Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witamina c. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witamina c. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Hada Labo UV Whitening Emulsion SPF50/PA+++ [recenzja+skład] [wycofano w 2015]


[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/INCI: Aktywne składniki/Active ingredients: Ascorbyl Glucoside, Stearyl Glycyrrhetinate; Pozostałe składniki/ Other ingredients: Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Hydrogen Dimethicone, Isononyl Isononanoate, Butylene Glycol, PEG-9 Polydimethylsiloxyethyl Dimethicone, Polymethacryloyl Lysine, Glycerin, Disodium Phosphate, Ethylhexyl Dimethoxybenzylidene Dioxoimidazoline Propionate, Lauroyl Lysine, Titanium Dioxide, Hydrated Silica, Aluminum Hydroxide, Methyl Hydrogen Polysiloxane, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Methylparaben, Propylparaben.

Przyszedł czas na podsumowanie kolejnego kremu z filtrem/bazy pod makijaż Hada Labo, którego używam od kwietnia tego roku. Wcześniej używałam TEGO filtra od HL, ale stwierdzam, że niebieski jest jeszcze lepszy dla mojego typu cery (tłusta). Biały dobrze mi służył w Polsce ale nie zdał egzaminu, gdy byłam w Anglii... Okazało się wtedy, że nie jest w stanie sprostać wilgotnemu klimatowi i praktycznie już 2 godziny po jego nałożeniu moja twarz okropnie się świeciła - średnio co 2 godziny musiałam biegać do łazienki, zużywając od groma bibułek matujących, żeby wyglądać jak człowiek. 
Ten produkt co prawda w wilgotnym klimacie przetestowany przeze mnie nie został, ale w porównaniu z białą emulsją wypada zdecydowanie lepiej. 

Tak, jak już wspomniałam, Whitening Emulsion jest jednocześnie bazą pod makijaż oraz filtrem przeciwsłonecznym. Zawiera ona witaminę C (niestety, niezbyt trwałą jej postać), która ma pomóc rozjaśnić ciemne przebarwienia oraz zapobiegać nowym poprzez zahamowanie produkcji melaniny w skórze. Formuła zawiera 2 typy kwasu hialuronowego dla nawilżającego efektu. Emulsja nie jest odporna na działanie wody, potu czy sebum. Filtry w niej zawarte to (od tego, który występuje w największej ilości):  
*Ethylhexyl Methoxycinnamate (metoksycynamonian etyloheksylu - filtr chemiczny), 
*Zinc Oxide (tlenek cynku - fizyczny),  
*Ethylhexyl Dimethoxybenzylidene Dioxoimidazoline Propionate (chemiczny) oraz  
*Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu - fizyczny).

Do zużycia mamy 38ml produktu.


Opakowanie jest plastikowe, pół-przezroczyste (ale tylko pod światło), zakończone "dziubkiem" z wąskim otworem. W środku znajduje się kuleczka rozrzedzająca kosmetyk - trzeba pamiętać o energicznym wstrząśnięciu opakowaniem przed każdym użyciem. 

Konsystencja produktu to typowa emulsja - rzadka i wodnista. Dzięki temu niezmiernie łatwo i szybko nanosi się ją na skórę.  Początkowo może wydawać się, że jest dosyć tłusta, ale jeśli poświęcimy dłuższą chwilę na wklepanie produktu do końca, okaże się, że wykończenie jest bardziej w stronę pół-matowego, aniżeli wilgotnego. Bardziej matowego, niż w przypadku białego filtra HL, co jest zaletą dla osób z przetłuszczającą się lub mieszaną cerą. Tak, jak Moisturizing Emulsion, również i ta posiada bardzo przyjemny, delikatny zapach, który kojarzy mi się z wyjściem na plażę ;) 



Kosmetyk na prawej połowie dłoni.
 
HL Whitening Emulsion nie bieli i nie zapycha porów. Bardzo dobrze trzymają się na nim kremy BB, trwałość których przedłuża. Ponadto BB nałożone na emulsję HL wyglądają naturalnie. Sama emulsja też ładnie trzyma się bez spływania, bez świecenia praktycznie aż do wieczora. Przez całą wiosnę, lato, aż do teraz nie opaliłam się ani trochę w miejscach, gdzie nakładam ten produkt. Jedna uwaga - jeśli używacie tej emulsji, to musicie ją zmywać dobrym olejem lub micelem i pianką - inaczej mogą powyskakiwać Wam gule.

Generalnie nie mam jej nic do zarzucenia i pewnie nie raz będę do niej wracała.

Cena/ Pojemność: 38ml - ok.26zł (rakuten), ok.52zł (ebay1), 45zł (ebay2)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle Cleansing Oil [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Isohexadecane, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Water, Tocopheryl Acetate, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Isopropyl Myristate, Dicaprylyl Ether, Dicaprylyl Carbonate, Benzyl Salicylate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Sodium Hydroxide, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Hydrolyzed Prunus Domestica (Plum), Laminaria Digitata (Algae) Extract, Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract, Acer Saccharinum (Silver Maple) Extract, Fragrance.

Mam niezłe zaległości, jeśli chodzi o liczbę kosmetyków, których recenzje miałam wystawić - czas zatem je nadrobić! 
Jedną z rzeczy, którą już od dawna miałam zaprezentować, jest olej do demakijażu Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle.... uff, długa nazwa. "Gentle" to niestety on nie jest. Miałam nieprzyjemność używać tego produktu podczas zimowych miesięcy, kiedy to powinnam używać raczej czegoś bardzo delikatnego i nie wysuszającego. Jak dotąd, wypróbowałam 3 z sześciu olejów z serii i ten zdecydowanie jest najgorszy. Jest to typ rozjaśniający cerę (a co za tym idzie, wysuszający) - ale jak już kiedyś mówiłam, nie wierzę, że coś do mycia twarzy daje jakikolwiek efekt poza oczyszczaniem. Oprócz tego w składzie znajdują się: najtrwalsza postać witaminy C, ekstrakty z: śliwki, listownicy palczastej (alga), borówki czarnej, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, klonu srebrzystego oraz witamina E. W opisie oleju znajdziemy informację, że kosmetyk przeznaczony jest do cery typu ziemistego, bez wewnętrznego blasku. Jego zadaniem jest "wymiatanie" martwych komórek wypełnionych melatoniną, zapobieganie jej kumulacji w głębszych warstwach skóry (i to wszystko robi olej? serio?) oraz wyrównanie kolorytu.  


Tak, jak poprzednim razem , kupiłam 50ml próbkę, która starczyła mi na całą zimę - a to dlatego, że w bardzo pochmurne dni nie chciało mi się używać kremu z filtrem, ani tym bardziej BB, więc nie było czego zmywać. Przy codziennym zużyciu starczyłby na ok. 2 miesiące.
Sam olej jest przezroczysty, wodnisty, o delikatnie cytrusowym zapachu i bez problemu daje się go rozprowadzić na skórze. Tak, jak wszystkie oleje Shu, również i ten należy zemulsyfikować (po nałożeniu i dokładnym masażu skropić twarz wodą - kosmetyk się nieco rozrzedza i przybiera postać delikatnej białej piany - a potem całą czynność powtórzyć), a dopiero potem spłukać. 
Jak to zazwyczaj w moich postach o olejach bywa, poniżej prezentacja na dowód, jak dobrze się produkt spisuje:

Do usunięcia: krem BB, szminka, korektor, cień do powiek, wodoodporny eyeliner, wodoodporny tusz.

Po nałożeniu oleju.
Emulsyfikacja.
Gotowe! Ani śladu po kosmetykach.
Tak więc jeśli chodzi o oczyszczanie, Whitefficient sprawuje się świetnie. Nigdy mnie nie zapchał, skutecznie usuwał, co miał usuwać. Tak skutecznie, że razem z  kosmetykami zdzierał warstwę ochronną na mojej skórze, wysuszając cerę na wiór ;) Trzeba się było błyskawicznie ratować tonikiem z kwasem hialuronowym i kremem. Z tego też względu więcej go nie kupię bo używałam już lepszych. Żadnego wyrównania kolorytu cery, czy też choćby najmniejszego rozjaśnienia nie zauważyłam.


Cena/Pojemność: 50ml - od 32zł (ebay); 150ml - od 103zł (ebay); 450ml - od 254 zł (ebay)

niedziela, 27 lipca 2014

Skin 79 Super Plus Triple Functions Vital Orange BB Cream SPF50/PA+++ [recenzja+skład]

 
SKŁAD/INCI: Water, Titanium Dioxide, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Cyclohexasiloxane, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide, Dicaprylyl Carbonate, Cetyl PEG/ PPG-10/ 1 Dimethicone, Arbutin, Sodium Chloride, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin, Glycine Soja (Soybean) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Bertholletia Excelsa (Brazil Nut) Seed Oil, Hedera Helix (Ivy) Extract, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Lycium Chinense (Goji Berry) Fruit Extract, Centella Asiatica Extract, Saussurea Involucrata Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Hydrolysed Collagen, Caviar Extract, Vitex Agnus Castus (Chaste Tree) Extract, Rosa Canina (Wild Rose) Fruit Extract, Hordeum Vulgare (Barley) Extract, Morus Alba (White Mulberry) Bark Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Camellia Sinesis (Green Tea) Leaf Extract, Cornus Officinalis (Japanese Cornel) Fruit Extract, Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Pinus Sylvestris (Scots Pine) Cone Extract, Pinus Sylvestris (Scots Pine) Bud Extract, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Equisetum Arvense (Common Horsetail) Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Thermus Thermophillus Ferment, Humulus Lopulus (Hops) Extract, Pearl Powder, Isoamyl P-Methoxycinnamate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Sorbitan Isostearate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone, Cetyl Dimethicone, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Trihydroxystearin, Triethoxycaprylylsilane, Isopropyl Myristate, Dimethicone/ Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Vinyl Dimethicone/ Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Butylene Glycol, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Ethylhexyl Palmitate, Tribehenin, Palmitoyl Oligopeptide, Ceramide 3, Tocopherol, Retinol, Linoleic Acid, Propylene Glycol, Caprylic/Capric Triglyceride, Squalane, Ascorbic Acid Polypeptide, Ubiquinone, Trehalose, Hydrogenated Lecithin, Phytosphingosine, Lecithin, Cyclodextrin, Alcohol, Adenosine, Disodium EDTA, Methylparaben, Chlorphenesin, Propylparaben, Dehydroacetic Acid, Fragrance, Iron Oxides (CI77492), Iron Oxides (77491), Iron Oxides (77499). 

Już od dawna na blogu nie pojawiła się recenzja żadnego kremu BB, chciałabym więc dziś to nadrobić :) Zaczęłam używać tego pomarańczka bardzo dawno, bo 1.5 roku temu, a że poszedł wreszcie do kosza (ostatnie pół roku już tylko leżał w szufladzie) - zabrałam się za pisanie. 
Gdy krem mnie zainteresował, najpierw nabyłam próbki - byłam zachwycona, ponieważ wydawało mi się, że wreszcie znalazłam swój ideał kolorystyczny, którego po nałożeniu nie da się odróżnić na tle skóry. Co prawda na forach i blogach dużo dziewczyn pisało, że podkreśla suche skórki ale pomyślałam, że mam tłustą cerę, więc nie powinno być problemu a poza tym, pewnie wystarczy krem nawilżający pod spód i częsty peeling. Yhy.....
Tak więc kupiłam pełnowymiarowe opakowanie, które prezentowało się tak (kartonik niestety wyrzuciłam dawno temu, więc zdjęcia nie będzie) :


Litery tworzące napisy "BB" oraz "Skin79" dosyć szybko zaczęły się ścierać - miała na to zapewne duży wpływ częsta wędrówka kosmetyku między szufladą, a torebką - aż starły się całkowicie. Nie jest to jednak oznaka, że produkt jest podróbką, jak niektórzy myślą. 
Zawartość wydobywa się z tego nieco ciężkawego, plastikowego opakowania za pomocą pompki, która jest złotego koloru i można się w niej przejrzeć, jak w lustrze. Jest to bardzo higieniczne rozwiązanie, natomiast wadą produktu jest niemożność sprawdzenia, ile go jeszcze w środku zostało. Zresztą na końcu i tak czeka nas mała niespodzianka, ale o tym później ;) Opakowanie jest zbyt nieporęczne, żeby go gdzieś ze sobą zabierać ale można kupić też wersję o połowę cieńszą (i dłuższą), a także małą tubkę - w sam raz na podróż czy do torebki. 

Producent obiecuje wyrównanie kolorytu cery - stąd arbutyna i najbardziej stabilna forma witaminy C w składzie; do tego filtry fizyczne oraz chemiczne o wysokich faktorach SPF i PA. Oprócz tego kosmetyk ma mieć działanie przeciwstarzeniowe dzięki zawartym w nim adenozynie, koenzymowi Q10, witaminie E, F, retinolowi (witaminie A) oraz ekstraktowi z zielonej herbaty (i wielu, wielu innych, jak widać ;p). 
Krem BB Skin79 Orange jest zdecydowanie jasnym, chłodnym beżem o delikatnie żółtym podtonie. Pachnie świeżo, delikatnie. Jest nieco gęstej konsystencji, nie leje się przez palce, dzięki czemu wygodnie się go nakłada.

W świetle dziennym.

Bezpośrednio w słońcu.
A teraz o moich wrażeniach z używania bebika. 
Krem jest nieco oleisty, nie jest lekki ale też specjalnie nie czuć go na twarzy. Mimo wszystko, nie zdecydowałabym się na noszenie go na twarzy latem. Po nałożeniu fajnie wtapia się w cerę, jednak po kilku godzinach zaczyna się rozwarstwiać tam, gdzie pojawiają się linie mimiczne, tzn. wokół ust, oczu i wzdłuż linii biegnących od nosa do ust, od mówienia i uśmiechania się w ciągu dnia. Nie ściera się beznadziejnie łatwo ale długodystansowym mistrzem w tej dziedzinie też nie jest. Jego wykończenie jest lekko matowe.

Kosmetyk na prawej połowie dłoni; światło dzienne.


Bezpośrednio w słońcu.
Jak się okazało, grzmiące o wybitnym talencie pomarańczka do podkreślania skórek blogerki i użytkowniczki miały rację ;) Że tak się wyrażę, cholernie podkreśla suche skórki, a nawet je wynajduje znikąd! Nieważne, że cera jest tłusta; nieważne, ile ton kremu nawilżającego nałoży się pod spodem; nieważne, czy codziennie będzie się złuszczać twarz i używać specjalnych szczoteczek do twarzy - skubany zawsze coś wynajdzie i wyeksponuje na samym środku nosa (gdzie indziej też) nawet, gdy niczego nie widać gołym okiem :| Bardzo frustrujące.
A. I okazało się, że odcień (mimo idealnego dopasowania, jak widać, na dłoni - a nałożony na twarz od szyi też mi się nie odcinał!) chyba nie do końca mi "leży", gdyż za każdym razem, kiedy miałam go na sobie, nawet zimą, słyszałam: "A co pani taka blada, chora pani jest?", "coś ty taka blada, dobrze się czujesz?", "wyglądasz jak trup", itp, itd.

Na plus mogę zaliczyć wysoki filtr - zawsze to dodatkowa ochrona wespół z filtrem pod spodem. No i dobrze pielęgnuje cerę - co wieczór po jego zmyciu widziałam poprawę jej stanu, była bardziej uspokojona i ujednolicona. Lepszy efekt był jedynie po Bio Essence Platinum. Nie zapycha porów.

A teraz obiecana niespodzianka na koniec :D
Użytkowniczki pełnowymiarowych kremów BB od Skin79 - gdy z pompki przestanie pewnego pięknego dnia lecieć Wasz kosmetyk, nie wyrzucajcie go. Bo jak go rozbierzecie na czynniki pierwsze, to Waszym oczom ukarze się taki osobliwy widok:

Może nie widać tego dobrze na zdjęciu ale co najmniej 1/4, jak nie więcej, zawartości wciąż jest w środku. Którą można spokojnie zużyć. 

Konsystencja: gęsta
Kolor: jasny, chłodny beż o żółtym podtonie
Zapach: świeży, delikatny
Krycie: pomiędzy średnim a mocnym
Efekt: lekko matowy
Cena/Pojemność: 56zł/40ml(korea depart), 68zł/40ml(ebay), 37zł/15ml(ebay), 25zł/3 x 5ml (ebay)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Laneige White Plus Renew Capsule Sleeping Pack [mini recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Niacinamide, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Ascorbyl Glucoside, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Yeast Extract, 1,2-Hexanediol, C12-20 Alkyl Glucoside, C14-22 Alcohols, Glycerin, Dimethicone, Dipropylene Glycol, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetearyl Alcohol, Squalane, Silica, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Pentylene Glycol, Polysorbate 20, Polysilicone-11, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Hydroxyethylcellulose, Carbomer, Tromethamine, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance. 

Zdaje się, że lato wreszcie zawitało do naszego kraju - oby trwało jak najdłużej! Będąc zmarzluchem, mam serdecznie dość wiecznego zimna. Słupki termometrów poszły w górę - znak, że czas na zmiany w pielęgnacji cery. Moją strategią na upały - zresztą generalnie na wiosnę i lato - są jak najlżejsze, a jednocześnie nawilżające kosmetyki, które jednak nie powodują świecenia się skóry i dają radę utrzymać sebum w ryzach. Od jakiegoś czasu szukałam lekkiej emulsji pod krem z filtrem (jak również tego ostatniego), która spełniałaby to zadanie na szóstkę. O dziwo, znalazłam i jedno, i drugie w miarę szybko :))) A co to jest? O tym już wkrótce :D 

Tymczasem przedstawiam sleeping pack z odświeżonej niedawno linii Laneige, White Plus Renew. Seria ta jest intensywnie reklamowana jako zestaw cudeniek do walki z wszelakimi przebarwieniami na cerze koloru żółtego, czerwonego oraz brązowego. Zawiera przełomowy ponoć składnik MelaCrusher, który ma te przebarwienia likwidować, a do tego rozjaśnić cerę o 2 tony w ciągu 5 tygodni. Jako, że kosmetyki Laneige tanie nie są (a moja cera tak je lubi...),  nabyłam mini-zestaw próbny (za 30zł na ebay), w którym znalazła się m.in. właśnie nawilżająca maseczka na noc. Stąd "mini-recenzja" bo użyłam jej tylko raz i specjalnie kupować nie będę bo szału nie ma ;) Zresztą sleeping pack to rodzaj kosmetyku, którego wystarczy użyć raz, żeby wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać. Jego głównym - często jedynym - zadaniem jest porządne nawilżenie skóry przez noc i jeśli zadowalających efektów rano nie widzę, u mnie taki produkt jest skreślony.


Głównymi składnikami tego produktu są:
- ekstrakt z zielonej herbaty
- ekstrakt z drożdży
- witamina B3 (substancja wybielająca, antyoksydant)
- pochodna witaminy C (niestety, nie najtrwalsza forma).
Capsule Sleeping Pack ma formę małej żelowej kuleczki, w środku której zanurzona jest dodatkowo emulsja. Ma pojemność 3ml.

Kiedy zobaczyłam tę żelową konsystencję, miałam obawy przed jego zastosowaniem. Praktycznie każdy kosmetyk o tejże konsystencji gwarantuje mi po zaledwie kilku godzinach od nałożenia twarz usianą mozaiką czarnych, grubych (sorry) zaskórników, które jakimś cudem zdołają wepchnąć się w każdy por w skórze. Zdecydowałam się go wypróbować ale byłam przygotowana na taki widok w lustrze ranem. 
Poniżej niewyraźne zdjęcie strzelone komórką podczas otwierania opakowania, z góry przepraszam za złą jakość. Niestety foty mieszaniny, która powstała, nie będzie ;) Mogę tylko powiedzieć, że wychodzi z tego lekko mleczna masa. Tak jak cała seria, ma bardzo przyjemny, świeży zapach.


Zawartość spokojnie wystarcza na całą twarz - rzekłabym nawet, że jest tego tyle, iż trzeba dowalać tu i ówdzie na siłę, co by resztek nie zostawić ;p Powstaje z tego całkiem gruba żelowa "kołderka". Nie ma jednak obaw, większość z tego ulotni się do rana ze względu na pokaźną ilość alkoholu w produkcie. 

Wstaję rano i co widzę w lustrze? Zdziwienie na własnej twarzy bo nie było ani jednego zaskórnika. Resztek produktu też nie mogłam się dopatrzeć, tak wysechł. Skóra nie wyschła ale nawilżona też nie była. Podsumowując - zadowolona nie byłam. 
Produkt ten może być jednak dobrym uzupełnieniem kuracji, jeśli ktoś ma cerę niepodatną na zapychanie (ja już nie będę ryzykowała, mimo niezłego pod tym względem wyniku) i stosuje całą serię.

Cena: 72zł (cena sugerowana przez producenta), 81zł (gmarket), ok. 100zł (ebay)
Pojemność: 16 x 3ml w opakowaniu




czwartek, 5 grudnia 2013

Skin79 Scandal Rose&Vanilla BB Cream SPF50/PA+++ [recenzja+skład] [wycofano w 2014]


SKŁAD/INCI: Water, Titanium Dioxide, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dipropylene Glycol, Cyclohexasiloxane, Phenyl Trimethicone, Zinc Oxide, Dicaprylyl Carbonate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Arbutin, Sodium Chloride, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Glycerin, Isoamyl  P-Methoxycinnamate, Vanilla Planifolia (Vanilla) Fruit Extract, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Rosa Damascena Flower Water, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Extract, Freesia Refracta Extract, Monarda Didyma Leaf Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Hedera Helix (Ivy) Extract, Rosa Damascena Flower Oil, Rosa Gallica Flower Extract, Lycium Chinense Fruit Extract, Centella Asiatica Extract, Borago Officinalis (Borago) Seed Oil, Oryza Sativa (Rice) Bran Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Simmondsia Chinensis, Vitex Agnus Castus Extract, Morus Alba Bark Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Cornus  Officinalis Fruit Extract, Lecithin, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Pinus Sylvestris Cone Extract, Pinus Sylvestris Bud Extract, Oat Kernel Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Ribes Nigrum (Black Currant) Leaf Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Equisetum Arvense Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Thermos Thermophillus Ferment, Humulus Lupulus Extract, Wheat/Flower Extract, Musa Sapientum (Banana) Fruit Extract, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Sorbitan Isostereate, Disteardimonium Hectorite, Dimethicone, Cetyl Dimethicone, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Trihydroxystearin, Triethoxycaprylylsilane, Isopropyl Myristate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Butylene Glycol, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Ceramide 3, Propylene Glycol, Ethylhexyl Palmitate, Tribehenin, Palmitoyl Oligopeptide, Tocopherol, Retinol, Linoleic Acid, Biosaccharide Gum-1, Ascorbic Acid Polypeptide, Hydrogenated Lecithin, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Betaine, Calcium Carbonate, Phytosphingosine, Caprylic/Capric Triglyceride, Cyclodextrin, Beta-glucan, Disodium EDTA, Adenosine, Alcohol Denat., Methylparaben, Chlorphenesin, Propylparaben, Fragrance, Iron Oxides (CI77492, CI 77491, CI 77499).

Taaak, lista składu robi wrażenie ;) Kremy BB Skin79 mają to do siebie, że zazwyczaj lista ich składników jest tak długa, jak stąd na księżyc i z powrotem. Połowa z tego to po prostu ekstrakty oraz wyciągi z roślin i owoców. Mamy tu m.in. tytułowe ekstrakty z wanilii i wodę z płatków róży damasceńskiej, wysoki filtr spf50 dzięki filtrom fizycznym oraz chemicznym, ekstrakty z chyba wszystkich owoców dostępnych w naszej (i nie tylko) szerokości geograficznej :p, olejek arganowy, rozjaśniającą arbutynę, a także w znikomych ilościach adenozynę, retinol, witaminy C i E, odbudowujące ceramidy i kwas hialuronowy

Krem ten dorwałam przy okazji rozbiórki (chociaż początkowo nie miałam zamiaru) i testowałam jakiś czas z różnymi kosmetykami pod spodem, aż się w końcu poddałam. Efekt każdorazowo beznadziejny.

Kolorystycznie Scandal Rose&Vanilla bardzo przypomina Skin79 Orange, jest od niego odrobinę ciemniejszy.


Tak wygląda w naturalnym, dziennym oświetleniu.
A tutaj w świetle słonecznym.
Pachnie - a jakżeby inaczej - różą (zbyt intensywnie, jak na mój gust) i wanilią (ledwo wyczuwalna).  Jest kremem o dosyć gęstej konsystencji, przez co wystarczy naprawdę niewielka ilość do pokrycia całej twarzy. 
Niestety, nie potrafi się do końca "wtopić" w skórę, pigment jest taki jakiś gruboziarnisty i BARDZO go widać. Nie wiem, jakim cudem to działa ale mimo lekkiego połysku, jednocześnie tworzy modelowy wręcz efekt suchej maski, jak najgorszy podkład. 

Tutaj wygląda całkiem, całkiem, z lekkim połyskiem ale na twarzy już nie jest tak pięknie...


Kryje średnio, całkiem przyzwoicie i, o dziwo, wytrzymuje 6 godzin zanim sebum daje się już we znaki.  I to by było tyle zalet pod jego adresem. Dalej jest już tylko gorzej: 
* okropnie podkreśla suche skórki, gdzie tylko się da
* ...i nie tylko skórki, ale również każdą najdrobniejszą linię na twarzy :|
* wygląda tra-gicz-nie, zbiera się w porach
* łatwo smuży i ściera się przy najdelikatniejszym muśnięciu.
Po pewnym czasie stało się jasne, że bez względu na typ produktu czy kremu przeciwsłonecznego pod spodem, efekt zawsze jest tak samo beznadziejny. 
Werdykt: jestem na nie. 

Konsystencja: dosyć gęsta
Kolor: jasny beż z żółtym podtonem
Zapach: dominuje róża, odrobina wanilii
Krycie: średnie
Efekt: lekki połysk, jednocześnie sucha maska
Cena: 73 (ebay)
Pojemność: 35g (35ml)

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...