Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do demakijażu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do demakijażu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2015

Shu Uemura Porefinist Anti-Shine Fresh Cleansing Oil [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Ethylhexyl Palmitate, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-6 Dicaprate, Dicaprylyl Carbonate, Polyglyceryl-10 Dioleate, Phenoxyethanol, Polybutene, Polyglyceryl-2 Oleate, Dicaprylyl Ether, Tocopherol, Squalane, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Menthoxypropanediol, Carthamus Tinctorius (Safflower) Oil, Capryloyl Salicylic Acid, Propylene Glycol, Capryloyl Glycine, Sarcosine, Prunus Cerasus (Wild Cherry) Extract, Cinnamomum Zeylanicum (Ceylon Cinnamon) Extract, Prunus Yedoensis (Yoshino Cherry) Leaf Extract, Parfum.

Według azjatyckiego podejścia do pielęgnacji cery porządne oczyszczanie twarzy to absolutna podstawa. Jeśli skóra nie jest dogłębnie oczyszczona, nie będzie wchłaniała dobroczynnych składników z kosmetyków tak dobrze, jakby mogła. Poza tym nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że zalegający brud, pot i sebum powodują zapchanie porów i powstanie zaskórników, co szczególnie łatwo przychodzi osobom z tłustą czy mieszaną cerą.  Przyczynia się to choćby do utraty blasku czy przejrzystości - cera wygląda na zmęczoną i ziemistą. Według cytatu ze strony Shu, którego autorem jest Kakuyasu Uchiide (ich międzynarodowy dyrektor artystyczny), "Oczyszczanie to pierwszy krok do posiadania cery w najlepszym możliwym stanie; jest on niezbędną częścią makijażu" [luźne tłumaczenie]. Panu chodzi o to, że żaden makijaż nie wygląda ładnie, gdy skóra ma powiększone, a co gorsza zapchane, pory - a olej Shu oczywiście ten problem rozwiązuje ;D

W Azji popularna jest technika podwójnego oczyszczania, w której często wykorzystywane są: olej, a następnie pianka. I ja właśnie tych dwóch typów produktów używam :) 
Kilka miesięcy temu miałam okazję rozpocząć testowanie oleju Shu Uemura Porefinist dzięki współpracy z Agą i jej sklepem Berdever. Dzisiejszy post będzie więc niejako podsumowaniem tego czasu - a na końcu ujawnię, co myślę o kosmetyku.



Porefinist jest reklamowany jako lekki, nietłusty olej przeznaczony do cery tłustej (niemalże masło maślane ;p), likwidujący zaskórniki, zmniejszający pory oraz produkcję sebum. Blogger nie pozwala mi znaleźć filmiku reklamującego olej na dostępnej liście, więc wrzucę go "luzem", o tu: https://www.youtube.com/watch?v=xFwxrafdcfo. Olej nadaje się również do skóry wrażliwej (wg producenta). Jest niekomedogenny.

Najbardziej "rozdmuchanym" przez reklamy/blogerki składnikiem oleju jest wyciąg z liści sakury (japońskiej wiśni) ale to nie on gra tu główne skrzypce; poza tym i tak jest niemalże na samym końcu składu. Praktycznie każdy ekstrakt lub składnik o dobroczynnych właściwościach występuje tutaj w ilości poniżej 1%, więc nie ma się czym ekscytować ;) Ale dla porządku wymienię, co jeszcze tu mamy: witaminę E, olej jojoba, olej z krokosza barwierskiego, kwas kapriolowo-salicylowy (LHA), a także ekstrakty z: dzikiej wiśni, cynamonu cejlońskiego oraz wspomnianej już wiśni japońskiej. Dzięki działaniu LHA następuje lepsze wchłanianie substancji aktywnych zawartych w kosmetykach; działa on także przeciwzapalnie i antybakteryjnie, sprzyja więc procesowi gojenia się wyprysków i podrażnień na cerze trądzikowej.
Teraz mała, dodatkowa uwaga na jego temat ;) Na kartoniku jest napisane, że produkt został przebadany okulistycznie. Ok ale.... powiem tak. Nie róbcie tego błędu, co ja  i nie używajcie go do usuwania makijażu oczu!!!   
Ja tak zrobiłam. 
Auć. 
Oczy jeszcze przez tydzień dochodziły do siebie... Ponadto musiałam wypłukiwać resztki oleju wywarem ze świetlika przez cały następny dzień bo podrażniał mi gały ;) No i nie powinny go używać osoby uczulone na aspirynę.

Produkt dostajemy w fajnym, papierowo-plastikowym kartoniku, w 70% z recyklingu (przepraszam, zdjęcia nie ma). Ja wybrałam sobie pojemność 150ml ale jest też dostępny w 450ml butelce.

Opakowanie jest śliczne moim zdaniem :D Bardzo podoba mi się ten odcień różu, nawiązujący zapewne do sakury. Jest ono zrobione z wytrzymałego plastiku. Pompkę można zakręcać, co blokuje przepływ kosmetyku ale wadą jest to, że w podróży może się ona sama przekręcić i produkt się wyleje. Przydałby się klips zabezpieczający, jak w innych olejach. W produkcie za taką cenę powinni się o to postarać. Na początku miałam lekki problem, żeby przyzwyczaić się do odpowiedniej metody nacisku i za każdym razem strumień oleju szybował w tempie światła na drugą stronę łazienki, rozchlapując się o ścianę nad wanną (dobrze, że farba jest wodo- i olejoodporna!). Szybko jednak wypracowałam sobie odpowiednią metodę - najlepiej jest wziąć butelkę do ręki i wolno, ostrożnie nacisnąć, a wtedy spokojnie można sobie nalać odpowiednią ilość w zagłębienie drugiej dłoni. 

Było mi trochę trudno przyzwyczaić się również do konsystencji oleju. Ja bardzo lubię wodniste oleje ale ten jest jeszcze bardziej rzadki, niż FANCL! Z tym jednak też się prędko uporałam, więc już nigdzie nie ścieka ;D Muszę przyznać, że to ideał dla tłustej cery. Potwierdzam, że nie zapycha. No i pięknie pachnie sakurą :))) 

Strzelenie tej foty graniczyło niemalże z cudem ;p
Przejdźmy zatem do relacji z tego, jak olej się spisuje.
No więc upaćkałam się: korektorem Lioele, mega-wszystkoodpornym tuszem Fasio, wodoodpornym eyelinerem Creer Beaute, cieniami Rimmel oraz kremem BB Holika Holika Luminous Silk. Zostawiłam na jakieś 10-15 minut do wyschnięcia.
 
A tu olej wkracza do akcji. Korektor, cienie i BB poległy od razu w pierwszym starciu.

 Ciąg dalszy masakry na kosmetykach. Tusz oraz eyeliner ciągle się opierają.

Następuje moment emulsyfikacji oleju wodą! Czy naszemu bohaterowi uda się pokonać tusz i eyeliner....?

Ta-daaaaaa! Zwycięstwo! :D

Porefinist bardzo dobrze oczyszcza - mimo używania zapychającego filtra, pory były za każdym razem czyste, wymiatał wszystko [przypominam, że ten olej trzeba po wstępnym masażu dokładnie zemulsyfikować wodą i dopiero potem spłukać]. Wizualnie trochę je zmniejsza, mam wrażenie, że przez ostatnie kilka miesięcy generalnie się nieco skurczyły - zaskórników też jest o wiele mniej - ale nie wiem, na ile to zasługa oleju, a na ile innych kosmetyków.  Będąc super-skutecznym jest jednocześnie delikatny dla cery; ma się po nim uczucie jedynie delikatnego ściągnięcia ale nie wysuszenia. Wpływu na wydzielanie sebum nie zauważyłam. Dzięki zawartości kwasu LHA pomaga pozbyć się większości suchych skórek - choć gdy nadchodzi suchy sezon grzewczy, nie do końca je wymiata. 
Jedna mała wada: olej zostawia film po spłukaniu. Mi to jednak nie przeszkadza, gdyż zaraz idzie w ruch pianka, która pozbywa się go bez problemu (i śladu).


Podsumowując, olej mi się bardzo spodobał i wskoczył do top czwórki moich ulubionych olejów, obok FANCL, Shu Uemura Anti/Oxi oraz Cow Mutenka. Jest lekki, porządnie oczyszcza i relaksuje dzięki zapachowi sakury ^^ Do zmycia makijażu oczu i tak zawsze używam Biodermy Sensibio plus delikatniejszych olejów, więc nie przeszkadza mi fakt, że z tym produktem oczy lepiej omijać ;)

Olej można kupić TU w sklepie Berdever.

piątek, 29 sierpnia 2014

Zdjęciowy spam, czyli co na moim instagramie piszczy ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mają konta na instagramie - a była już kiedyś prośba, żebym od czasu do czasu udostępniła to, co tam zamieszczam, tutaj na blogu. Niniejszym więc :-) prezentuję kilka co ciekawszych, pstrykniętych ostatnio fotek.

Powyżej - olej do demakijażu Cow Mutenka. Delikatny, w sensie nie wysusza skóry - ale czy dobry? Na razie jeszcze ciężko mi coś na jego temat jednoznacznie stwierdzić, potrzebuję porównania z innym olejem.

Olej do włosów Yanagiya (z pestek moreli). Świetne efekty po zaledwie jednym użyciu, niestety, poszło na to pół buteleczki (30ml). Trochę drogi interes ;(

Farba Liese Prettia w odcieniu Natural Mocha. U mnie nie wyszło aż tak fioletowo ale trochę za ciemno, wręcz czarno. Ale w moim przypadku farby Liese w odcieniu ciemnobrązowym bardzo szybko jaśnieją, gdyż kilka miesięcy temu użyłam dwóch jasnobrązowych odcieni. A to, jakie kolory ma się "pod spodem", ma w przypadku tej farby znaczenie. Do tego odcienia nie wrócę.

Maska do włosów Shiseido Tsubaki Damage Care. Już od dawna się na nią napalałam :p i wreszcie udało mi się dostać ją taniej na aukcji ebay. Na razie jestem po jednym użyciu ale już mogę powiedzieć -  JEST GENIALNA.

Próbki esencji koreańskiej luksusowej marki su:m37, Secret Programming Essence. Ma zwalczać pierwsze objawy starzenia, wymazywać istniejące drobne linie/ zmarszczki oraz zapobiegać nowym. Używam dopiero od 2 dni i na razie widzę, że dobrze nawilża. Jak mi się spodoba (a na to się zanosi), to kupię więcej.  Szkoda tylko, że niewygodnie się tę wodnistą ciecz z saszetek wydobywa - trzeba będzie kupić jakieś małe opakowanie.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle Cleansing Oil [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Isohexadecane, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Water, Tocopheryl Acetate, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Isopropyl Myristate, Dicaprylyl Ether, Dicaprylyl Carbonate, Benzyl Salicylate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Sodium Hydroxide, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Hydrolyzed Prunus Domestica (Plum), Laminaria Digitata (Algae) Extract, Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract, Acer Saccharinum (Silver Maple) Extract, Fragrance.

Mam niezłe zaległości, jeśli chodzi o liczbę kosmetyków, których recenzje miałam wystawić - czas zatem je nadrobić! 
Jedną z rzeczy, którą już od dawna miałam zaprezentować, jest olej do demakijażu Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle.... uff, długa nazwa. "Gentle" to niestety on nie jest. Miałam nieprzyjemność używać tego produktu podczas zimowych miesięcy, kiedy to powinnam używać raczej czegoś bardzo delikatnego i nie wysuszającego. Jak dotąd, wypróbowałam 3 z sześciu olejów z serii i ten zdecydowanie jest najgorszy. Jest to typ rozjaśniający cerę (a co za tym idzie, wysuszający) - ale jak już kiedyś mówiłam, nie wierzę, że coś do mycia twarzy daje jakikolwiek efekt poza oczyszczaniem. Oprócz tego w składzie znajdują się: najtrwalsza postać witaminy C, ekstrakty z: śliwki, listownicy palczastej (alga), borówki czarnej, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, klonu srebrzystego oraz witamina E. W opisie oleju znajdziemy informację, że kosmetyk przeznaczony jest do cery typu ziemistego, bez wewnętrznego blasku. Jego zadaniem jest "wymiatanie" martwych komórek wypełnionych melatoniną, zapobieganie jej kumulacji w głębszych warstwach skóry (i to wszystko robi olej? serio?) oraz wyrównanie kolorytu.  


Tak, jak poprzednim razem , kupiłam 50ml próbkę, która starczyła mi na całą zimę - a to dlatego, że w bardzo pochmurne dni nie chciało mi się używać kremu z filtrem, ani tym bardziej BB, więc nie było czego zmywać. Przy codziennym zużyciu starczyłby na ok. 2 miesiące.
Sam olej jest przezroczysty, wodnisty, o delikatnie cytrusowym zapachu i bez problemu daje się go rozprowadzić na skórze. Tak, jak wszystkie oleje Shu, również i ten należy zemulsyfikować (po nałożeniu i dokładnym masażu skropić twarz wodą - kosmetyk się nieco rozrzedza i przybiera postać delikatnej białej piany - a potem całą czynność powtórzyć), a dopiero potem spłukać. 
Jak to zazwyczaj w moich postach o olejach bywa, poniżej prezentacja na dowód, jak dobrze się produkt spisuje:

Do usunięcia: krem BB, szminka, korektor, cień do powiek, wodoodporny eyeliner, wodoodporny tusz.

Po nałożeniu oleju.
Emulsyfikacja.
Gotowe! Ani śladu po kosmetykach.
Tak więc jeśli chodzi o oczyszczanie, Whitefficient sprawuje się świetnie. Nigdy mnie nie zapchał, skutecznie usuwał, co miał usuwać. Tak skutecznie, że razem z  kosmetykami zdzierał warstwę ochronną na mojej skórze, wysuszając cerę na wiór ;) Trzeba się było błyskawicznie ratować tonikiem z kwasem hialuronowym i kremem. Z tego też względu więcej go nie kupię bo używałam już lepszych. Żadnego wyrównania kolorytu cery, czy też choćby najmniejszego rozjaśnienia nie zauważyłam.


Cena/Pojemność: 50ml - od 32zł (ebay); 150ml - od 103zł (ebay); 450ml - od 254 zł (ebay)

sobota, 31 maja 2014

Denko maj 2014

Ostatnimi czasy prawie wszystkie blogi oraz kanały YT biorą udział w tzw. "projekcie denko", co miesiąc prezentując zużyte kosmetyki. Postanowiłam do tego projektu dołączyć i ja :D
Przedstawię dziś, co udało mi się zużyć w miesiącu maju. A były to:

 Dokładnie 6 produktów. Przedstawię je Wam poniżej:

1) Liese Prettia w kolorze Royal Chocolat




Wstyd się przyznać ale mimo tego, że od roku farbuję włosy Liese, dopiero drugi raz pod rząd stosuję się do instrukcji x_x No i moja strata, bo dopiero teraz mogę się cieszyć pełnymi efektami. Rację miała AC, jak pisała, że kolor za każdym razem wychodzi inaczej ;p Rok temu, gdy moje włosy nie były jeszcze rozjaśnione, kolor wyszedł dokładnie, jak na opakowaniu (główny wskaźnik na drugim zdjęciu). Teraz - po uprzednim rozjaśnieniu odcieniami Glossy Brown i Marshmallow Brown - wyszedł troszkę jaśniej (ale ciągle tak samo, jak pokazuje opakowanie - 3 wskaźnik na ostatniej fotografii). Po trzymaniu się instrukcji okazało się, że nawet pokrywa siwe włosy w 100% ^^, wobec czego mogę teraz przebierać w odcieniach i bawić się nimi. Już nie mogę się doczekać kolejnej koloryzacji. Będę miała niezły dylemat, jeśli chodzi o wybór ;)

2) kremy BB - Skinfood Good Afternoon Peach Green Tea oraz Skin79 Orange Triple Functions

Wreszcie, po ponad roku czasu, wymęczyłam te kremy do końca ;p Czuję w związku z tym ulgę. Kupując Skin79 po wcześniejszym przetestowaniu próbek byłam przekonana, że wpasowuje się idealnie w moją karnację (porównując do szyi) - niestety, znajomi i rodzina pytali czy jestem chora bo "jesteś taka blada"................... Chyba jednak mi nie pasuje -_-'.
Skinfood z kolei jest niezbyt dobrej jakości, a ja nie lubię takich BB bo wymagają częstych poprawek.

3) próbki: pianka Shiseido Elixir Superieur (Moisture type II) oraz olej do demakijażu Shu Uemura Whitefficient

Piankę udało mi się dorwać za 9zł (pełne opakowanie kosztuje ok. 100zł?) na aukcji ebay u japońskiego sprzedawcy. 35g starczyło mi na całe 2.5 miesiąca! Uwielbiam pianki, są niesamowicie wydajne. Fajny produkt, jak będę kiedyś "przy kasie", to na pewno do niej wrócę. 
Olej natomiast był paskudnie wysuszający - a najgorsze, że używałam go akurat w zimie, jakby mało mojej cerze było suchego powietrza w tamtym czasie ;/ Starczył skubany na całą zimę, bo nie używałam go codziennie.

5) odżywka do włosów Shiseido Ma Cherie Air Feel
Właściwie to nie mam na jej temat do powiedzenia nic poza tym, że fajnie pachnie. Nic specjalnego.


Szczegółowe recenzje już wkrótce! :)

środa, 11 grudnia 2013

Hada Labo Cleansing Oil [recenzja+skład]


[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Ethylhexyl Palmitate, Triethylhexanoin, Sorbeth-30 Tetraisostearate, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Olea Europaea (Olive) Oil, Water, Dextrin Palmitate/Ethylhexanoate, Sodium Acetylated Hyaluronate (Super Hyaluronic Acid), Hydroxypropyltrimonium Hyaluronate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, BHT.

Półtora roku temu (a wydaje mi się, jakby to było 100 lat temu...) oświeciło mnie w kwestii dbania o cerę, dzięki blogowi azjatyckiego cukru. Zaledwie rok wcześniej zaczęłam używać kremu nawilżającego, gdy zauważyłam, że cera zrobiła się jakaś poszarzała (jednak nic nie zdziałał), a jeszcze wcześniej, o zgrozo, nie używałam absolutnie niczego. Tak więc niedługo po tym, jak natrafiłam na jej bloga i przeczytałam wszystko, co tam się znajdowało, zmieniłam diametralnie nastawienie i poszukałam na internecie interesującego mnie zestawu kosmetyków. Jak ochrona przed słońcem - to krem przeciwsłoneczny, jak upiększyć cerę - to krem BB, do tego tonik no i...trzeba to wszystko porządnie zmyć, więc padło na olejek Hada Labo. Pojęcia wtedy nie miałam o wersjach japońskich i chińskich, więc nieświadomie kupiłam oczywiście tę na Azję Płd.-Wsch.

Jak paczka dotarła, to czytam opis na opakowaniu i widzę "bez parabenów, tego i tamtego..", po czym odwracam butelkę, czytam skład i co widzę? Metylparaben. Nie wiem, czy uznali klientów za łatwowiernych analfabetów, ale ja zawsze wszystko sprawdzam, więc nabrać się na hasełka nie daję. W każdym razie, w tym roku chyba poszli po rozum do głowy i postanowili poprzeć obietnice czynem bo metylparaben zniknął ze składu. Być może był tylko i wyłącznie w wersji chińskiej, tego nie wiem. Tak poza tym, w składzie jest olej z oliwy, kwas hialuronowy oraz olejek jojoba.

Zdjęć butelki nie będzie bo niestety wtedy nie pstryknęłam. Na potrzeby blogowe zamówiłam próbki (a jakże, chińskie - innych nie było -_-). Zużycie całego produktu zajęło mi z 4 miesiące. Butelka wyposażona jest w wygodną pompkę, jedna lub dwie porcje wystarczają na umycie całej twarzy. Do tego posiada fajny klips, dzięki któremu możemy ją zabezpieczyć, żeby nam się coś przez przypadek nie nacisnęło i nie wylało.
Sam olejek jest bardzo wodnisty, co bardzo mi się podoba.




Dzięki temu bardzo łatwo się go rozmazuje po twarzy i pod oczami, bez niepotrzebnego naciągania skóry, co jest wg. mnie najważniejszą rzeczą w przypadku olejku do demakijażu. Sam olejek jest bez zapachu.  Pozostawia skórę porządnie czystą, bez żadnego filmu.

A teraz czas na standardowy test skuteczności :)

Jak zwykle: mocno kryjący krem BB, szminka, wodoodporny eyeliner, wodoodporny tusz do rzęs, cień do powiek oraz korektor.

Maziu-maziu ;D

Idealnie czyściutko.
Test wypadł pomyślnie, jednak muszę zauważyć, że musiałam dodatkowo dłuższą chwilę poświęcić na zmycie tuszu do rzęs, co w przypadku olejów FANCL oraz Shu Uemura nie było problemem. Jeśli mamy mocny wodoodporny makijaż, można zastosować dodatkowo technikę emulsyfikacji - po wstępnym rozmazaniu oleju na twarzy i delikatnym masażu, nakładamy troszkę wody na twarz i chwilkę masujemy do pojawienia się białej mazi, po czym spłukujemy. 
Olej ten nie jest moim absolutnym faworytem tylko przez jedną wadę, a mianowicie - lekko wysusza. Nie wiem, czy japońska wersja też tak robi bo jeszcze nie miałam okazji takowej wypróbować - a chińska wersja ma troszkę inny skład. Jak komuś to nie przeszkadza, to olejek na pewno się spodoba. Jest niedrogi, łatwy w obsłudze i skuteczny. 

Konsystencja: wodnista
Zapach: brak
Cena: 200ml - 31zł; 180ml opakowanie uzupełniające - 25zł (cena sugerowana przez producenta) 

niedziela, 29 września 2013

Shu Uemura High Performance Balancing Cleansing Oil [recenzja + skład]

SKŁAD/INCI: Paraffinum Liquidum/Mineral Oil, Zea Mays/Corn Germ Oil, Polysorbate 85, Carthamus Tinctorius Oil/ Safflower Seed Oil, Cetyl Ethylhexanoate, Sorbitan Trioleate, Simmondsia Chinesis Oil/ Jojoba Seed Oil, Camellia Kissi/ Camellia Kissi Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Canola Oil, Squalane, Zingiber Officinale Extract/ Ginger Root Extract, Rosmarinus Officinalis Extract/ Rosemary Leaf Extract, Sea Water, Isohexadecane, C12-15 Alkyl Benzoate, Dicaprylyl Carbonate, Ethyl Oleate, Isopropyl Myristate, Tocopherol, Glycerin, Propylene Glycol, Linalool, Parfum/ Fragrance.

Dawno mnie tu nie było ale nadeszła chwila wytchnienia, mogę więc pisać kolejny post :) Moja 50ml próbka oleju do demakijażu Shu Uemura jest właśnie na wykończeniu po dwumiesięcznym użyciu, przyszedł więc czas na podsumowanie. 

Shu Uemura to japońskie, dosyć znane ale i nieco drogie oleje do demakijażu - na szczęście jest do wyboru kilka opcji, jeśli chodzi o pojemność opakowania, da się więc kupić go taniej. Jest 6 rodzajów oleju - High Performance Balancing Oil jest typem do wszystkich rodzajów skóry. Zawiera m.in. ekstrakt z liścia rozmarynu, olejek z kamelii oraz korzenia imbiru, witaminę E. Niektórzy pewnie już się wzdrygnęli, widząc parafinę w składzie - nie ma obaw, ten olej nie zapycha. Jeden ze składników ma za zadanie odpowiednio emulsyfikować parafinę, aby nie zapychała porów, dzięki czemu olejek genialnie czyści i nie pozostawia uczucia suchości.

Na próbkę natrafiłam przypadkiem, grzebiąc w ebay'owym sklepie jednego z moich ulubionych sprzedawców. Niecałe 10 dolarów za 50ml sprawiło, że się skusiłam bo co jak co, ale zawsze mam frajdę z testowania nowych kosmetyków (to już się chyba pod manię kwalifikuje :3 ). Sama byłam potem zaskoczona, na jak długo mi starczyło bo lekko ponad 2 miesiące - zwalam to na dosyć gęstą konsystencję, a co za tym idzie - mniejszą ilość zużycia.



Ta gęsta konsystencja właśnie to jedyny powód, dla którego już nie wrócę do tego produktu - irytują mnie oleje, które niełatwo rozprowadzać. Na początku w ogóle ciężko mi się go używało - oleje Shu Uemura charakteryzują się tym, że po rozprowadzeniu ich po twarzy trzeba dodatkowo zemulsyfikować je wodą, pomaziać chwilę facjatę i dopiero potem spłukać. Prezentacja tutaj:


Przyzwyczajona do stosowania tylko jednego kroku z poprzednimi olejami stwierdziłam, że to za dużo roboty i na pewno nie kupię już żadnego oleju tej firmy. Uhm.... 
Początkowo miałam wrażenie, że mnie lekko zapychał ale chyba to było coś innego bo szybko wszystko wróciło do normy i przez następne 2 miesiące zmywał, jak ta lala. Co dla mnie ważne, nie pozostawia uczucia suchości.

A teraz przechodzimy do konkretów, czyli testu :D
Standardowo, od lewej:  mocno kryjący krem BB, szminka, wodoodporny eyeliner w tuszu, wodoodporny tusz do rzęs, korektor pod oczy, cień do powiek. 


Teraz pierwszy krok, czyli sam olej.


Emulsyfikacja wodą (zazwyczaj na twarzy widać troszkę delikatnej białej piany).


A oto efekt końcowy:

Czysta skóra bez najmniejszego śladu makijażu.

A w kwestii dalszego ciągu... ekhem. Skusiłam się na kolejny olej SU, tym razem inny rodzaj ale już mi się kończy (bo to tylko 20ml było), a że mi się spodobał to zamówiłam jeszcze inny rodzaj :D Na pewno zdam relację, jak tylko skończę używać.

Konsystencja: dosyć gęsta
Zapach: lekko oliwkowy
Kolor: delikatnie żółty
Cena: 50ml - ~30zł, 150ml - 64zł (rakuten) , 450ml - 152zł (rakuten)
Dostępność: ebay, sklepy internetowe

sobota, 2 marca 2013

FANCL Mild Cleansing Oil [recenzja + skład]



[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/ INCI: Cetyl Ethylhexanoate, Butylene Glycol Diisononanoate, Polyglyceryl-10 Diisostearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyglyceryl-20 Octaisononanoate, Diphenylsiloxy Phenyl Trimethicone, Polyglyceryl-20 Hexacaprylate, Limnanthes Alba (Meadowfoam) Seed Oil, Dimethicone, Glyceryl Behenate/ Eicosadioate, Phytosteryl/ Isostearyl/ Cetyl/ Stearyl/ Behenyl Dimer Dilinoleate, Tocopherol, Stearoyl Inulin, Dextrin Palmitate.


Olej do zmywania makijażu japońskiej firmy FANCL (czyt. fan-kel) to mój absolutny faworyt. Przed nim używałam dwóch innych popularnych olejów, Hada Labo oraz DHC ale to ten produkt podbił moje serce ;)
Szukając ideału pośród tej kategorii, ważne było dla mnie, aby produkt nie zawierał SLS-ów ani innych tego typu agresywnych czy drażniących składników i nie wysuszał skóry. FANCL słynie z tego, że ich kosmetyki nie zawierają konserwantów, dlatego nieotwarte mogą stać maksymalnie rok a po otwarciu muszą być zużyte w ciągu określonego, relatywnie krótkiego czasu, inaczej zaczną się w nich namnażać bakterie. Jest to jeden z powodów, dla którego uwielbiam ten produkt, gdyż staram się używać kosmetyków z możliwie najmniejszą ilością szkodliwych składników. Mild Cleansing Oil po otwarciu musi być zużyty w ciągu maksymalnie 120 dni.

Olej ten ma wodnistą konsystencję, dlatego bardzo szybko i łatwo zmywa się nim makijaż, można go również użyć do usunięcia makijażu oka bez tarcia i naciągania delikatnej skóry w tym rejonie twarzy. Nie szczypie i nie podrażnia oczu, nawet tak wrażliwych i wysuszonych jak moje :) Nie wysusza, a nawet delikatnie nawilża m.in. dzięki ekstraktowi z rośliny jednorocznej Limnanthes Alba oraz witaminie E. Będąc delikatnym dla skóry, jest jednocześnie bezlitosny dla najbardziej opornych kosmetyków - z powodzeniem zmywa nawet wodoodporne eyelinery, kredki do oczu czy tusze do rzęs. Jest bezzapachowy. 



Tak wygląda projekt opakowania z 2012 - najnowszy, z 2013, pokazany jest na zdjęciu tytułowym.


Wygodna pompka z klipsem zabezpieczającym.


Olej ten jest mleczno-przezroczysty, nie jest klarowny.


Test skuteczności - od lewej: 1) mocno kryjący krem BB, 2) szminka, 3) wodoodporna kredka do oczu, 4) wodoodporny tusz do rzęs, 5) korektor pod oczy i 6) cień do powiek w kamieniu.


Olej w akcji, nie wygląda to zbyt estetycznie :P


Ta-daaa, efekt końcowy: ani śladu po żadnym z kosmetyków!



Konsystencja: wodnista
Zapach: brak
Kolor: mleczno - przezroczysty
Cena: 60ml - 30zł; 120ml - 53zł (cena sugerowana przez producenta)
Dostępność: ebay.com, zagraniczne sklepy internetowe


Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...