Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shiseido. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shiseido. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2015

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka różnych typów kosmetyków, o których nieco więcej mojego słowotoku poniżej.

Szampony

  • Joico K-Pak Color Therapy - o ile dobrze liczę, moje poszukiwania szamponu idealnego trwają już jakieś... 2.5 roku? Przez ten czas wypróbowałam dziesiątki różnych produktów różnych firm, od takich za parę złotych po takie za dwucyfrową kwotę powyżej 50zł - i zawsze coś było nie tak. Albo przetłuszczały mi się włosy w błyskawicznym tempie, albo szampon robił mi z nich po kilku miesiącach tragiczne, łamliwe siano. O produktach Joico usłyszałam po raz pierwszy dawno temu w filmiku Bubzbeauty na Youtube, a przypomniałam sobie o nim dopiero wtedy,  gdy skończyły mi się już pomysły na to, jaki kolejny szampon wypróbować. Zwłaszcza, że cena troszeczkę uszczupla portfel. Najpierw kupiłam miniaturkę odbudowującego K-Pak Damage Therapy - starczył na 2 mycia i efekt przeszedł moje oczekiwania (w dodatku dostałam komplement, że fajnie się obcięłam... a ja tylko umyłam włosy nowym szamponem!) no ale.... właśnie, jak już jakiś szampon mega nawilża i odżywia włosy tak, że odblask wali po oczach to jednocześnie powoduje super szybkie przetłuszczanie na skórze głowy :/ Sięgnęłam więc po Color Therapy i... aktualnie zaczęłam drugie opakowanie. Znaczy się, jestem bardzo zadowolona. Dobrze chroni kolor, świetnie oczyszcza ale także nawilża i zmiękcza włosy (z czasem - im dłużej się go stosuje, tym lepszy efekt). Po 2 miesiącach widzę wyraźną poprawę stanu kosmyków. No i nie powoduje przyspieszonego przetłuszczania! Na razie jest jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, że mój ci on ale bardzo dobrze rokuje. Polecam.
  • Timotei Jericho Rose Wymarzona Objętość - kupiłam to coś, gdy czekałam na paczkę zawierającą Joico, której w końcu zajęło to 3 tygodnie :] Taka "zapchajdziura" w tzw. międzyczasie. Obiecanej objętości całkowity brak, w dodatku nie dawał rady utrzymywać świeżości włosów przez 2 dni, a w końcu zaczęła mnie po nim swędzieć skóra głowy. Jednym słowem drogeryjny bubel. Skład miał dobry i bez silikonów, ale co z tego. Szczerze odradzam.
  • GOSH Professional Color Rescue, szampon do włosów farbowanych - na początku stosowania napaliłam się na niego, jak szczerbaty na suchary, gdyż wydawał się być moim ideałem. Świetnie oczyszczał, trzymał włosy w stanie świeżości w ekstremalnych przypadkach nawet do 3 dni, zapobiegał przetłuszczaniu, włosy zyskały wizualnie na objętości, świetnie chronił kolor. Niestety, czas zweryfikował ten pogląd, i to trochę boleśnie. Na początku ciężko było mi dojść, o co kaman, i czemu moje włosy zaczynają się stopniowo przeistaczać w suche, łamliwe siano. Na poszukiwanie winowajcy udałam się we włosomaniackie zakątki internetów, gdzie następnie po odpowiedniej lekturze dotarło do mnie, że to chyba przeproteinowanie, a winowajcą są zhydrolizowane proteiny pszenicy (w składzie INCI pod nazwą Hydrolyzed Wheat Protein). Szampon poszedł natychmiast do kosza (i tak już był na wyczerpaniu). Najgorsze, że naprawdę dużo szamponów i odżywek ma to w składzie. Joico na szczęście nie, i dlatego też moja grzywa zaczyna wreszcie wyglądać, jak człowiek zdrowe włosy powinny :D
 Kosmetyki do ciała


  • Crystal Essence Mineral Deodorant Roll-On Pomegranate - dość powiedzieć, że używam od jakichś 2 lat, najpierw wersję z rumiankiem i zieloną herbatą -  a po wycofaniu tej wersji z Rossmanna (czemu??) przerzuciłam się na granat.
  • The Body Shop Fuji Green Tea żel pod prysznic - tegoroczna nowość; nie ukrywam, że informacja o tej serii mnie niezmiernie ucieszyła, gdyż jestem fanką wszystkiego, co ma zapach/smak zielonej herbaty (w życiu byście się nie domyślili, nie? ;p). To już moje drugie zużyte opakowanie pod rząd, co też mówi samo za siebie. Cudowny, odświeżający, idealny zapach na ciepłą wiosnę i lato. Dobrze się pieni i nie trzeba do tego dużo produktu, dzięki czemu zużywa się wolniej, niż inne. Teraz kuszą mnie produkty z serii Virgin Mojito ;D
 Kosmetyki do twarzy


 Tutaj same miniaturki.
  • Shiseido Anessa Perfect UV Sunscreen SPF50/PA++++ - przyszedł wreszcie czas na zakup legendarnych kremów z filtrem Anessa, a na pierwszy ogień poszła wersja złota. W miniaturce, tak na wszelki wypadek, gdyby coś mi się nie spodobało. Na pewno kupię znowu, tym razem pełne opakowanie ale nie wiem, czy to mój ulubieniec. Na pewno świetnie matuje, ale też podkreśla suche skórki, których jakoś nie potrafię rozgonić na cztery wiatry. No i ten wybitnie silikonowy film na twarzy...
  • Laneige Power Essential Skin Refiner Moisture - lotion z serii podstawowej, wersja nawilżająca. Zimą nie dawał rady, wiosną już był zbyt bogaty i powodował przetłuszczanie cery. Nic specjalnego, nie kupię pełnowymiarowego opakowania.
  • Laneige Original Essence White Plus Renew - to już moja n-ta zużyta miniaturka, używam takich od ponad roku. Razem z lotionem z tej samej serii to moje must-have na wiosnę i lato (w sumie na cały rok), święte graale matujących kosmetyków dla cery tłustej. I na razie nic nie jest w stanie ich pobić. A do tego w błyskawicznym tempie pomagają pozbyć się najbardziej upartych potrądzikowych przebarwień i delikatnie rozjaśniają cerę przy dłuższym stosowaniu. Nawet VC Effector przy nich wymięka. 
A co Wam przypadło do gustu spośród kosmetyków w zeszłym miesiącu?  

 

niedziela, 22 marca 2015

Japońskie i koreańskie kosmetyki - wybrane nowości wiosna 2015, cz. 1

Ostatnio bardzo często widuję tu i ówdzie zapowiedzi nowych kosmetyków, zmian w tych już istniejących oraz odświeżenie wizerunku całych serii. Uznałam więc, że czas na małe podsumowanie, co nowego w trawie piszczy. Oczywiście wszystkiego jest zdecydowanie zbyt dużo, żebym była w stanie to opisać - wybrałam więc najciekawsze, moim zdaniem, nowości.

1. Shiseido Tsubaki - tutaj producenci postanowili odświeżyć serię, zmieniając wygląd opakowań, likwidując praktycznie całą serię Head Spa (nieeeeeeeeeeee!!!!! jak mogliście mi to zrobić :'( ), zamiast niej wprowadzając fioletową linię Volume Touch i zmieniając nazwę serii Shining na Extra Moist. [Wie ktoś, dlaczego na rynku japońskim nie ma szamponów do włosów farbowanych? Czy tylko ja źle szukam?]

Nowa seria Volume Touch jest chyba adresowana do kobiet w kwiecie wieku o przerzedzających się włosach - ale z tego, co widzę szampon nie zawiera silikonów, więc bardzo chętnie go wypróbuję, jako że silikony w szamponach przyspieszają przetłuszczanie moich włosów; objętości też moim włosom brak.
Każda seria będzie się składać z szamponu, odżywki oraz treatment (a gdzie maski, ja się pytam?!?!?). 
Pozostawią kilka dodatkowych produktów, który dotychczas były w ofercie, jak serum bez spłukiwania Damage Care, wzmacniający spray z linii Shining oraz Damage Care (pełnowymiarowe opakowanie i wersja "do torebki"), czysty olejek z kamelii, a także serum nabłyszczające Head Spa.



2. Laneige - w sieci aż buzuje od informacji o nowych, dwutonowych pomadkach, nowej wersji niezmiernie popularnego sleeping packu oraz nowych ampułkach z linii White Plus Renew.
Jeśli chodzi o pomadki, które nazywają się Two Tone Lip Bar,
to większość z nich tworzy ciekawy, gradientowy efekt. Niektóre wyglądają beznadziejnie (efekt przygryzionych, tudzież wampirzych ust), niektóre ślicznie. Szczególnie podobają mi się nr. 3, 4, 6 i 7.

Wersja ze strony malezyjskiej

Wersja ze strony koreańskiej, cz. 1
Wersja ze strony koreańskiej, cz.2
A które Wam się podobają?

Kolejną nowością jest ulepszona wersja sleeping packa, zwana teraz Water Sleeping Mask,  

który rzekomo został dopasowany do naszego naturalnego rytmu dobowego, tzn. ma działać jeszcze lepiej, gdy my sobie śpimy z nim na paszczy. Promowanymi w tym produkcie składnikami są Sleep-Tox (oczyszcza cerę), Moisture Wrap (zapobiega utracie nawilżenia), oraz Sleepscent (pomaga się zrelaksować i zasnąć). Oczekujący na patent Sleepscent powstał dzięki olejkom esencjonalnym z ylang ylang, róży, kwiatu pomarańczy, drzewa sandałowego i innych.
Ostatnio przy okazji zamawiania rzeczy na Yesstyle zamówiłam wreszcie próbkę tegoż sleeping packu i.....srodze się zawiodłam. Internety pieją, blogerki och-ują i ach-ują, a tu takie coś....? I gdzie ten zapach Sleepscent, który ma pomagać zasnąć, bo ja nic nie czuję (a węch to ja mam dobry)? Nie mówiąc o tym, że marnie nawilża. Coś mi się wydaje, że ta próbka musiała być przeterminowana bo niemożliwe, żeby to był taki bubel :P Zamówię ją jeszcze raz, tym razem z bardziej sprawdzonego źródła.

Przedźmy zatem do kolejnej nowości, a mianowicie White Plus Renew Spot Ampoule.

Ampułka jest w sumie taką skoncentrowaną wersją essence z tej samej linii (z której ja jestem BARDZO zadowolona). Producent podaje, że zawiera 2 razy więcej składnika Mela-Crusher /rozbijającego nadmiar melaniny w skórze/, 2 razy więcej ekstraktu z polisacharydów zielonej herbaty, 2 razy mocniej rozjaśnia/nawilża; zawiera także witaminę B5, a 11% składu to stabilna pochodna witaminy C. Faktycznie jest stabilna, sprawdziłam już skład.
Jedna ampułka ma starczyć na tydzień (wyliczyli, że w jednej mieści się 28 porcji), a ampułek w całym opakowaniu jest 4. Czyli mamy zapas na miesiąc.  
Two Tone Lip Bar 
Water Sleeping Mask
White Plus Renew Spot Ampoule

3. NOV - firma odświeżyła nieco swoją serię kremów z filtrami, zmieniła składy tu i tam oraz wprowadziła nowy produkt, NOV UV Milk EX SPF32/PA+++, którego wg producenta można zmyć wodą, jest lekki, nie czuć go na skórze i nadaje się dla całej rodziny. 




Filtry tej firmy polecane są dla skóry wrażliwej. Jeśli szukasz dobrego filtra wyłącznie mineralnego/fizycznego, to właśnie coś dla Ciebie. Wszystkie filtry NOV, oprócz nowego, są uootaafuruufu, czyli wodoodporne ("waterproof" w katakanie - ten japoński jest czasami uroczy! ;p). 

http://www.nov.jp/shop/lp/novuvex_1503cp.aspx 

4. Shiseido Anessa - tego roku Shiseido wprowadza nowy produkt (edycja limitowana) do linii kremów z filtrem Anessa. Jest to spray z filtrem do ciała i włosów (tak, tak!) Anessa Perfect Essence UV Spray SPF50/PA++++

 
Zostawia na skórze satynową warstwę, która się nie lepi i nie bieli. Jest wodoodporny.

http://www.shiseido.co.jp/anessa/about.html?rt_bn=fb20150320#feat-2

5. Kanebo Allie - Allie również wprowadziło na rynek nową, ulepszoną wersję filtra Allie Extra UV Gel (Mineral Moist) N /w rankingu japońskiego portalu Cosme zdobył tytuł najlepszego kremu z filtrem 2014/, który zwie się teraz Allie UV Mineral Moist NEO SPF50/PA++++, a którego reklamuje znana aktorka Keiko Kitagawa.  Króciutki filmik reklamowy można obejrzeć tu:  https://www.youtube.com/watch?v=waOr1tgxjqY.


Kosmetyk jest wodo-, poto- i sebumodporny; może być stosowany podczas wypoczynku w górach, nad morzem, uprawiania sportów na zewnątrz, jak i po prostu w mieście. Można go aktualnie nabyć w niezwykle, jak na japoński rynek, pojemnym opakowaniu 90g oraz standardowym 40g. Jest bezzapachowy i zawiera m.in. kwas hialuronowy, kolagen oraz ekstrakt z prosa jerozolimskiego. 
http://www.kanebo-cosmetics.jp/allie/products/ 

Część druga już w tym tygodniu!

niedziela, 28 grudnia 2014

Shiseido Tsubaki Shining Conditioner (stara wersja) [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Sorbitol, Stearyl Alcohol, Dimethicone, Isopentyldiol, Dipropylene Glycol, Behentrimonium Chloride, Ethylhexyl Palmitate, Glutamic Acid, Hydrogenated Polyisobutene, Arginine, Aminopropyl Dimethicone, Hydroxyethyl Urea, Polysilicone-13, Steartrimonium Chloride, Camellia Japonica Seed Oil, PEG-90M, Lactic Acid, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Camellia Japonica Leaf Extract, Isopropyl Alcohol, Stearyl PG-Dimethylamine, Salicylic Acid, Ammonium Lactate, PPG-7/PEG-30 Phytosterol, Cetrimonium Chloride, Butylene Glycol, Tocopherol, Silica, BHT, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Fragrance, CI 17200 (Red 227), CI 19140 (Yellow 4).

Shiseido Tsubaki Shining jest drugą odżywką z serii, którą miałam okazję wypróbować. Wcześniej używałam Damage Care, a niedawno wreszcie w moje ręce wpadła Head Spa. W porównaniu z tymi dwoma wersja Shining niestety wypada najgorzej - choć początkowo zapowiadała się całkiem obiecująco. 

Ten rodzaj odżywki polecany jest głównie do włosów matowych i pozbawionych blasku. Akurat tego mi jeszcze jakiś czas temu brakowało - odżywka Damage Care co prawda świetnie nawilżała i chroniła wlosy przed łamaniem oraz rozdwajaniem, ale blasku niet - więc kupiłam tenże produkt. Tsubaki Shining ma nadać grzywie niesamowity blask oraz miękkość, wygładzić, nawilżać, odżywiać i generalnie sprawiać, żeby wszyscy naokoło robili "och" i "ach" na ich widok. 
Jak się jednak okazuje, po zastosowaniu Tsubaki Shining znajomi co najwyżej patrzą krzywo na Twoje kudły i pytają, co ci się stało, że masz takie matowe i suche końcówki (wzięte z autopsji). Aha.

Odżywka zawiera m.in.:
- argininę (naturalny aminokwas; nawilża, wzmacnia włosy i przyspiesza ich porost)
- mocznik (nawilża, regeneruje)
- olejek z nasion kamelii japońskiej
- kwas mlekowy (należy do grupy kwasów AHA; ma działanie nawilżające, złuszczające, odmładzające)
- ekstrakt z liści kamelii japońskiej 
- witaminę E (chroni komórki przed wolnymi rodnikami)
- filtr UV [Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine/ Tinosorb S - chemiczny] dla ochrony przeciwsłonecznej (zapobiega niszczeniu komórek melaniny).

Poniżej najnowsza reklama serii (no, akurat szamponów ;p), w której występuje m.in. Haruna Kojima, jedna z japońskich idolek oraz wokalistek mega-popularnej grupy AKB48:


Odżywka, którą używałam, miała 550ml pojemności - po jej zużyciu można zakupić tańsze opakowanie uzupełniające (400ml); dostępna jest również standardowa wersja 220ml. Opakowanie to starczyło mi na ok. 4~5 miesięcy. Wybaczcie te niezbyt fortunne zdjęcia >_<
 
Pompkę na czubku opakowania można zakręcić z powrotem, jeśli chcemy produkt zabrać gdzieś ze sobą. Na pewno nic się nie wyleje.

Sama odżywka jest nieco gęstej konsystencji ale jeśli nałoży się ją na włosy bez uprzedniego odciśnięcia resztek wody w ręczniku, to szybko spłynie do wanny. Pomimo silikonu wysoko w składzie nie ma się odczucia, jakbyśmy nakładali na kosmyki pastę silikonową, co uważam za plus.

Tsubaki Shining ma bardzo ładny zapach, coś w rodzaju miksu miodu i kwiatów. Lepszy od nieokreślonej woni Damage Care ale jednocześnie nie tak cudowny jak Head Spa, która i w tym aspekcie bije ją na głowę. Zapach utrzymuje się na włosach ale krótko, zaledwie kilka godzin. Co do działania, to produkt się nie popisał. Zamiast nadawać blask - matowi. Włosy wyglądają po niej bez życia. W dodatku jak lekko tłustawe strąki już na drugi dzień (normalnie tak nie mam). Nie chroni włosów tak dobrze przed łamliwością czy rozdwajaniem końcówek jak Damage Care. Uważam zakup tej odżywki za stratę czasu i pieniędzy. 

Cena/Pojemność: 
220ml - 9.60~49zł (ebay1/ebay2/ ebay3/rakuten1/ rakuten2/ berdever)
550ml - 25~89zł (ebay1/ ebay2/ebay3/rakuten1/rakuten2/ berdever)
400ml opakowanie uzupełniające - 20~60zł (ebay1/ebay2/rakuten1/ rakuten2/berdever )

piątek, 12 grudnia 2014

Limitowana edycja szamponu i odżywki Shiseido Tsubaki!

A co tu się porobiło? Limitowana edycja Shiseido Tsubaki! 

Nazywa się Fresh Pure Oil 2014 i zawiera wysokie stężenie oleju z kamelii, lecytynę, argininę, sorbitol, olejek rozmarynowy, ekstrakty z: soi, dziurawca, kwiatu rumianku, perełkowca (który pobudza włosy do wzrostu!), wyciągi z: tymianku wąskolistnego, skalnicy, japońskiej rośliny o nazwie ashitaba, a także liści i kwiatów kamelii, które to były zbierane tej jesieni (również przez pracowników Shiseido), a następnie zostały składnikami tejże serii (tak przynajmniej twierdzą na stronie ;p). Ma kwiatowy zapach. 
Nie wiem, jak Wy ale ja muszę dorwać odżywkę :D

poniedziałek, 24 listopada 2014

Shiseido Aqualabel Wash EX [recenzja+skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Water, Glycerin, Stearic Acid, Myristic Acid, Potassium Hydroxide, Lauric Acid, PEG-8, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Glyceryl Stearate SE, PEG/PPG-14/7 Dimethyl Ether, Polyquaternium-39, Rosa Canina Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Hydroxyproline, Soluble Collagen, Panax Ginseng (Ginseng) Root Extract, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Methylparaben, Propylparaben, Phenoxyethanol, Fragrance, Iron Oxides.   

Minęły już ponad 2 miesiące, odkąd dostałam paczkę od Berdever dzięki nawiązanej z nią współpracy. Znalazła się w niej m.in. pianka do mycia twarzy Shiseido Aqualabel Wash EX z linii przeciwstarzeniowej. Jako, że produkt jest już na wykończeniu, to zabrałam się za pisanie recenzji. 
Przyznam się, że jestem lekko zdziwiona, że skończyła się tak szybko. Kiedyś miałam piankę Shiseido Perfect Whip o pojemności 120g, która starczyła mi na chyba nawet 7 miesięcy - Aqualabel ma 110g i kończy mi się po 2 miesiącach o_O Nie, nie zjadłam jej, za każdym razem stosowałam przepisowy 1cm paseczek produktu (no dobra, może trochę więcej ^^'). Tak się składa, że również i tonik Hada Labo dobija denka. Ale fakt, HL Kiwamizu używałam w niektóre dni częściej, niż 2 razy dziennie.

Dlaczego wybrałam Aqualabel? Jakiś czas temu czytałam recenzję m.in. pianki (wersji nawilżającej) u Black Cat, która była bardzo pozytywna, co zachęciło mnie do spróbowania produktów z tej linii. Zdecydowałam się jednak na wersję anti-aging. 
Ciekawostka: podczas szukania informacji na jej temat natrafiłam na komentarz jakiejś Azjatki, która napisała, że ona do takich tanich kosmetyków nawet z kijem by nie podeszła :P Chociaż wiem, że dziewczyny/panie ze Wschodu preferują drogie i porządne produkty (w sumie jest to logiczne) to mimo wszystko uśmiechnęłam się, widząc ten komentarz. A to dlatego, że jest to obecnie najlepsza pianka, jakiej używałam - choć używałam już droższych, choćby Elixir Superieur, która - mimo, że droższa - ma gorszy i bardziej ubogi w ekstrakty skład. Kolejny raz przekonuję się, że o kosmetyku nie świadczy jego cena, a skład.
Z drugiej strony czytałam gdzieś, że linia przeciwstarzeniowa Aqualabel zbiera wyśmienite recenzje wśród tajwańskich oraz japońskich celebrytów - i komu tu wierzyć :D? Ja ufam swojej skórze, która bardzo tę piankę polubiła ;)

Aqualabel Wash EX zawiera glicerynę, ekstrakt z dzikiej róży, nawilżający kwas hialuronowy, hydroksyprolinę (jeden z aminokwasów, główny składnik białka kolagenu - odgrywa znaczącą rolę w stabilności kolagenu; jego poziom obniża się wraz z wiekiem), kolagen i ekstrakt z korzenia żeńszenia. Według opisu ma oczyszczać i usuwać martwe komórki naskórka, pozostawiając skórę gładką i nawilżoną, zapobiegać jej przedwczesnemu starzeniu, a także wzmacniać jej elastyczność. 
Kosmetyk dostajemy w standardowej tubce z miękkiego plastiku,  która mieni się na złoto i jest zamykana na zatrzask.

Mam nadzieję, że zdjęcia są dobrej jakości? Robiłam je smartfonem bo przyszedł moment, w którym mój telefon robi lepsze zdjęcia, niż mój aparat (R.I.P Canon Ixus 80 IS).... A póki co, widoków na nowy, lepszy nie mam bo muszę oszczędzać na inne, nie cierpiące zwłoki sprawy :(
Producent deklaruje, że zapach jest jaśminowo-różany ale dla mnie pianka delikatnie pachnie woskiem pszczelim - co mi się bardzo podoba bo jak dotąd żadna, której używałam, nie pachniała. Produkt jest konsystencji kremowej, bardzo dobrze się pieni. 

 
 
Tutaj chciałabym wspomnieć o tym, jak myję twarz. Na stronie Aqualabel jest fajny obrazek wskazujący, na które jej partie w szczególności zwrócić uwagę podczas czyszczenia. Moim zdaniem jest to istotne, zwłaszcza w przypadku cer tłustych i/lub ze skłonnością do wyprysków/zaskórników. Po tym, jak zaczęłam trzymać się tego schematu, zauważyłam o wiele mniej podskórnych grudek i zaskórników w tychże miejscach:

http://www.shiseido.co.jp/sw/products/SWFG070410.seam?online_shohin_ctlg_kbn=2&shohin_pl_c_cd=019101
Żeby włosy nie wchodziły mi w paradę, kupiłam sobie ze 2 lata temu miękką opaskę Innisfree (ale można taką kupić wszędzie, choćby w Rossmannie), która trzyma kosmyki w miejscu, dzięki czemu można się bez przeszkód maziać do woli w najodleglejszych kątach facjaty. Na czole i policzkach zaleca się stosować okrężne ruchy w kierunku zewnętrznym - przy policzkach należy jednak uważać ze względu na delikatną skórę wokół oczu. Przy oczach używam palców serdecznych, stosując delikatny ruch wymiatający, również w kierunku zewnętrznym. Następnie podkładam złączone dłonie pod strumień lekko chłodnej wody i ochlapuję twarz, jednocześnie rozdzielając dłonie w kierunku na zewnątrz twarzy (często można zaobserwować ten sposób w koreańskich dramach :p),  starając się jej nie dotykać. Resztki pianki bardzo łatwo i szybko schodzą, dzięki czemu czynność ta nie wymaga tarcia czy naciągania skóry. To jest ogromna zaleta pianek - z żelami do twarzy takie coś nie przejdzie. Na końcu osuszam cerę, delikatnie przykładając (nie pocierając!!) mały ręczniczek, czasem ręcznik papierowy. Et voilà.

Okazało się również, że pianka ta (pewnie każda inna azjatycka też) daje sobie radę z usuwaniem filmu po olejach do demakijażu. Tego roku po raz pierwszy przyszło mi używać olejów, które zostawiają film nawet po ich spłukaniu (Cow Mutenka i Shu Uemura Porefinist). Żel do mycia twarzy Tołpa nie dawał sobie z nim rady, wskutek czego zaczęło mi przybywać zaskórników. Po użyciu Aqualabel okazało się, że zmywa resztki filmu po olejach bez śladu, co mnie bardzo ucieszyło bo oznaczało to, że nie muszę się ich pozbywać. Pianka zostawia skórę czystą i miękką, nie ma na niej oznak wysuszenia. Używam jej zarówno rano, jak i wieczorem. 
To bodajże jedyny kosmetyk z paczki, w którym nie mam się do czego przyczepić. Jest moim aktualnym numerem 1, do którego będę chętnie wracała - ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała kolejnej rzeczy ;) Dlatego też w moich ostatnich zakupach kosmetycznych znalazła się wersja nawilżająca (czerwona) i to jej będę teraz używać. Jestem ciekawa, która z nich okaże się lepsza.

Piankę możecie oczywiście nabyć w sklepie Berdever TU, ze zniżką 15% na kod "Greentealovex".

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...