Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sheet mask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sheet mask. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 września 2013

Muji Eye Care Lotion Mask Sheet [recenzja]


Zahaczyłam ostatnio o sklep Muji, mając nadzieję kupić osławiony olej do demakijażu i wyłowić coś ciekawego z oferty - niestety, okazało się, że oleju już od dłuższego czasu nie produkują (a niech to...), więc pozostało mi grzebanie na półkach w dziale kosmetycznym.
Mój wzrok szybko padł na te oto płatki pod oczy. Ucieszyłam się niezmiernie, gdyż od dłuższego czasu myślałam, że przydałoby się mieć takie płatki do samodzielnego wykonywania maseczek na tę jakże podatną na paskudne zmarszczki część twarzy.

Teraz żałuję, że nie kupiłam więcej... schodzą w błyskawicznym tempie. W opakowaniu znajduje się 20 sztuk, co daje nam ilość wystarczającą na 10 użyć pod oczy - ale można je używać na inne części twarzy, jak pokazane tutaj:


Płatki zapakowane są podwójnie, dzięki czemu mamy gwarancję, że nie zostały w żaden sposób pobrudzone czy skażone.

Płatki są cieniutkie, wykonane z czystej, miękkiej bawełny. Póki co, używałam ich tylko w połączeniu z tonikiem Juju ale planuję moczyć je również w zielonej herbacie czy soku z ogórka. Bardzo dobrze chłoną i zatrzymują płyn, są świetnie wyprofilowane i dobrze przylegają do skóry. Pokrywają cały obszar wokół oczu, włączając boki. Gdzieś po ok. pół godziny zaczynają delikatnie wysychać - znak, że maseczkę należy zdjąć.



Jest to coś, co zdecydowanie polecam - zwłaszcza, że można samemu kombinować, czego użyć w formie maseczki lub użyć wokół obszaru ust. Do kupienia na ebay od 2.99$ (9.60zł).

sobota, 4 maja 2013

My Beauty Diary Southern France Apricot Mask [recenzja + skład] [wycofano w 2014]


SKŁAD/ INCI: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Coix Lacryma-Jobi (Job’s Tears) Seed Extract, Triethanolamine, Polysorbate 20, Methylparaben, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Sodium PCA, Citric Acid, Laminaria Digitata (Oarweed) Extract, Centella Asiatica Extract, Hydrolysed Rice Protein, Sorbitol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Gentiana Lutea Root Extract, Malva Sylvestris (Mallow) Flower Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Anrantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract, Styrene/ Acrylates Copolymer, Dimethylsilanol Hyaluronate, Carbomer, Polyglutamic Acid, Sodium Hydroxide, Fragrance. 

My Beauty Diary to jedne z najbardziej popularnych maseczek typu 'sheet mask' na rynku azjatyckim i zaryzykowałabym stwierdzenie, że najlepsze. Mają swoje zwolenniczki w osobach różnych azjatyckich aktorek czy modelek, które często ich używają, np. tajwańskich sióstr Dee i Barbie Xu. Maski posiadają mnóstwo ekstraktów z cennych w pielęgnacji azjatyckiej roślin i owoców, czym biją na głowę sheet masks konkurencji. Produkowane są na Tajwanie. Producent chwali się również, że materiałem używanym do maseczek jest najlepsza, mięciutka, wielowarstwowa bawełna specjalnie sprowadzana z Japonii, która świetnie przylega do skóry [muszę przyznać mu rację ;P].

Oferta MBD jest spora, mamy do wyboru cały tabun maseczek na różne okazje czy problemy z cerą - są jeszcze inne kosmetyki, np. do demakijażu oczu, sleeping pack'i czy równie popularne płatki pod/ na oczy.  Linia maseczek dzieli się na Natural Key Line (podstawowa) oraz luksusową. 

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na to, iż maseczki MBD są masowo podrabiane w Chinach i bardzo łatwo jest na takie podróbki natrafić na serwisie ebay. Jeśli ktoś ma obawy przed zakupem złego produktu, wtedy lepiej kupić je w jakimś sprawdzonym sklepie internetowym. Dla tych, którzy chcieliby nauczyć się rozróżniać prawdziwe i fałszywe opakowania, w internecie jest cała masa zdjęć porównawczych i opisów. Generalnie cena oryginalnych maseczek nie schodzi poniżej 13USD, więc warto na to też zwrócić uwagę.

Ja od siebie chcę jeszcze tylko dodać, że nie każda zmiana na opakowaniu musi oznaczać podróbkę. Jedno ze swoich opakowań kupiłam na ebay od amerykańskiego importera, i opakowanie to ma mały detal, który różni go od opakowania tajwańskiego - mianowicie, brak czerwonego jabłuszka z przodu z opisami po chińsku. Opakowania samych maseczek na rynki, gdzie językiem dominującym (lub jednym z nich) jest angielski (np. Singapur), również nieco się różnią, przykład poniżej:
Po lewej: maseczka z Tajwanu; po prawej: maseczka z USA.

Głównym składnikiem prezentowanej tu maseczki jest brzoskwinia - taki jest też jej zapach (mniam, mniam ^_~). Jest ona przeznaczona głównie do cery suchej lub takiej, która potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Kupiłam ją na zimę i sprawdziła się bardzo dobrze, czy to na co dzień, czy to po locie samolotem - gdzie, jak wiadomo, powietrze jest bardzo suche. Oto, co obiecuje producent (w skrócie): 
"My Beauty Diary Southern France Apricot Mask zmiękcza, wygładza i silnie nawilża skórę. Wyciąg z brzoskwiń z południowej Francji zapewnia doskonałe działanie nawilżające. Posiada wyciągi z wysoce nawilżających ziaren, takich jak owies, łzawica i hydrolizowane proteiny ryżu, które odżywiają suchą skórę. Pomaga utrzymać jędrność, elastyczność oraz przejrzystość cery".







W tej maseczce podoba mi się to, że do jednej strony jest przyklejona folia zabezpieczająca (poniżej), co jest bardzo higieniczne. Poza tym zawiera dużo esencji, tak więc możemy ją dodatkowo wykorzystać, nakładając na szyję :)



Sheet mask należy rozwijać delikatnie i powoli, żeby nic się nie porwało. Na opakowaniu napisane jest, aby trzymać ją na twarzy ok. 20~30 minut ale ja zawsze trzymam, aż nie wyschnie, tj. około godziny. Materiał jest bardzo mięciutki i cienki, jednym słowem przyjemnie się go nosi :D Maseczka dobrze przylega do skóry i nie wymaga częstych poprawek.

Te rozerwane fragmenty przy oczach to moja sprawka, co by lepiej dopasować materiał ;p
 
Po zdjęciu maski należy wklepać pozostałą esencję do wchłonięcia, nie spłukiwać. Esencja sprawia, iż skóra nie przetłuszcza się tak szybko, i pozostawia cerę w ładnym stanie.
Efekty? Mięciutka, przejrzysta skóra. Lekko zmniejszone pory. Cera rozjaśniona i promienna. No i przede wszystkim dobrze nawilżona :) 

Materiał: cienka, mięciutka bawełna, dobrze przylega do skóry
Zapach: brzoskwiniowy
Cena: 40~64zł
Ilość w opakowaniu: 10 (na niektórych aukcjach lub w sklepach internetowych można kupić pojedyncze lub podwójne sztuki)
Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe 

 

niedziela, 24 marca 2013

Lioele Essential Aloe Mask Sheet [recenzja + skład]


SKŁAD/ INCI: Water, Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice (5%), Butylene Glycol, Xanthan Gum, Hydroxyethylcellulose, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Caprylyl Glycol, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Natto Gum, Chlorphenesin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Disodium EDTA, Triethanolamine, Fragrance. 

 

Dzisiaj recenzja jednej z sheet masks, których miałam przyjemność używać. Sheet mask to taka "płachta" na twarz z otworami na oczy i usta, nasączona esencją z odpowiednimi ekstraktami. Jednocześnie porównam maseczkę Lioele, z którą miałam styczność po raz pierwszy z tymi od My Beauty Diary, których zazwyczaj używam. 


Pierwszą rzeczą, którą te dwie maski się różnią, to liczba ekstraktów w składzie. Niestety, maseczka Lioele wypada bardzo słabo pod tym względem - kilka składników vs. kilkadziesiąt w maskach MBD mówi samo za siebie.
Druga sprawa to wygląd samych maseczek. Rzeczą brakującą w produktach Lioele jest folia ochronna na stronie, którą przykładamy do skóry - co jest higienicznym rozwiązaniem w maseczkach MBD. Ponadto Lioele ma o wiele mniej esencji w opakowaniu, tak więc możemy zapomnieć o wklepaniu jej w skórę szyi. W dodatku już przy rozwijaniu maski Lioele pojawiły się problemy - zajęło mi to dobrą minutę, gdyż obawiałam się jej przedarcia, jest dosyć skomplikowanie złożona. W przypadku maski MBD rozwinięcie następuje raz-dwa, żadnych problemów - tak więc Lioele zaliczył kolejny minus.


Następna różnica to materiał, z którego zrobiono "płachtę". W przypadku Lioele jest to dosyć gruba bawełna, która jednak nie trzyma się dobrze skóry; MBD z kolei używa cienkiej, a jednocześnie wytrzymałej bawełny (ponoć sprowadzanej z Japonii), która jednak lepiej przylega do skóry i nie wysycha tak szybko, jak Lioele.


Jeśli chodzi o wymiar, to maska Lioele przylega lepiej do nosa i pod nim, poza tym wymiarowo jest identyczna z MBD. Obydwie maski mają za małe otwory na moje oczy - jednak w przypadku MBD mogę sobie tę cienką bawełnę w kąciku otworu na oko lekko przedrzeć, żeby go powiększyć, natomiast ta sztuczka z Lioele nie przejdzie. 
Po zdjęciu maski MBD zostaje nam dużo esencji do wklepania na twarzy, o czym możemy zapomnieć, używając Lioele Mask Sheet.

Jedynym plusem jest efekt - uspokojona, nawilżona cera, lekko zmniejszone pory. Ale nawet pod względem efektów maski MBD robią na mnie większe wrażenie :P
Podsumowując: fajnie było spróbować, ale zostaję przy moich faworytach :))

Materiał: gruba bawełna
Zapach: delikatny
Cena: ok. 7zł
Ilość w opakowaniu: 1
Dostępność: polskie i zagraniczne sklepy internetowe

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...