otworem.

Przejdźmy zatem do samego kosmetyku. 
Perfect UV Milk pod względem konsystencji jest typowym mleczkiem, lecz w dotyku daje silikonowo-oleiste odczucie. Nie bieli.

Zazwyczaj we wszystkich filtrach, których używałam, jest alkohol  w składzie i nigdy mi to nie przeszkadzało. Tutaj jednak alkohol silnie daje mi nie tylko po nozdrzach,  ale i po oczach ;/ Po prostu nie da się nakładać tego kosmetyku na policzki z otwartymi oczami, do momentu aż alkohol nie wyparuje. W ogóle zapomnijcie o nakładaniu go w pobliżu oczu - podrażni Wam je, zanim minie kilka godzin. 
Sam produkt też dziwnie pachnie. Jest to mocny zapach ale ciężko mi go określić. Pierwsze słowo, jakie mi się nasuwa to "babciny" ;) Albo coś w stylu zapachu starej szafy czy smrodu Chanel No.5 (tak, dla mnie te perfumy śmierdzą starą szafą). Niestety, zapach długo się utrzymuje na skórze. I przyciąga osy. Dzięki temu można było mnie zobaczyć w akcji kilka razy, jak uciekałam przed wyżej wspomnianym cholerstwem, dopóki wreszcie nie wybiło ich zimno ;p
Przez to, że produkt jest wodoodporny, obawiałam się powtórki z "rozrywki", jak w przypadku filtra Nivei. Czyli uczucia oblepionej twarzy przez cały dzień. No i niestety, sytuacja się powtórzyła. 
Wykończenie filtra jest satynowe i pół-matowe, rzekłabym. Na zdjęciu akurat nie udało mi się tego uchwycić bo wygląda, jakby wchłonął się bez śladu :(


Co do hamowania sebum, to sama już się pogubiłam. Zaczęłam używać Sekkisui we wrześniu i mniej więcej do połowy listopada faktycznie, nie tylko ograniczał wydzielanie sebum; sprawdzał się również jako baza pod makijaż, przedłużając trwałość mojego BB kremu. Potem jednak nagle coś się zmieniło i już nie dawał rady, a moja cera zaczyna się obecnie świecić już po 2~3 godzinach od nałożenia. I nie ma znaczenia, że nakładam pod filtr kosmetyki hamujące sebum. Mam wrażenie, że to "wina" zmiany w mojej pielęgnacji, a nie samego kosmetyku. Przecież nagle nie zmienił właściwości ;) Od połowy listopada nie miałam/mam żadnego porządnego lotionu do twarzy, którego mogłabym rano nałożyć na twarz (dopiero kilka dni temu zamówiłam nowy i czekam na paczkę). Wcześniej używałam Hada Labo Kiwamizu i wszystko było ok. Być może to kwestia kaprysów mojej cery. Już raz miałam taką sytuację, że kosmetyk był ok, krzywdy nie robił przez około 2 miesiące - a potem z dnia na dzień zaczął mnie koszmarnie zapychać po każdym użyciu (niczego nowego wtedy nie używałam). Jak wróciłam do niego teraz, po niemalże 8 miesiącach - znowu wszystko ok! Czasem bywa i tak.
Generalnie rzecz biorąc, produkt robi, co ma robić ale nie odpowiadają mi: zapach, drażniąca oczy woń alkoholu i oblepiająco-oleiste uczucie na twarzy, dlatego więcej po niego nie sięgnę.

Gdyby któraś z Was chciała go spróbować, produkt można kupić w sklepie Berdever TU ze zniżką 15% na kod "greentealovex".

poniedziałek, 13 października 2014

Hada Labo UV Whitening Emulsion SPF50/PA+++ [recenzja+skład] [wycofano w 2015]


[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Aktywne składniki/Active ingredients: Ascorbyl Glucoside, Stearyl Glycyrrhetinate; Pozostałe składniki/ Other ingredients: Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Hydrogen Dimethicone, Isononyl Isononanoate, Butylene Glycol, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Polymethacryloyl Lysine, Glycerin, Disodium Phosphate, Ethylhexyl Dimethoxybenzylidene Dioxoimidazoline Propionate, Lauroyl Lysine, Titanium Dioxide, Hydrated Silica, Aluminum Hydroxide, Methyl Hydrogen Polysiloxane, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Methylparaben, Propylparaben.

Przyszedł czas na podsumowanie kolejnego kremu z filtrem/bazy pod makijaż Hada Labo, którego używam od kwietnia tego roku. Wcześniej używałam TEGO filtra od HL, ale stwierdzam, że niebieski jest jeszcze lepszy dla mojego typu cery (tłusta). Biały dobrze mi służył w Polsce ale nie zdał egzaminu, gdy byłam w Anglii... Okazało się wtedy, że nie jest w stanie sprostać wilgotnemu klimatowi i praktycznie już 2 godziny po jego nałożeniu moja twarz okropnie się świeciła - średnio co 2 godziny musiałam biegać do łazienki, zużywając od groma bibułek matujących, żeby wyglądać jak człowiek. 
Ten produkt co prawda w wilgotnym klimacie przetestowany przeze mnie nie został, ale w porównaniu z białą emulsją wypada zdecydowanie lepiej. 

Tak, jak już wspomniałam, Whitening Emulsion jest jednocześnie bazą pod makijaż oraz filtrem przeciwsłonecznym. Zawiera ona witaminę C (niestety, niezbyt trwałą jej postać), która ma pomóc rozjaśnić ciemne przebarwienia oraz zapobiegać nowym poprzez zahamowanie produkcji melaniny w skórze. Formuła zawiera 2 typy kwasu hialuronowego dla nawilżającego efektu. Emulsja nie jest odporna na działanie wody, potu czy sebum. Filtry w niej zawarte to (od tego, który występuje w największej ilości):  
*Ethylhexyl Methoxycinnamate (metoksycynamonian etyloheksylu - filtr chemiczny), 
*Zinc Oxide (tlenek cynku - fizyczny),  
*Ethylhexyl Dimethoxybenzylidene Dioxoimidazoline Propionate (chemiczny) oraz  
*Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu - fizyczny).

Do zużycia mamy 38ml produktu.


Opakowanie jest plastikowe, pół-przezroczyste (ale tylko pod światło), zakończone "dziubkiem" z wąskim otworem. W środku znajduje się kuleczka rozrzedzająca kosmetyk - trzeba pamiętać o energicznym wstrząśnięciu opakowaniem przed każdym użyciem. 

Konsystencja produktu to typowa emulsja - rzadka i wodnista. Dzięki temu niezmiernie łatwo i szybko nanosi się ją na skórę.  Początkowo może wydawać się, że jest dosyć tłusta, ale jeśli poświęcimy dłuższą chwilę na wklepanie produktu do końca, okaże się, że wykończenie jest bardziej w stronę pół-matowego, aniżeli wilgotnego. Bardziej matowego, niż w przypadku białego filtra HL, co jest zaletą dla osób z przetłuszczającą się lub mieszaną cerą. Tak, jak Moisturizing Emulsion, również i ta posiada bardzo przyjemny, delikatny zapach, który kojarzy mi się z wyjściem na plażę ;) 



Kosmetyk na prawej połowie dłoni.
 
HL Whitening Emulsion nie bieli i nie zapycha porów. Bardzo dobrze trzymają się na nim kremy BB, trwałość których przedłuża. Ponadto BB nałożone na emulsję HL wyglądają naturalnie. Sama emulsja też ładnie trzyma się bez spływania, bez świecenia praktycznie aż do wieczora. Przez całą wiosnę, lato, aż do teraz nie opaliłam się ani trochę w miejscach, gdzie nakładam ten produkt. Jedna uwaga - jeśli używacie tej emulsji, to musicie ją zmywać dobrym olejem lub micelem i pianką - inaczej mogą powyskakiwać Wam gule.

Generalnie nie mam jej nic do zarzucenia i pewnie nie raz będę do niej wracała.

Cena/ Pojemność: 38ml - ok.26zł (rakuten), ok.52zł (ebay1), 45zł (ebay2)

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...