Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozjaśnianie cery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozjaśnianie cery. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle Cleansing Oil [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Isohexadecane, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Water, Tocopheryl Acetate, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Isopropyl Myristate, Dicaprylyl Ether, Dicaprylyl Carbonate, Benzyl Salicylate, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Sodium Hydroxide, 2-Oleamido-1,3-Octadecanediol, Hydrolyzed Prunus Domestica (Plum), Laminaria Digitata (Algae) Extract, Vaccinium Myrtillus (Bilberry) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract, Acer Saccharinum (Silver Maple) Extract, Fragrance.

Mam niezłe zaległości, jeśli chodzi o liczbę kosmetyków, których recenzje miałam wystawić - czas zatem je nadrobić! 
Jedną z rzeczy, którą już od dawna miałam zaprezentować, jest olej do demakijażu Shu Uemura Whitefficient Clear Brightening Gentle.... uff, długa nazwa. "Gentle" to niestety on nie jest. Miałam nieprzyjemność używać tego produktu podczas zimowych miesięcy, kiedy to powinnam używać raczej czegoś bardzo delikatnego i nie wysuszającego. Jak dotąd, wypróbowałam 3 z sześciu olejów z serii i ten zdecydowanie jest najgorszy. Jest to typ rozjaśniający cerę (a co za tym idzie, wysuszający) - ale jak już kiedyś mówiłam, nie wierzę, że coś do mycia twarzy daje jakikolwiek efekt poza oczyszczaniem. Oprócz tego w składzie znajdują się: najtrwalsza postać witaminy C, ekstrakty z: śliwki, listownicy palczastej (alga), borówki czarnej, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, klonu srebrzystego oraz witamina E. W opisie oleju znajdziemy informację, że kosmetyk przeznaczony jest do cery typu ziemistego, bez wewnętrznego blasku. Jego zadaniem jest "wymiatanie" martwych komórek wypełnionych melatoniną, zapobieganie jej kumulacji w głębszych warstwach skóry (i to wszystko robi olej? serio?) oraz wyrównanie kolorytu.  


Tak, jak poprzednim razem , kupiłam 50ml próbkę, która starczyła mi na całą zimę - a to dlatego, że w bardzo pochmurne dni nie chciało mi się używać kremu z filtrem, ani tym bardziej BB, więc nie było czego zmywać. Przy codziennym zużyciu starczyłby na ok. 2 miesiące.
Sam olej jest przezroczysty, wodnisty, o delikatnie cytrusowym zapachu i bez problemu daje się go rozprowadzić na skórze. Tak, jak wszystkie oleje Shu, również i ten należy zemulsyfikować (po nałożeniu i dokładnym masażu skropić twarz wodą - kosmetyk się nieco rozrzedza i przybiera postać delikatnej białej piany - a potem całą czynność powtórzyć), a dopiero potem spłukać. 
Jak to zazwyczaj w moich postach o olejach bywa, poniżej prezentacja na dowód, jak dobrze się produkt spisuje:

Do usunięcia: krem BB, szminka, korektor, cień do powiek, wodoodporny eyeliner, wodoodporny tusz.

Po nałożeniu oleju.
Emulsyfikacja.
Gotowe! Ani śladu po kosmetykach.
Tak więc jeśli chodzi o oczyszczanie, Whitefficient sprawuje się świetnie. Nigdy mnie nie zapchał, skutecznie usuwał, co miał usuwać. Tak skutecznie, że razem z  kosmetykami zdzierał warstwę ochronną na mojej skórze, wysuszając cerę na wiór ;) Trzeba się było błyskawicznie ratować tonikiem z kwasem hialuronowym i kremem. Z tego też względu więcej go nie kupię bo używałam już lepszych. Żadnego wyrównania kolorytu cery, czy też choćby najmniejszego rozjaśnienia nie zauważyłam.


Cena/Pojemność: 50ml - od 32zł (ebay); 150ml - od 103zł (ebay); 450ml - od 254 zł (ebay)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Laneige White Plus Renew Capsule Sleeping Pack [mini recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Niacinamide, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Ascorbyl Glucoside, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Yeast Extract, 1,2-Hexanediol, C12-20 Alkyl Glucoside, C14-22 Alcohols, Glycerin, Dimethicone, Dipropylene Glycol, Bis-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetearyl Alcohol, Squalane, Silica, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Pentylene Glycol, Polysorbate 20, Polysilicone-11, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Hydroxyethylcellulose, Carbomer, Tromethamine, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance. 

Zdaje się, że lato wreszcie zawitało do naszego kraju - oby trwało jak najdłużej! Będąc zmarzluchem, mam serdecznie dość wiecznego zimna. Słupki termometrów poszły w górę - znak, że czas na zmiany w pielęgnacji cery. Moją strategią na upały - zresztą generalnie na wiosnę i lato - są jak najlżejsze, a jednocześnie nawilżające kosmetyki, które jednak nie powodują świecenia się skóry i dają radę utrzymać sebum w ryzach. Od jakiegoś czasu szukałam lekkiej emulsji pod krem z filtrem (jak również tego ostatniego), która spełniałaby to zadanie na szóstkę. O dziwo, znalazłam i jedno, i drugie w miarę szybko :))) A co to jest? O tym już wkrótce :D 

Tymczasem przedstawiam sleeping pack z odświeżonej niedawno linii Laneige, White Plus Renew. Seria ta jest intensywnie reklamowana jako zestaw cudeniek do walki z wszelakimi przebarwieniami na cerze koloru żółtego, czerwonego oraz brązowego. Zawiera przełomowy ponoć składnik MelaCrusher, który ma te przebarwienia likwidować, a do tego rozjaśnić cerę o 2 tony w ciągu 5 tygodni. Jako, że kosmetyki Laneige tanie nie są (a moja cera tak je lubi...),  nabyłam mini-zestaw próbny (za 30zł na ebay), w którym znalazła się m.in. właśnie nawilżająca maseczka na noc. Stąd "mini-recenzja" bo użyłam jej tylko raz i specjalnie kupować nie będę bo szału nie ma ;) Zresztą sleeping pack to rodzaj kosmetyku, którego wystarczy użyć raz, żeby wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać. Jego głównym - często jedynym - zadaniem jest porządne nawilżenie skóry przez noc i jeśli zadowalających efektów rano nie widzę, u mnie taki produkt jest skreślony.


Głównymi składnikami tego produktu są:
- ekstrakt z zielonej herbaty
- ekstrakt z drożdży
- witamina B3 (substancja wybielająca, antyoksydant)
- pochodna witaminy C (niestety, nie najtrwalsza forma).
Capsule Sleeping Pack ma formę małej żelowej kuleczki, w środku której zanurzona jest dodatkowo emulsja. Ma pojemność 3ml.

Kiedy zobaczyłam tę żelową konsystencję, miałam obawy przed jego zastosowaniem. Praktycznie każdy kosmetyk o tejże konsystencji gwarantuje mi po zaledwie kilku godzinach od nałożenia twarz usianą mozaiką czarnych, grubych (sorry) zaskórników, które jakimś cudem zdołają wepchnąć się w każdy por w skórze. Zdecydowałam się go wypróbować ale byłam przygotowana na taki widok w lustrze ranem. 
Poniżej niewyraźne zdjęcie strzelone komórką podczas otwierania opakowania, z góry przepraszam za złą jakość. Niestety foty mieszaniny, która powstała, nie będzie ;) Mogę tylko powiedzieć, że wychodzi z tego lekko mleczna masa. Tak jak cała seria, ma bardzo przyjemny, świeży zapach.


Zawartość spokojnie wystarcza na całą twarz - rzekłabym nawet, że jest tego tyle, iż trzeba dowalać tu i ówdzie na siłę, co by resztek nie zostawić ;p Powstaje z tego całkiem gruba żelowa "kołderka". Nie ma jednak obaw, większość z tego ulotni się do rana ze względu na pokaźną ilość alkoholu w produkcie. 

Wstaję rano i co widzę w lustrze? Zdziwienie na własnej twarzy bo nie było ani jednego zaskórnika. Resztek produktu też nie mogłam się dopatrzeć, tak wysechł. Skóra nie wyschła ale nawilżona też nie była. Podsumowując - zadowolona nie byłam. 
Produkt ten może być jednak dobrym uzupełnieniem kuracji, jeśli ktoś ma cerę niepodatną na zapychanie (ja już nie będę ryzykowała, mimo niezłego pod tym względem wyniku) i stosuje całą serię.

Cena: 72zł (cena sugerowana przez producenta), 81zł (gmarket), ok. 100zł (ebay)
Pojemność: 16 x 3ml w opakowaniu




sobota, 29 czerwca 2013

Skinfood Good Afternoon Apple Cinnamon BB SPF36/PA++ [recenzja+skład]

SKŁAD/ INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Caprylic/ Capric Triglyceride, Titanium Dioxide, Cyclomethicone, Zinc Oxide, Butylene Glycol, Cetyl PEG/ PPG-10/1 Dimethicone, Arbutin, PEG-10 Dimethicone, Sorbitan Sesquioleate, Hexyl Laurate, Dimethicone Copolyol, Alumina, Silica, Dimethicone, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Chloride, Stearalkonium Hectorite, Magnesium Aluminum Silicate, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Cinnamomum Cassia (Cinnamon) Bark Extract, Phenoxyethanol, Fragrance, Cl 77492(Yellow Iron Oxide), Cl 77491(Red Iron Oxide), Cl 77499(Black Iron Oxide).

Seria kremów BB "Good Afternoon" firmy Skinfood jest bardzo popularna nie tylko ze względu na cenę ale też niewątpliwy urok opakowań, przywołujący na myśl pyszne herbatki o różnych smakach. Skusiłam się w końcu i ja, postanawiając wypróbować całą serię, jedno po drugim :D

Jak dotąd, wypróbowałam trzy z pięciu kremów - dzisiaj napiszę co nieco o swoich wrażeniach po testach jabłkowo-cynamonowej wersji. Według producenta, krem ma za zadanie głównie rozjaśniać cerę dzięki zawartej w nim arbutynie, jak również ekstraktom z jabłek i kory cynamonu.
Produkty z tej serii mają po dwa odcienie - w przypadku dwóch z nich (Honey Black oraz Lemon Rose) odcień nr 1 jest o podtonie różowym, a nr 2 - żółtym, natomiast wersje pozostałych trzech różnią się jedynie jasnością.

Tutaj odcień nr 1

A tu odcień nr 2
"Jedynka" jest całkiem jasnym beżem, podczas gdy "dwójka" - dosyć mocnym "żółciochem".
Nr 1 ładnie wpasował się w moją karnację; nr 2 sprawiał, że wyglądałam, jakbym była mocno opalona... zdecydowanie zbyt ciemny. 

Nr 1 w pełnym słońcu.
Nr 2 w zimnym świetle.

Zapach kremu BB jest ledwo wyczuwalny - jak ktoś się uprze, to doszuka się w nim jabłkowo-cynamonowej woni. Konsystencję ma lekko gęstą, typową wśród bebików ale łatwo się rozprowadza palcami.  Krycie ma średnie, wykończenie - lekko połyskujące. Początkowo spodziewałam się, że będzie brzydko wyglądał na twarzy, ale nie - facjata sprawiała wrażenie, jakby nic na niej nie było. Przynajmniej zaraz po nałożeniu... bo potem już nie było tak fajnie ;)
Po pierwsze - brzydko podkreśla pory, zamiast je maskować, choćby w jakimś stopniu. Wchodzi we wszystkie możliwe linie, przesadnie je akcentując i sprawia, że wygląda się starzej, niż w rzeczywistości - paskudna rzecz.

Po drugie - w moim przypadku twarz zaczynała się "świecić" już po trzech godzinach, co raczej nie plasuje go wśród najbardziej wytrzymałych na mojej liście. 
Po trzecie - bardzo łatwo się "ściera" z twarzy przy byle dotyku, ba, nawet sam z siebie! A w dodatku warzy się okropnie pod koniec dnia. 

Nr 1 w świetle dziennym.
Nr 2 w świetle dziennym.

Nr 1 w pełnym słońcu.
Nr 2 w zimnym świetle.

Nie powiem, żebym nie spodziewała się takiego obrotu zdarzeń przy tej śmiesznie niskiej cenie (na ebay możemy go dostać za 21zł), aczkolwiek jest przynamniej jeden krem BB z tej serii, który staje na wysokości zadania - ale o tym innym razem ;) 

Konsystencja: dosyć gęsta
Kolor: #1 - jasny beż z żółtym podtonem; #2 - ciemny żółty
Zapach: delikatny, jabłkowo-cynamonowy
Krycie: średnie
Efekt: lekki połysk
Cena: 21~41zł (gmarket, ebay)
Pojemność: 30ml
Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe

niedziela, 19 maja 2013

Dr.G Gowoonsesang Brightening Balm SPF30/PA++ [recenzja+skład]

SKŁAD/INCI: Water, Cyclopentasiloxane, Titanium Dioxide, Talc, Glycerin, Ethylhexyl Methoxycinnamate, PEG-10 Dimethicone, Arbutin, Dipropylene Glycol, Isoeicosane, Zinc Oxide, Cyclomethicone, Triethylhexanoin, Disteardimonium Hectorite, Hexyl Laurate, Magnesium Sulfate, CI 77492 (Yellow Iron Oxide), C12-14 Pareth-3, CI 77491 (Red Iron Oxide), CI 77499 (Black Iron Oxide), Acrylates/ Dimethicone Copolymer, Vinyl Dimethicone/Methicone Silsesquioxane Crosspolymer, Silica, Methicone, Palmitic Acid, Methylparaben, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Betaine, Propylparaben, Tocopheryl Acetate, Aluminum Hydroxide, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Rosa Centifolia Flower Water, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Aluminum Stearate, Dimethicone, Fragrance, Butylparaben, Sodium Metabisulfite.

Koreański krem BB Gowoonsesang (właściwie to: Goeunsesang) jest jednym z popularniejszych tego typu kosmetyków nie tylko w Azji, ale i na całym świecie. Firma go produkująca, Dr. G, chwali się, że nad jej kosmetykami pracuje cała armia lekarzy dermatologów, specjalistów z laboratoriów, pielęgniarek i nie wiadomo, kogo jeszcze ;p Być może, ale do mnie takie hasełka nie przemawiają - ot, kolejna strategia marketingowa.  
Krem ma stopniowo rozjaśniać cerę i pomóc jej osiągnąć zdrowy blask - czyli niewiele obietnic, jak na kremy BB. Za to w kwestii noszenia kosmetyk jest całkiem dobry, o czym zresztą świadczy wiele pozytywnych recenzji na jego temat. Jego głównymi składnikami są: arbutyna, woda z płatków róży mchowej oraz ekstrakty z zielonej herbaty i portulaki pospolitej. 

Gowoonsesang ma bardzo przyjemną w nakładaniu, kremową konsystencję; całkiem mała ilość wystarczy do przykrycia całej twarzy - tym bardziej, że ma on mocne krycie. 
Jak widać, jest on koloru jasnobeżowego z lekkim różowym podtonem.

Moja cera ma lekki żółty podton, tak więc po nałożeniu kremu na twarz wyglądałam jak różowy prosiaczek. Szyja bardzo odznaczała się od twarzy - ale jakimś cudem po kilkunastu minutach BB dopasował się całkiem, całkiem - różowy podton już nie był tak widoczny.
Ponadto po spojrzeniu do lustra bardzo zaskoczył mnie efekt - super krycie, istny photoshop! Cera była prawie nieskazitelna, a jednocześnie tak naturalnie wyglądała. "Prawie" bo krem nie dał rady całkowicie zakamuflować dwóch wstrętnych, czerwonych gul, które mi w tamtym czasie wyskoczyły ale to można wybaczyć.
Jeśli chodzi o efekt, to przez kilka minut po nałożeniu bardzo widać pigment, jak przy zwykłym podkładzie; na szczęście produkt szybko wtapia się i wtedy można powiedzieć, że tworzy całkiem naturalny efekt na twarzy - jeśli naturalnym można nazwać to, że nasza cera wygląda tak bardzo nieskazitelnie ;p
Niestety, Gowoonsesang nie ukryje nam rozszerzonych porów, cudów nie ma.



Na zdjęciu powyżej widać, że krem ten ma matowe ale jednocześnie bardzo ładne, satynowe wykończenie. Świetnie się trzyma, naprawdę nie jest łatwo go zetrzeć - po całym dniu oczywiście nie wygląda, jak kilkanaście godzin wcześniej ale nie ściera się ani nie smuży. Co więcej, nie wchodzi w linie czy zmarszczki mimiczne! To jest wyczyn bo niestety prawie wszystkie kremy BB, których używam lub używałam, zaliczyło taką właśnie wpadkę. 
Również jako właścicielka tłustej cery jestem pod wrażeniem - Gowoonsesang zaczął błyszczeć na twarzy dopiero między szóstą, a siódmą godziną w użyciu!
Produkt ma delikatny, przyjemny zapach, tak więc naprawdę miło się go używa. Powiedziałabym, że w szczególności nadaje się na dni, kiedy nasza cera nie prezentuje się najlepiej lub na jakieś wielkie wyjścia, czy też do zdjęć. Ten krem jakością zdecydowanie przewyższa wszystkie znane mi kremy BB.

Mimo tych wszystkich zalet, nie kupię pełnowymiarowego opakowania - mam już mocno kryjący BB, który o wiele lepiej pasuje mi odcieniem i ma lżejszą konsystencję, co mi bardziej odpowiada ;)

Konsystencja: kremowa
Kolor: jasnobeżowy z różowym podtonem
Zapach: bardzo delikatny, przyjemny
Krycie: mocne ale wyglądające całkiem naturalnie
Efekt: matowy z satynowym połyskiem
Cena: 57~60zł (ebay1, ebay2) /cena sugerowana przez producenta: ok. 100zł
Pojemność: 45ml
Dostępność: ebay, polskie i zagraniczne sklepy internetowe



sobota, 11 maja 2013

Lioele Pink Pop Moisture Cream [recenzja+skład] [wycofano w 2014]

SKŁAD/ INCI: Water, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Cyclopentasiloxane, PEG/ PPG-17/6 Copolymer, Niacinamide, Betaine, Hydrogenated Vegetable Oil, Cetyl Ethylhexanoate, Stearic Acid, Dimethicone/ Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Vegetable Oil, Sodium Hyaluronate, Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Arginine, Allantoin,  Portulaca Oleracea (Purslane) Extract, Adenosine, Bifida Ferment Lysate, Copper Tripeptide-1, Carbomer, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, CI 14700, Fragrance.

 

Kosmetyk, o którym dzisiaj napiszę, jest jednym z tych, których pewnie nigdy bym nie wypróbowała, gdyby nie idea rozbiórek. Szkoda by mi było kupować pełnowymiarowe opakowanie czegoś, czego nie podejrzewam o jakiekolwiek działanie. Na rynku azjatyckim jest całkiem sporo byle jakich produktów, które dużo obiecują, a nic nie robią i zazwyczaj są to produkty tańszych, popularnych marek typu Skinfood, Holika Holika, Etude House, itp - przynajmniej taką mam o nich opinię, gdyż na kilku kosmetykach tych firm, które miałam, się już "nacięłam". Tak więc do tej pory nie byłam zainteresowana ich ofertą - chyba, że przeczytałam pochlebną recenzję lub ktoś mi coś polecił. Natomiast dzięki rozbiórkom mam szansę wypróbować coś za przysłowiowe "parę groszy" i mam spokój sumienia, że nie wywalam pieniędzy w błoto - w końcu to tylko próbka ;)

 

Krem nawilżający Lioele Pink Pop to właśnie jeden z tych produktów, który spowodowałby u mnie finansowego kaca, gdybym kupiła w ciemno pełne opakowanie :p Ale do rzeczy. 

Pink Pop to krem-żel do twarzy o działaniu nawilżającym, rozjaśniającym oraz przeciwstarzeniowym. Widok adenozyny, kwasu hialuronowego oraz peptydów na liście składników może sprawić, że będziemy mieć duże oczekiwania co do efektów stosowania. Według producenta, rzekome kapsułki pielęgnacyjne (które okazują się być zwykłymi kuleczkami oleju roślinnego) pękają przy kontakcie ze skórą, uwalniając "ekstrakty odżywcze i nawilżające", mające nadać naszej cerze optymalny poziom nawilżenia oraz promienny, zdrowy wygląd. Kosmetyk ma również zapobiegać zmarszczkom i rozjaśniać cerę. Hm, spójrzmy bliżej.

 

Żel jest koloru jasnoróżowego z białymi kuleczkami. To nic innego, jak kuleczki oleju roślinnego, łatwo rozprowadzające się z resztą produktu. Jak już o nim piszę, to muszę dodać, że stał się on u mnie przyczyną okropnie zapchanych porów :| Produkt pachnie świeżo ale jednocześnie czuć dosyć wyraźną nutę alkoholu. 


Żel rozprowadza się łatwo i szybko; praktycznie nie ma po nim śladu na skórze, tzn. żadnego efektu wilgotnej cery czy błyszczenia na twarzy. Zostawia natomiast lekki film wyczuwalny przy dotyku, charakterystyczny dla produktów z silikonami.

Po nałożeniu skóra sprawia wrażenie nawilżonej ale to tylko pozory. Stosując go przez jakiś czas, nie zauważyłam polepszenia stanu cery, jej nawilżenia ani rozjaśnienia. Jedyna zaleta jego stosowania to nieosadzanie się makijażu w liniach przez cały dzień. 

Jednym słowem, dobrze zrobiłam, kupując jedynie próbkę ;) Cieszy mnie, że mnóstwo kosmetyków azjatyckich można wypróbować bez ruiny dla portfela, oszczędza to frustracji w przypadku nietrafienia z danym kosmetykiem w potrzeby naszej cery.

Konsystencja: żelowa 

Zapach: świeży, czuć alkohol

Kolor: jasnoróżowy z białymi kuleczkami

Cena:   47~130zł

Pojemność: 50ml

Dostępność: ebay, zagraniczne sklepy internetowe [mała uwaga: przeglądając strony w celu sprawdzenia cen, rzuciło mi się w oczy, jak mało sprzedawców oferuje produkt, gdzieniegdzie jest on wyprzedany - czyżby był wycofywany?]



niedziela, 21 kwietnia 2013

Juju Aquamoist Vitamin C toner [recenzja + skład]

[Podany skład dotyczy wersji na rynek japoński. Inne wersje mogą się nieznacznie różnić składem.]
SKŁAD/ INCI: Aktywne składniki/Active ingredients: Ascorbyl Glucoside, Dipotassium Glycyrrhizate; Pozostałe składniki/ Other ingredients: Water, Sodium Hyaluronate, Glycerin, Ascorbyl Tetraisopalmitate, 1,3-Butylene Glycol, Alcohol Denat., Methyl Gluceth-10, Sodium Hydroxide, Polysorbate 60, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Carbomer, PPG-8 Ceteth-20, PPG-4 Ceteth-20, Paraben.
 
Nawilżające toniki z kwasem hialuronowym cieszą się całkiem sporą popularnością wśród użytkowniczek azjatyckich kosmetyków. Jest to na pewno z jednej strony zasługa marketingu firm produkujących owe kosmetyki ale też myślę, że nie byłyby tak popularne, gdyby nie dawały żadnych efektów.  Kwas hialuronowy jest uważany za jeden z najbardziej potrzebnych w naszej pielęgnacji składników, gdyż dogłębnie nawilża skórę, pobudza ją do produkcji kolagenu oraz ochrania istniejącą w niej siatkę elastyny i kolagenu właśnie.

Mamy na rynku dosyć spory wybór spośród produktów typu lotion/toner (o różnicy w nazewnictwie wspominam niżej) z tymże składnikiem, tak więc dla każdego coś dobrego ;) Są produkty ze zwykłym kwasem małocząsteczkowym, są takie z trzema rodzajami kwasu, wersje 'light' (dla przetłuszczającej się cery) - są również takie, które zawierają dodatkowe składniki, jak np. witamina C czy kolagen.

Opisywany tutaj produkt Juju zawiera zwykły kwas hialuronowy małocząsteczkowy oraz najbardziej stabilną formę witaminy C. Jego zadaniem jest nie tylko nawilżanie, lecz również stopniowe rozjaśnianie cery i pomoc w usuwaniu przebarwień.

Nieaktualne już opakowanie.

Nakrętka posiada mały otwór, dzięki czemu możemy łatwo kontrolować ilość nalewanego tonera.

Produkt jest całkowicie przezroczysty, ma ledwo wyczuwalny zapach charakterystyczny dla kosmetyków z kwasem hialuronowym. W przeciwieństwie do toniku Hada Labo, zaleca się nakładać Juju płatkiem kosmetycznym ale ja czasem lubię nałożyć go palcami i delikatnie rozprowadzić po twarzy, a następnie wklepać do wchłonięcia.
Jak widać na powyższym zdjęciu, tonik wchłania się do matu. Możemy go nałożyć zarówno pod makijaż/ krem przeciwsłoneczny/ krem BB, jak i na noc.  Zaraz po nałożeniu da się odczuć kojące uczucie maksymalnego nawilżenia, które trwa przez cały dzień. Produkt sprawia również, że nasza skóra z czasem staje się nieco bardziej elastyczna i sprężysta. Niestety nie wiem, na ile tonik pomaga w stopniowym rozjaśnianiu skóry, gdyż używam kilku innych produktów o tych samych właściwościach. Nie zapycha, nie powoduje żadnych niespodzianek ani przetłuszczania się skóry w ciągu dnia. Przy stosowaniu raz dziennie wystarcza na ok. 3~4 miesiące.

Teraz muszę wspomnieć o różnicy w nazewnictwie. Otóż "lotion" i "toner" to to samo - tyle, że nazwa "lotion" jest częściej używana w japońskich kosmetykach, podczas gdy "toner" występuje zazwyczaj w nazwach koreańskich produktów - co nie znaczy, że nie stosuje się ich zamiennie ;) Produkt tego typu nie ma odpowiednika w europejskim systemie pielęgnacji - nasze toniki służą do oczyszczania skóry, ściągają lub nawet lekko ją wysuszają. 
Tonery azjatyckie mają za zadanie nawilżać i zmiękczyć skórę, przygotowując ją do nałożenia kolejnych produktów o bogatszych składach, oraz pomóc tym produktom lepiej się wchłonąć. Niektóre nie zawierają nawet alkoholu, tak więc są idealne dla osób, którym alkohol wysusza cerę.

Polecam wszystkim, również osobom o wrażliwej oraz tłustej cerze, a także tym, którym z jakiegoś powodu nie spodobał się popularny Hada Labo (np. autorce bloga ;p) - Juju Aquamoist jest doskonałą alternatywą.

Konsystencja: wodnista
Zapach: ledwo wyczuwalny, charakterystyczny dla kwasu hialuronowego
Cena: 160ml (opakowanie uzupełniające) - 34zł ; 180ml - 40zł (cena sugerowana przez producenta) 
Dostępność: ebay.com, zagraniczne sklepy internetowe

Denko maj 2015

Miesiąc maj już minął (co prawda 2 tygodnie temu ale kto tam by się czepiał szczegółów), a zatem pora na kolejne denko. Zebrało się kilka r...